portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Nie podano Wiek:24 Wzrost: Nie podano Sylwetka:Nie podano Dzieci: Nie podano Wykształcenie:Nie podano Województwo: Świętokrzyskie Miasto: Włoszczowa Styl:Nie podano Mieszkam:Nie podano Szukam tutaj:Nie podano Pierwsza randka:Nie podano Znak zodiaku:Nie podano

Cześć mam na imię Piotr jestem fajnym miłym chłopakiem wesołym sympatycznym chłopakiem szukam fajnej wesołej dziewczyny

bezkonfliktowy całuśny cieply cierpliwy czarujący dyskretny lojalny otwarty poważny punktualny rodzinny romantyczny skryty śmiały stanowczy troskliwy uczciwy wrażliwy

amory basen coś ciekawego filmik w domu grupą na imprezkę koleżeńska kolacyjka piknik piwkowanie randka śniadanie spacer wypad nad jezioro wypad poza miasto wypad w góry wyprawa rowerowa

W pewnym momencie życia większość osób zauważa, że nosi w sobie nie tylko doświadczenia, ale również pewnego rodzaju filtry, przez które patrzy na innych ludzi. Te filtry powstają latami — kształtują je dawne związki, pierwsze zakochania, nieszczęśliwe relacje, młodzieńcze oczekiwania, a także niezrealizowane marzenia. Kiedy człowiek przekracza czterdziestkę, często nie jest już świadomy, że wiele z tych filtrów nie ma nic wspólnego z jego teraźniejszymi potrzebami. To, co kiedyś wydawało się oczywiste, konieczne czy atrakcyjne, dziś może nie mieć żadnego znaczenia. Dlatego tak ważne staje się dokonanie pewnego rodzaju mentalnego przeglądu — zatrzymania się i sprawdzenia, czy to, czego się szuka, naprawdę wynika z aktualnych pragnień, czy może wciąż trzyma w ryzach przyzwyczajenie sprzed dwóch dekad.

W świecie, w którym coraz częściej korzysta się z narzędzi takich jak serwis ułatwiający poznawanie ludzi, łatwo zauważyć pewną prawidłowość. Osoby po czterdziestce często przewijają profile automatycznie, oceniając je według schematów, które powstały jeszcze wtedy, gdy miały dwadzieścia lat. Jedni szukają tego samego typu urody, który kiedyś ich przyciągał, inni trzymają się wyobrażeń o „idealnym partnerze”, które przetrwały lata, choć życie już dawno pokazało, że ideały zazwyczaj niewiele mają wspólnego z codziennym szczęściem. Problemy zaczynają się wtedy, gdy te kryteria, tak naprawdę już niepasujące do obecnego etapu życia, prowadzą do frustracji i poczucia, że nie ma z kim rozmawiać, że nikt nie pasuje, że świat relacji jest jakiś „gorszy niż kiedyś”.

Najważniejsze jest zrozumienie, że po czterdziestce zmienia się niemal wszystko — potrzeby emocjonalne, priorytety, styl życia, sposób spędzania wolnego czasu, cele, granice i wizja relacji. W młodości człowiek często kieruje się impulsami, hormonami, spontanicznością. Wtedy atrakcyjność kojarzy się przede wszystkim z wyglądem, z energią, z pewnego rodzaju nieprzewidywalnością. Ale kiedy miną lata, okazuje się, że to nie wygląd trzyma ludzi razem, tylko stabilność, wsparcie, zrozumienie, uważność, ciepło i chęć wzajemnego wysiłku. Mimo to kryteria sprzed lat potrafią działać jak cień, z którego trudno wyjść. Właśnie dlatego mentalny przegląd staje się czymś koniecznym.

Taki przegląd nie polega na tym, by rezygnować ze wszystkiego, czego człowiek pragnie. Chodzi raczej o to, by rozróżnić pragnienia od przyzwyczajeń, wartości od kaprysów, prawdziwe potrzeby od wyobrażeń, które nie mają już nic wspólnego z dorosłą rzeczywistością. To świadoma praca, która pozwala dostrzec, że w wieku czterdziestu lat bardziej liczy się kompatybilność emocjonalna niż wyidealizowane cechy, które kiedyś wydawały się kluczowe.

