portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Nie podano Wiek:22 Wzrost: 176 Sylwetka:Nie podano Dzieci: Nie podano Wykształcenie:Nie podano Województwo: Wielkopolskie Miasto: Poznań Styl:Nie podano Mieszkam:Nie podano Szukam tutaj:Nie podano Pierwsza randka:Nie podano Znak zodiaku:Nie podano

hej szukam nowej znajomości lub miłości : Mam 22 lata z Poznania na co dzień pracuje.W wolnym czasie oglądam filmy lub słucham muzykę itp.

całuśny cierpliwy kochający miły poważny przyjacielski przyjazny punktualny rodzinny towarzyski troskliwy uczciwy uprzejmy zakręcony zdecydowany

basen coś ciekawego drinkowanie filmik u Ciebie filmik w domu grupowy wyjazd jakiś kabaret koleżeńska kolacyjka koleżeńskie kino krążenie po mieście ognisko piknik śniadanie spacer wypad nad jezioro wypad nad morze wypad poza miasto wypad w góry wyprawa rowerowa zakupy

Szekspirowski bohater, odczuwając melancholię, Danię nazywa “więzieniem”; Hamlet dziś zostałby zupełnie zmarginalizowany w swej opinii - to kraj ludzi najszczęśliwszych na świecie, co zgodnie podają wszelkie rankigi i badania ludzkiego szczęścia. W tym nieodległym od nas przytulnym kraju życie jest “hyggelig” - właśnie tak ciepłe i miękkie, jak trudna wymowa tego pojęcia, które powinno się wymawiać jak “hu/ygr”. Nie ma dosłownego tłumaczenia tego, czym jest “hygge” - nie jest to ani po prostu szczęście, ani tym bardziej modna dziś “uważność” czy “dobrostan” (z ang. wellness/wellbeing) i związany z tym nieomal “przemysł szczęścia”. Słowo ma bowiem wiele odcieni znaczeniowych, z których najbardziej centralne jest “błogość, zaowolenie, przyjemna chwila, dobry nastrój, miła atmosfera, opieka, poczucie bezpieczeństwa”. To swoisty zlepek znaczeniowy, który grozi tym, że w pewnym momencie wszystko, co pozytywne staje się “hygge” - i tak mamy “hygge-mieszkania” i cały przemysł dizajnersko-wnętrzarski, “hygge-modę” i topowe blogi modowe o ubraniach skandynawskich i duńskich szczególnie, “hygge-przedmioty” - zwłaszcza nastrojowe świeczki zapachowe, ledowe, dyskretne boczne oświetlenie do kuchni czy łazienki albo salonu - najbardziej “hyggowych” miejsc w naszych mieszkaniach i domach. Co to właściwie jest to “hygge” i jak je rozumieć?



Doświadczaliście je Państwo nie raz: proszę sobie wyobrazić, że leżycie na plaży nad egzotycznym morzem na wyspie z palmami, w ręku trzymacie gin z tonikiem, na kolanach leży fascynująca lektura, a dokoła są uśmiechnięci ludzie; czas przyjemnie zwalnia, nie trzeba sie nigdzie spieszyć, telefon jest wyłączony i nie ma z “tyłu głowy” żadnych zleceń firmowych “na wczoraj”; to wtedy są kameralne momenty, kiedy można przeżyć “hygge”. Jest przeciwieństwem nie tylko stresującego trybu życia, ale i stresującej mody na “zdrowy tryb życia” (gin z tonikiem), a także “techniki motywacyjne i aktywizujące” oraz wszelka stresująca “praca z ciałem”. Nic-nie-robienie nie jest łatwe - gdy współczesny człowiek jest niemal zrośnięty z telefonem, tabletem i laptopem, bardzo trudno początkowo przestawić się na tryb “off-line”, zwolnić, zatrzymać się, przystanąć…



Skąd wzięła się moda na hygge, czyli duński sposób na odwiecznie i w wielu przypadkach stale nas zawodzące i rozczarowujące szczęście doczesne? Dania to mały kraj, z sześcioma milionami ludności, niskim bezrobociem, rozbudowaną siecią świadczeń socjalnych, z niewielkimi różnicami między najlepiej i najgorzej zarabiającymi, a przy tym specyficznym klimatem społecznym, gdzie w obliczu wielu zawieruch dziejowych bardziej niż rywalizacja liczą się współpraca, społecznikostwo, utrzymywanie zdrowych relacji sąsiedzkich i rodzinnych; gdzie polityka nie ingeruje tak bardzo w prywatne przestrzenie. Dania ma przez połowę roku chłodną pogodę, stąd Duńczycy częściej spędzają w domu, skąd dzięki technologii mogą wykonywać pracę zdalną; więzi rodzinne są mocniejsze, a zamiast indywidualnej ścieżki “samospełnienia” liczy się nastawienie na potrzeby bliskich i empatia, którą przejawiają w wysokim stopniu.
Ludzkość od samych początków istnienia, nadal mimo wysiłków nauki spowitych tajemnicą, poszukiwała recepty na “wieczne szczęście”, eliksir młodości, a nawet alchemiczny kamień nieśmiertelności. Filozofowie i prorocy bardzo podobnie pojmowali los ludzki jako ciężki, lokując złote czasy w mitycznym edenie lub w krainie złotego eldorado; dopiero później sformułowano maksymę “carpe diem”, czyli “łap chwilę”, żyj i ciesz się z małych rzeczy. Zamiast wielkich czynów wojennych czy w dziedzinie sztuki, rozpoczęto poszukiwanie szczęścia w małych, drobnych sprawach codzienności; taki właśnie jest “hygge” - drobne przyjemności, miłe niespodzianki sprawiane najbliższym, wśród których Duńczycy spędzają o wiele więcej czasu niż reszta Europy.



