Znalezienie swojej drugiej połowy na całe życie to paradoksalnie niezbyt łatwe zadanie. Ludzie dobierają się na zasadzie podobieństw, a nawet przeciwieństw, bo często to właśnie one powodują, iż dzięki uzupełnianiu się, związek jest zawsze świeży. Czasem jednak chcemy znaleźć kogoś, kto byłby bardzo podobny do nas. Zwłaszcza jeśli mamy specyficzne zainteresowania, i z góry wiemy, iż osoba o przeciwnych upodobaniach, nie będzie się z nami dogadywać. Jeśli ktoś jest artystą fotografem, zapewne nie znajdzie wspólnego języka z osobą pracującą w markecie. Jak by to wyglądało po ciężkim dniu pracy? Załóżmy, że mąż wróci zmęczony po całym dniu spędzonym w sklepie, a żona zaprowadzi go do pomieszczenia, chwaląc się kolejnym obrazem na płótnie. Czy zmęczony umysł tego człowieka będzie w stanie podziwiać walory artystyczne obrazu? Dlatego też ogromna rozbieżność zawodowa, jak i hobbystyczna, powinna być brana pod uwagę, wybierając się na spotkanie ze swoją przyszłą połową. Zainteresowania, które odgrywają kluczową rolę w naszym życiu, powinny jednak po części łączyć dwoje ludzi, będących razem.
Słodkie misie-przytulanki, wszechobecne poduszki w kształcie serca i miliony pudełek czekoladek z napisem I Love You – to znak, że w sklepach nadchodzi bum na Walentynki? Ale czy, aby na pewno Święto Zakochanych to nadal święto, czy już komercyjny kicz?
Nie da się ukryć, że żyjemy w świecie, gdzie wszystko mamy na wyciągnięcie dłoni. Dlatego już od końca stycznia jesteśmy bombardowani przez reklamodawców słodkimi, czasami aż do przesady, spotami o zakochanych, serduszkach i wszystkim tym co sprawia, że Walentynki jedni kochają, a ani nienawidzą. Bo już dawno Święto Zakochanych nie jest kojarzone z romantycznymi wierszami i pretekstem wyznania od dawna skrywanych uczuć. Dziś oglądamy prawdziwy Armagedon komercji w najgorszym wydaniu. Każdy „szanujący” się sklep około 14 lutego okleja swoje wystawy Kupidynami, sercami, a w proponowanym asortymencie znajdziemy najróżniejsze słodkości – jedyny warunek: musi być napis Kocham Cię; nie ważne w jakim języku.
Komercja, która niestety od dawna nie ma nic wspólnego z miłością, narzuca wręcz wszystkim parom obchodzenie tegoż „święta”. I niektórzy skuszeni zbliżającą się datą rezerwują na potęgę stoliki w najlepszych restauracjach, noclegi w hotelach, aby przypadkiem nie wypaść źle w oczach wybranki, bądź co gorsza - znajomych! Bo tak się składa, że we współczesnym świecie wiele rzeczy, które robimy, robimy dla znajomych, nie dla siebie. Więc co by to było, gdyby jakaś znajoma nam para dowiedziała się, że nie stanęliśmy na wysokości zadania i nie mamy planów na wieczór 14 lutego? Choć można się śmiać, wiele przecież robimy pod publiczkę w myśl „a niech widzą!”
Warto zaznaczyć, że od lat poszerza się grono antyfanów Walentynek. Owe grono chwali się, że jest to dzień jak co dzień, bez zbędnych i niepotrzebnych wydatków, z ewentualnym symbolicznym kwiatkiem. I już! Wystarczy! Komercja sprzedana nam przez Amerykę, nie dotyka wszystkich i może dzięki Bogu! Wymuszone świętowanie nie jest niczym dobrym, więc po co zawracać sobie tym głowę. Zresztą sami przeciwnicy tego święta mówią, że kocha się raz nie raz w roku, a lepsze są małe gesty na co dzień, to mimo wszystko mają trochę racji. Tylko trochę, bo przecież jest to ŚWIĘTO Zakochanych. Raz w roku pary mają czas dla siebie, podkreśla się ich związek i samą celebrację miłości. Co z tego, że trącącą kiczem?
Nie da się ukryć, że polskie społeczeństwo już dawno „kupiło” wszystko od Ameryki, także ich kiczowatość i przepych w każdym aspekcie życia. Więc czemu dziwić się, że także i my, rodacy, obracamy wszystko w formę absolutnie tandetną? A jak ktoś chce celebrować Walentynki na styl morza czerwonych serduszek i czekoladek to jego sprawa. Kto chce iść z tłumem, niech idzie. Może i dobrze, że mamy w środku zimy taką odskocznie od szarej codzienności? A kto nie chce świętować, niech chociaż da innym obchodzić Walentynki na swój sposób, prawda?
W każdym związku są lepsze i gorsze dni. Jednak, aby związek był udany, i by pojawiało się w nim jak najmniej złych momentów, niezwykle ważne są rozmowy. Szczere omówienie wspólnie z drugą połową tego, co nas trapi, może okazać się lekarstwem na wszelkie nieporozumienia. Zwłaszcza tyczy się to długoletnich związków oraz małżeństw. Im dłuższy związek, tym więcej wymaga poświęcenia uwagi i pielęgnacji.
Nie ma idealnych związków, pomimo że mogło się tak wydawać. Kłótnie oczywiście w dużej mierze wynikają z niedopasowania się obojga ludzi. Jednak mogą również pojawiać się, gdy para pasuje do siebie idealnie. Nie wszystkie problemy tak naprawdę dotykają związki młodych ludzi, a dopiero po latach bycia razem, jak również, gdy związek przerodzi się w małżeństwo, zaczynają w życiu towarzyszyć różne nowe i nieznane dotąd problemy. Nie ma lepszej metody i lekarstwa na bieżące problemy jak tylko i wyłącznie rozmowa. Z obawy na reakcję partnera, nie zawsze chcemy rozmawiać, jednak to podstawowy błąd popełniany w związkach.