Kiedy ktoś korzysta z narzędzi umożliwiających kontakt, takich jak internetowa platforma dla singli, zaczyna zauważać, że za każdym profilem stoi prawdziwa osoba — z historią, ranami, sukcesami, słabościami, nadziejami. Ale to dostrzega się dopiero wtedy, gdy przestaje się oceniać ludzi zbyt szybko i schematycznie. Mentalny przegląd kryteriów pomaga zatrzymać się i zapytać: czy oceniam drugą osobę uczciwie? Czy moje oczekiwania mają sens? Czy przypadkiem nie wymagam od kogoś rzeczy, których sam już nie daję, albo które nie mają żadnego znaczenia dla jakości relacji?

Życie po czterdziestce jest życiem po wielu doświadczeniach. W tym wieku rzadko trafia się na ludzi „bez bagażu”, ale często trafia się na ludzi dojrzalszych, bardziej świadomych, spokojniejszych i gotowych do budowania prawdziwego partnerstwa. Tylko trzeba dać im szansę. A trudno dać szansę, jeśli filtr sprzed lat odrzuca profil, bo zdjęcie „nie jest takie, jak powinno”, bo ktoś ma inny styl niż ten, do którego było się przyzwyczajonym, albo bo w opisie pojawia się coś, co 20 lat temu zadziałałoby jako „czerwona flaga”. Tymczasem dorosłe życie wymaga nowych kryteriów — głębszych i bardziej zgodnych z tym, czego człowiek naprawdę potrzebuje.

Warto zastanowić się, dlaczego te dawne kryteria są takie silne. Dzieje się tak, ponieważ człowiek z wiekiem rzadko aktualizuje swoje wyobrażenia o relacjach. To paradoks — dojrzewa emocjonalnie, życiowo, psychicznie, ale jego „wewnętrzne wymagania” pozostają zamrożone na poziomie młodości, gdy relacje były czymś łatwym, lekkim i nie tak odpowiedzialnym. Dopiero kiedy człowiek zaczyna korzystać z narzędzi takich jak platforma do zawierania znajomości w sieci, dociera do niego, że jego oczekiwania są jak stary program, który nie działa na nowym systemie. I tak jak każdy program wymaga aktualizacji, tak samo wymagają jej kryteria wyboru partnera.

Jednym z najważniejszych elementów takiego mentalnego przeglądu jest przyjrzenie się temu, jak postrzega się samego siebie. Często ludzie po czterdziestce mają bardzo surowe wyobrażenie o własnych możliwościach, atrakcyjności i randkowym potencjale — albo zbyt krytyczne, albo zbyt idealistyczne. Jedni uważają, że „mają już za dużo lat, żeby wybierać”, inni myślą, że „skoro tak wiele osiągnęli, to partner też musi spełniać ogrom listy wymagań”. Jedno i drugie jest pułapką. Mentalny przegląd pomaga zauważyć, że warto patrzeć na relacje realistycznie — nie z poziomu kompleksów, ale też nie z poziomu nadmiernych oczekiwań. Realizm nie oznacza rezygnacji z marzeń, tylko dopasowanie marzeń do dorosłego życia.

Kiedy ktoś od wielu lat nie aktualizował swoich kryteriów, często może mieć poczucie, że „nikt nie pasuje”. A to nie jest problem ludzi wokół — to problem ram, w które próbujemy ich wcisnąć. Po czterdziestce priorytety zmieniają się: człowiek zaczyna bardziej cenić spokój niż ekscytację, stabilność bardziej niż chaos, partnerstwo bardziej niż dramaty, wsparcie bardziej niż perfekcję. Jeśli więc wciąż szuka się dawnego „ognistego ideału”, można minąć coś, co naprawdę daje szczęście: zgodność charakterów, ciepło emocjonalne, podobny rytm życia.

Kolejny ważny punkt mentalnego przeglądu dotyczy elastyczności. W młodości człowiek jest bardziej skłonny tworzyć listy wymagań — często absurdalne, czasem dziecinne, czasem wynikające z kultury, mediów, filmów czy presji rówieśniczej. Po czterdziestce wiele takich list okazuje się nieaktualnych. W dorosłym życiu liczy się coś zupełnie innego — czy z tą osobą jest lekko, ciepło i spokojnie. Czy potrafi wesprzeć. Czy można jej zaufać. Czy jest gotowa budować, a nie niszczyć. Te kryteria często nie znajdują się na profilach ani zdjęciach. One wychodzą dopiero w rozmowie. A rozmowa nie nastąpi, jeśli filtr wymagań odrzuci możliwość poznania kogoś już na starcie.