Samo słowo wywodzi się ze staronordyckiego i pierwotnie oznaczało tam “myśleć” lub “być zadowolonym”; potem poprzez język norweski w XIX wieku zostało przejęte przez kulturę duńską i od razu stało się hasłem wywoławczym dla różnych bardzo spraw, które łączy jedno - mają nieść błogość, spokój i zadowolenie, nie mające jednak nic wspólnego z poszukiwaniem skrajnych doznań (ekstazy, rozkoszy), lecz raczej ze swobodną medytacją nad płynącą wolno rzeką, zachodzącym z wolna słońcem czy cieknącym i lekko szeleszczącym kranem, którego nie trzeba od razu reperować.



Zjawisko “hygge”, tak naturalne dla Duńczyków, jak wolność dla Amerykanów czy specyficzne zwyczaje kulinarne Włochów, staje się zrozumiałe, gdy popatrzymy szerzej: ludzie nie chcą już - jak w średniowieczu - czekać na sławę pośmiertną albo nawet nagrodę w zaświatach, lecz czuć się spełnionymi już “tu i teraz”; na temat szczęścia wiele napisano, a najważniejszym kontekstem dla “hygge” jest z jednej strony wspomniane hasło “carpe diem”, mające starożytny rodowód, jak i romantyczne filmy z nieodzowną atmosferą na kolacji przy świecach we dwoje; to jednak jeszcze nie tłumaczy swoistości tego, co pod pojęciem “hygge” rozumieją sami zainteresowani. Po pierwsze, oni sami dziwią się, że tak trudno Europejczykom zrozumieć, że hyggelig nie łączy się ani trochę z postawą konsumocyjną, a tym bardziej - hedonistyczną. Prędzej ze stoicką mądrością w przyjmowaniu i akceptacji drobnych przyjemności, które niesie nie życie oglądane w całości, lecz każdy jeden dzień z osobna. Jednak i to nie jest wyróżnikiem hygge, ponieważ każdy naród ma swoje “hygge” - i tak np. dalekowschodnia sztuka parzenia herbaty i związany z tym wielogodzinny nieraz rytuał czy brazylijskie świętowanie karnawału to też odpowiedniki bycia w hygge; jednak specyficzne dla Duńczyków jest co innego: wspólne spędzanie dużej ilości czasu, niezależnie od przeszków i trudności w relacjach, bez względu na trudną nieraz w Danii pogodę i klimat; to sztuka bycia razem bez ciążącego uczucia, że “trzeba już iść”, coś załatwić, albo usiąść ze słuchawkami i zanurzyć się w muzyce; zamiast tego Duńczycy słuchają muzyki razem, a pomaga im w tym sieć małych, nastrojowych karczm i gospod, gdzie można zjeść regionalne i zdrowe posiłki, i popatrzeć bez robienia niczego na rozciągający się za oknem elegijno-melancholijny nieco pejzaż, pełen łąk i wrzosowisk.



Żeby zrozumieć, dlaczego Duńczykom udaje się to, czego nie udaje się nawet sąsiadom, trzeba wyjaśnić, że kraj jest mały, co sprzyja poczuciu wspólnoty i zbudowanej na wspólnych kodach kulturowych tożsamości narodowej; Duńczycy są przywiązani do dobrych tradycji, a zarazem otwarci na wszystko, co nowoczesne; z jednej strony z Danii płynie rzeka mleka i wyjeżdża w świat świetne masło, do kultury krajów ościennych przenika literatura (Hans Christian Andersen był Duńczykiem), a z drugiej - to świetnie zorganizowane państwo, mimo najwyższego poziomu podatków, które umożliwiają utrzymanie małej grupy bezrobotnych z daleka od śladowej szarej strefy, państwo rzeczywiście przyjazne obywatelom. Stąd tak chętnie odwiedzane przez Niemców czy Szwedów.

Internet całkowicie odmienił sposób, w jaki ludzie poznają się i umawiają na spotkania. Jeszcze kilkanaście lat temu pierwsze randki były efektem przypadkowych spotkań, poleceń znajomych czy wspólnych wyjść na imprezy. Dziś coraz częściej zaczynają się od kliknięcia – od wysłania wiadomości, polubienia zdjęcia czy dodania kogoś do znajomych. Jednak przejście z etapu wirtualnego do realnego potrafi być dla wielu osób źródłem ogromnego stresu. Pojawiają się obawy: jak wypadnę, czy rozmowa będzie się kleić, czy chemia z internetu przeniesie się do rzeczywistości. Wbrew pozorom, to wcale nie musi być tak trudne, jeśli podejdziemy do tego świadomie i z pewnym przygotowaniem.