Mentalny przegląd nie polega na rezygnacji z własnych wartości. Wręcz przeciwnie — polega na tym, by je wyraźniej zobaczyć. Często ludzie po czterdziestce odkrywają dopiero teraz, że ważne są nie te cechy, które fascynowały ich w młodości, ale te, których w młodości brakowało: dojrzałość emocjonalna, stabilność, empatia, umiejętność komunikacji, spójność zachowań, poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego. Tych rzeczy nie widać na zdjęciach. Ale można je wyczuć, jeśli da się drugiej osobie szansę, a nie oceni ją wyłącznie przez pryzmat wyglądu czy krótkiego opisu.

Kiedy człowiek przegląda swoje oczekiwania, może zauważyć, jak wiele z nich jest przypadkowych lub przestarzałych. To otwiera drzwi do nowych możliwości. Czasem wystarczy zmienić tylko jedną drobną rzecz — pozwolić sobie zauważyć osoby, których wcześniej się nie brało pod uwagę — aby całkowicie zmienił się świat relacji. W narzędziach takich jak mobilna aplikacja do poznawania partnerów widać to bardzo wyraźnie: kiedy człowiek zmienia swoje filtry, zaczyna widzieć ludzi, których wcześniej niewidzialnie omijał. I często okazuje się, że właśnie tam, gdzie wcześniej nie patrzył, czeka coś wartościowego.

Przegląd mentalny to również praca nad tym, by nie szukać w innych tego, co już dawno przestało istnieć — dawnych emocji, dawnej intensywności, dawnego poczucia, że miłość to ogień i chaos. Po czterdziestce miłość często jest bardziej jak ciepło niż jak płomień. Bardziej jak stałość niż jak burza. Bardziej jak rozmowa niż jak namiętny gest. I właśnie to czyni ją dojrzalszą i trwalszą. Ale żeby móc takiej miłości doświadczyć, trzeba otworzyć się na to, że dojrzałość nie jest kompromisem — jest wartością.

Nie ma nic złego w tym, że człowiek chce kogoś pociągającego, interesującego i inspirującego. Ale warto też sprawdzić, czy to, co kiedyś uważał za pociągające, nadal jest aktualne. Bywa, że ktoś kiedyś fascynował się wyłącznie osobami o określonym typie urody, określonym stylu, określonym sposobie bycia. Po czterdziestce może odkryć, że prawdziwa chemia pojawia się w zupełnie innych miejscach — w rozmowie, w poczuciu humoru, w dojrzałości, w podobnym podejściu do życia.

Kiedy człowiek przeprowadza taki przegląd, łatwiej mu też zauważyć, że nie jest już tą samą osobą, którą był dwadzieścia lat temu. A skoro on się zmienił, to naturalne jest, że zmieniły się również jego potrzeby. Przegląd mentalny jest więc nie tylko analizą kryteriów, ale też aktem samoświadomości — momentem, w którym człowiek mówi sobie szczerze: „Teraz jestem kimś innym, więc mogę inaczej wybierać”.

Mentalny przegląd to nie rewolucja, ale ewolucja. Proces, który prowadzi do tego, że człowiek zaczyna spotykać ludzi pasujących do jego aktualnego życia, a nie do jego dawnych wyobrażeń. To właśnie dzięki temu randki po 40-tce przestają być rozczarowaniem, a stają się przestrzenią, w której można naprawdę odnaleźć coś zgodnego z własnymi wartościami.

Pierwsza randka po czterdziestce, szczególnie gdy jest efektem kontaktu nawiązanego w świecie portali randkowych, rzadko jest lekką, beztroską przygodą. To wydarzenie o zupełnie innym ciężarze gatunkowym niż w młodości. Nie chodzi już tylko o sprawdzenie, czy „się kliknie”, czy będzie fajnie i czy pojawi się chemia. Po czterdziestce pierwsza randka to raczej strategiczne, choć prowadzone z uprzejmością, spotkanie rekonesansowe. Głównym narzędziem przestaje być „gra” – czyli sztuka prezentowania swojej najlepszej, często wyidealizowanej wersji, flirtowanie, imponowanie – a staje się uważna, dyskretna obserwacja. Obserwacja nie tylko drugiej osoby, ale i własnych reakcji na nią. To fundamentalna zmiana paradygmatu: z pozycji aktora, który stara się zdobyć aplauz, przechodzi się w pozycję świadomego uczestnika, który bada potencjał wspólnego projektu zwanego związkiem. Mniej energii idzie na to, by być błyskotliwym i atrakcyjnym; więcej na to, by być uważnym i weryfikującym. Ta zmiana wynika z kilku kluczowych czynników: ograniczonego czasu i energii emocjonalnej, bogatego doświadczenia, które nauczyło odróżniać pozory od istoty, oraz z jasno zdefiniowanych priorytetów, które nie pozostawiają już miejsca na eksperymenty „na wszelki wypadek”.

W młodości pierwsza randka często przypomina casting, gdzie każda strona prezentuje swoje najciekawsze fragmenty repertuaru: anegdoty, pasje, opinie, które mają zrobić wrażenie. Po czterdziestce ten repertuar jest znany, ale mniej chętnie się go odgrywa. Wie się, że trwały związek nie opiera się na jednorazowym spektaklu, ale na codziennej, zwyczajnej obecności. Dlatego na pierwszym planie pojawia się chęć zobaczenia człowieka w jego naturalnym, nieodgrywanym stanie. Obserwacja dotyczy rzeczy pozornie drobnych, ale niezwykle wymownych: w jaki sposób traktuje kelnerkę lub barmana? Czy jest uważny na otoczenie, czy skupiony wyłącznie na sobie? Jak reaguje na drobne niedogodności – spóźnienie, zamówienie nie tej potrawy, hałas w lokalu? Te sytuacje są cenniejsze niż najpiękniej wyreżyserowane opowieści, ponieważ pokazują prawdziwe wzorce zachowania, charakter i poziom dojrzałości emocjonalnej. Osoba po czterdziestce wie, że w dłuższej perspektywie to właśnie te codzienne reakcje decydują o klimacie związku, a nie umiejętność opowiadania dowcipów. Dlatego słucha nie tylko tego, co ktoś mówi, ale przede wszystkim jak to mówi – z jakim szacunkiem (lub jego brakiem), z jaką pokorą (lub arogancją), z jaką autentycznością (lub próbą zaimponowania).

Kolejnym obszarem intensywnej obserwacji jest zgodność między profilem online a osobą na żywo. W świecie aplikacji randkowych istnieje niebezpieczeństwo tworzenia „osobowości profilowej” – bardziej atrakcyjnej, podróżującej, aktywnej i bezproblemowej niż rzeczywistość. Pierwsza randka to moment weryfikacji tej spójności. Czy osoba, która na profilu deklarowała „aktywny tryb życia”, jedynie kolekcjonuje zdjęcia z wycieczek, a na co dzień jest kanapowcem? Czy „wielbicielka literatury” potrafi prowadzić rozmowę o książkach, czy tylko wymieniła modne tytuły? Dla osoby dojrzałej każda taka rozbieżność nie jest drobiazgiem, lecz sygnałem dotyczącym uczciwości i samoświadomości potencjalnego partnera. Obserwuje się też mowę ciała: czy jest otwarta, czy zamknięta; czy utrzymuje kontakt wzrokowy, czy się kręci; czy jej uśmiech dociera do oczu, czy jest wymuszony. Te niewerbalne sygnały mówią często więcej niż słowa i są trudniejsze do kontrolowania przez kogoś, kto nie jest profesjonalnym aktorem. Dojrzały uczestnik randki potrafi je odczytywać, co pozwala mu szybciej wyrobić sobie instynktowną, ale opartą na danych, opinię.

Mniej „gry” oznacza także mniej energii poświęconej na ukrywanie swoich prawdziwych cech czy poglądów. Podczas gdy młodsi randkowicze mogą ukrywać pewne aspekty swojej osobowości, by zwiększyć szanse na drugą randkę, osoba po czterdziestce ma tendencję do bycia bardziej bezpośrednią i autentyczną już na początku. Nie dlatego, że jest nieuprzejma, ale dlatego, że nie chce tracić czasu – ani swojego, ani drugiej strony. Jeśli na przykład ma się konkretne, nieelastyczne plany życiowe (np. opieka nad starszym rodzicem, specyficzne poglądy polityczne, decyzja o nieposiadaniu więcej dzieci), często pojawiają się one w rozmowie stosunkowo wcześnie. To również jest forma obserwacji: jak druga strona reaguje na te realia? Czy okazuje zrozumienie, czy lekceważenie? Czy pyta z ciekawością, czy zamyka temat? Ta odwaga w pokazywaniu siebie, ze swoimi mocnymi i słabszymi stronami, jest jednocześnie testem dla drugiej osoby: czy jest gotowa na rzeczywistość, czy wciąż szuka nierealistycznej fantazji? W tym kontekście pierwsza randka staje się nie tylko spotkaniem towarzyskim, ale także próbą szczerości i odporności na nieidealność.


Psychologiczną podstawą tej zmiany z „gry” na „obserwację” jest przeniesienie akcentu z „czy mnie polubi?” na „czy ja chcę zbudować z tą osobą życie?”. To fundamentalna różnica w nastawieniu. Pierwsze pytanie generuje zachowania nastawione na zyskanie aprobaty: przypochlebianie się, zgadzanie, ukrywanie odmiennych zdań. Drugie pytanie uruchamia tryb analityczny i samoobserwacyjny. Podczas randki osoba dojrzała nieustannie zadaje sobie wewnętrzne pytania: „Czy czuję się przy tej osobie bezpiecznie i swobodnie, czy muszę się pilnować?”, „Czy jej sposób widzenia świata jest dla mnie zrozumiały, czy zupełnie obcy?”, „Czy szanuje moje granice (czasu, tematu rozmowy, fizycznej bliskości)?”, „Czy to, co widzę i słyszę, budzi we mnie ciepło i zaciekawienie, czy raczej niepokój i znużenie?”. To są pytania o kompatybilność na poziomie fundamentalnym, a nie o powierzchowną atrakcyjność. Odpowiedzi na nie szuka się właśnie poprzez uważną obserwację zachowań, a nie przez zaabsorbowanie własną autoprezentacją.

Kluczowym elementem obserwacji jest także ocena umiejętności komunikacyjnych drugiej strony. Po czterdziestce wiadomo, że zdolność do dobrej rozmowy jest jednym z najważniejszych spoiw związku. Dlatego na pierwszej randce bacznie przygląda się dynamice dialogu. Czy rozmowa płynie naturalnie, czy jest mozolnym przeciąganiem wątków? Czy druga osoba potrafi słuchać aktywnie, zadawać pogłębiające pytania, czy tylko wygłasza monologi lub odpowiada jednym zdaniem? Czy potrafi opowiadać o sobie bez narcystycznego skupienia na sobie, a z uważnością na reakcję słuchacza? Czy w rozmowie pojawia się poczucie humoru, i jaki ono jest – jest to żart oparty na inteligencji i życzliwości, czy na sarkazmie i poniżaniu innych? Te obserwacje są niezwykle cenne, ponieważ komunikacja jest narzędziem, za pomocą którego będzie się rozwiązywało przyszłe konflikty, dzieliło radości i budowało intymność. Jeśli już na pierwszym spotkaniu widać, że rozmowa jest ciężka, pełna niedopowiedzeń lub dominacji, jest to bardzo silny, negatywny prognostyk, który dla osoby dojrzałej często przeważy nad nawet dobrym pierwszym wrażeniem wizualnym.

Niezwykle istotnym aspektem psychologii pierwszej randki po czterdziestce jest także minimalizacja wpływu zewnętrznych, sztucznych czynników. Chodzi o świadome wybory dotyczące miejsca i formy spotkania. Coraz częściej odchodzi się od klasycznej, stresującej randki w eleganckiej restauracji na rzecz spotkań przy kawie, na spacerze, czy w neutralnej, cichej knajpce. Miejsce to ma stworzyć warunki do swobodnej obserwacji i rozmowy, a nie do demonstracji statusu materialnego czy wyrafinowanych manier (choć i one są obserwowane). To kolejny przejaw odejścia od „gry” – nie chodzi o to, by zaimponować wystawnością, ale o to, by stworzyć przestrzeń, w której obie osoby będą mogły być sobą. Podobnie rzecz się ma z tematem „rachunku”. Dla wielu dojrzałych osób naturalnym i pozbawionym gry jest zaproponowanie dzielenia się kosztami lub zapłacenie za siebie. To nie jest przejaw skąpstwa, lecz demonstracja partnerskiego podejścia i braku chęci tworzenia zobowiązań już na starcie. Obserwacja reakcji na taką propozycję też bywa bardzo wymowna.

Wreszcie, po randce następuje etap, który w młodości był zdominowany emocjami („podobał mi się / nie podobał”), a teraz jest bardziej procesem refleksji. Osoba dojrzała niekoniecznie szuka natychmiastowej, olśniewającej chemii. Szuka raczej sygnałów, że dalsze poznawanie ma sens. Analizuje zebrane podczas obserwacji dane: spójność, sposób komunikacji, reakcje na stres, szacunek, poczucie humoru, zgodność wartości. Nawet jeśli chemia nie była porażająca, ale wszystkie inne obserwacje wypadły pozytywnie, istnieje duża szansa na zgodę na drugie spotkanie, aby dać szansę na rozwinięcie się głębszego uczucia. I odwrotnie: nawet przy silnej chemii, jeśli obserwacja wykazała poważne red flagi (lekceważenie, arogancja, niespójność), osoba dojrzała jest skłonna zrezygnować, kierując się rozsądkiem, a nie tylko emocjami. To właśnie ta zdolność do nadania priorytetu obserwacji i refleksji nad grą i natychmiastowym wrażeniem jest znakiem rozpoznawczym dojrzałego randkowania. Jest to strategia mniej ekscytująca w krótkim terminie, ale znacznie bardziej efektywna i bezpieczna emocjonalnie w dłuższej perspektywie, gdy celem nie jest kolejna randka, ale potencjalny, trwały związek. W świecie, gdzie cyfrowe platformy spotkań oferują iluzję nieskończonego wyboru, ta umiejętność weryfikacji poprzez uważną obserwację na żywo staje się bezcenną kompetencją emocjonalną.

Ludzie nieraz zadają sobie pytanie, czy w naszym nowoczesnym, ciągle przyśpieszającym świecie jest miejsce na miłość. Na taką prawdziwą, romantyczną i dozgonną, rodem z filmów, czy dzieł literackich, jakie przeszły do kanonu lektur obowiązkowych. A może pytanie należy sformułować zupełnie inaczej, a mianowicie: „Czy miłość romantyczna istniej?”. Tutaj u niektórych pojawi się nuta niepokoju. Ktoś zapyta: „Ale jak to? Przecież od lat tworzę udany związek oparty na miłości”. Jednak znajdą się i tacy, których życie nieprzyjemnie doświadczyło. Być może kogoś nurtuje kwestia zasadności stwierdzenia, że miłość jest podstawą związku. Rzec można jedno – ten niezwykle subtelny temat można rozpatrywać na wiele sposobów i pewnie każdy z nich zawiera w sobie jakieś akceptowalne szerzej uzasadnienie.


Miłość to nie uczucie, czyli o odnajdywaniu ponadromantycznych powiązań


Miłość jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Każdy pragnie być akceptowany i – najogólniej rzecz ujmując – dla kogoś ważny. Świadomość, że mamy kogoś, kto zawsze na nas czeka, wspiera oraz stawia na szczycie hierarchii życiowych priorytetów, stanowi motywację do podejmowania działań, a także do pracy nad samym sobą. Dotychczas powstało wiele definicji miłości, tworzonych głównie przez psychologów, filozofów, czy teologów. Choć posiadają one elementy wspólne, żadna nie jest tą – można powiedzieć - powszechnie obowiązującą. Nie ma jednego wytłumaczenia i sprecyzowania całego szeregu zachowań, motywów i odczuć, jakie towarzyszą stanowi określanemu mianem miłości. Zawarte wyżej, nieco kontrowersyjne stwierdzenie „miłość to nie uczucie”, również ma swoje uzasadnienie. Odwołamy się w tym miejscu do słów dra hab. Bartłomieja Dobroczyńskiego, związanego zawodowo z Instytutem Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wskazuje on, że uczucia ze swej definicji są czymś krótkotrwałym. Miłość jego zdaniem jest stanem bliższym woli, aniżeli uczuciu, wymagającym zaistnienia i zaangażowania wielu różnych procesów psychologicznych, przy równoczesnym wspomaganiu ze strony intelektualnej. Można ją porównać do dbania o ogród – potrzeba do tego poświęcenia, czasu, samodyscypliny, powtarzalności pewnych zabiegów, a nawet specjalnego rozkładu zajęć i czasem bolesnych rezygnacji z pewnych rzeczy. Jest to więc coś bardzo złożonego.
Często słyszymy, że między dwojgiem ludźmi musi być chemia. Stwierdzenie to przeniknęło do języka potocznego ze świata nauki. Ktoś na sam widok lub zapach drugiej osoby doznaje euforycznych stanów, przypominających te po zażyciu alkoholu lub środków odurzających. Istnienie takiej „chemii” można nawet sprawdzić za pomocą przyrządów mierzących parametry fizjologiczne – synchronizują się oddechy i rytmy serca. Wszystko to ma podłoże ewolucyjne. Powyższe czynniki wskazują na swego rodzaju seksualno-rozrodcze dopasowanie. Wszystko to często łączy się z niemal bezkrytycznym postrzeganiem partnera i trwa dwa, góra cztery lata. Po tym czasie ktoś nagle orientuje się, że porywająca spontaniczność tak naprawdę jest brakiem chęci życiowej stabilizacji, a uroczy śmiech w rzeczywistości przypomina rechot. Psychologowie uznaliby, że te minione lata były czasem na znalezienie nowych, stabilnych powiązań między osobami, zbudowanie odpowiedniej więzi i wewnętrzne wyrażenie zgodny na „bycie razem”. Związek musi przejść na wyższy poziom, stać się swego rodzaju instytucją. Dwoje ludzi zaczynają łączyć interesy i problemy dnia codziennego – zakup domu lub mieszkania, wybór sprzętów, kredyt, planowanie urlopu itd. Niektóre pary nie wytrzymują tej próby.


Miłość to za mało – tajemnice szczęśliwego związku


Czy sama miłość wystarczy, aby wieść szczęśliwe życie w udanym związku? Danielle B. Grossman, kalifornijska psychoterapeutka specjalizująca się w terapii rodzin oraz par stworzyła długą listę emocjonalnych umiejętności, jakie jej zdaniem są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania związku. Po pierwsze istotne jest rozpoznawanie emocji odczuwanych przez partnera w danej chwili, a także nazywanie i bezpośrednie komunikowanie swoich emocji. Maskowanie, tłumienie w sobie, albo oczekiwanie, że druga osoba odgadnie co nas dręczy, nie jest właściwym działaniem. Tak samo istotne jest radzenie sobie z emocjami w taki sposób, aby nie dopuścić do ich destruktywnego wpływu na partnera. Ciągłe odreagowywanie lub zwracanie się do drugiej osoby bez należnego jej szacunku, jest niedopuszczalne. Tak samo jak nieumiejętność przyjmowania odpowiedzialności na swoje czyny i nieprzepraszanie za nie. Kolejna kwestia to zdolność śmiania się z siebie i spojrzenia na wszystko ze zdrowym dystansem. Niezastąpiona jest też umiejętność przyjmowania słusznej krytyki, bez zaprzeczania, czy stosowania takich taktyk jak obwinianie i zastraszanie. Co jeszcze jest ważne? Dalej amerykańska badaczka wskazuje na następujące aspekty:


- stawianie granic mając na uwadze swoje zdrowie fizyczne i psychiczne
- umiejętność samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie; brak uzależnienia od partnera.
- akceptacja opinii i przekonań partnera, odmiennych od naszych; akceptowanie różnic między nami a partnerem.
- brak chęci do kontroli partnera i stosowania szantażu emocjonalnego.


Na koniec wskazuje na umiejętność akceptacji nudy i prozy życia, a także ujemnych cech charakteru partnera, czy tego, że nie zawsze będziemy zrozumiani. Cenne jest skoncentrowanie się na tym co jest, a nie rozpamiętywanie tego co było. Trzeba też pogodzić się ze świadomością, że każdy wybór ma swoje plusy i minusy, z którymi nieraz przyjdzie nam się mierzyć do końca życia.