Pierwszy krok to akceptacja, że rozmowa online nigdy w pełni nie odda tego, co dzieje się twarzą w twarz. W sieci mamy czas na przemyślenie odpowiedzi, możemy poprawić swoje słowa, wysłać zdjęcie, na którym wyglądamy najlepiej. Spotkanie na żywo jest bardziej spontaniczne, a to oznacza, że pojawią się momenty ciszy, nerwowy śmiech czy drobne niezręczności. I to jest w porządku – naturalność bywa bardziej pociągająca niż perfekcyjny wizerunek. Warto już na etapie rozmowy w internecie przygotować się psychicznie, że to normalne, a wręcz potrzebne elementy budowania autentycznej relacji.

Następnie kluczowe jest ustalenie miejsca i czasu spotkania. Choć romantyczna kolacja przy świecach może brzmieć kusząco, dla pierwszego spotkania znacznie lepsza będzie neutralna, publiczna przestrzeń – kawiarnia, park, muzeum czy spacer po mieście. Takie otoczenie zmniejsza presję i ułatwia rozmowę. Wybierając miejsce, dobrze jest kierować się nie tylko wygodą, ale też własnym poczuciem bezpieczeństwa. Jeśli obie strony czują się swobodnie, łatwiej o naturalny przepływ energii między nimi.

Rozmowy online często są intensywne i pełne pytań, które pomagają się lepiej poznać. Jednak podczas pierwszego spotkania lepiej unikać przesłuchiwania drugiej osoby. Zamiast serii pytań, warto pozwolić, aby rozmowa płynęła swobodnie. Można nawiązać do wspólnych tematów z wcześniejszych rozmów, podzielić się ciekawą anegdotą czy zapytać o opinie na temat otoczenia, w którym się znajdujecie. Takie podejście sprzyja utrzymaniu luźnej atmosfery i pozwala na pojawienie się naturalnych momentów śmiechu czy wspólnych refleksji.

Wielu ludzi odczuwa stres przed pierwszym spotkaniem z powodu własnego wyglądu. Chcemy zrobić dobre wrażenie, ale łatwo popaść w przesadę. Kluczem jest wybranie ubrań, w których czujemy się dobrze, a jednocześnie wyglądamy schludnie. Strój powinien być zgodny z miejscem spotkania – w eleganckiej restauracji obowiązuje inny dress code niż podczas spaceru po lesie. Komfort fizyczny przekłada się na komfort psychiczny, dlatego warto unikać zbyt ciasnych, krępujących ruchy elementów garderoby.

Stres często rodzi się z oczekiwań. Wirtualna znajomość może prowadzić do tworzenia w głowie wyidealizowanego obrazu drugiej osoby. Kiedy spotykamy się w realu, łatwo o rozczarowanie, jeśli rzeczywistość nie pokrywa się z tą wizją. Warto więc podchodzić do pierwszego spotkania z nastawieniem, że to okazja do poznania człowieka takim, jaki jest, a nie potwierdzenia wcześniej stworzonej fantazji. Takie podejście pozwala zachować otwartość i uniknąć zbędnej presji.

Dobrym sposobem na redukcję nerwów jest zaplanowanie spotkania, które ma „naturalny limit czasowy”. Może to być przerwa na kawę w trakcie dnia pracy, krótki spacer czy wizyta na wydarzeniu, które ma określony czas trwania. Dzięki temu obie strony wiedzą, że nie muszą spędzać razem wielu godzin, jeśli chemia się nie pojawi. Jeśli jednak rozmowa się klei i atmosfera jest przyjemna, nic nie stoi na przeszkodzie, by spontanicznie przedłużyć spotkanie.

Kolejnym ważnym elementem jest szczerość. Nie chodzi o to, by od razu zdradzać wszystkie sekrety swojego życia, ale by być autentycznym w tym, co się mówi i robi. Przesadne kreowanie siebie na kogoś, kim nie jesteśmy, może działać chwilowo, ale w dłuższej perspektywie prowadzi do rozczarowania. Autentyczność daje drugiej osobie przestrzeń, by również mogła być sobą.

Jeśli podczas spotkania poczujemy stres, warto skupić się na oddechu. Kilka głębszych wdechów i wydechów potrafi zdziałać cuda, pozwalając odzyskać spokój. Dobrym trikiem jest też koncentrowanie uwagi na tym, co mówi druga osoba, zamiast na tym, jak sami wypadamy. Gdy naprawdę słuchamy, stres ustępuje miejsca ciekawości i zaangażowaniu.

Po spotkaniu niezależnie od tego, jak wypadło, dobrze jest wysłać krótką wiadomość z podziękowaniem za wspólnie spędzony czas. To drobny gest, który pokazuje klasę i szacunek do drugiej osoby. Jeśli czujemy, że chcielibyśmy się spotkać ponownie, warto to jasno zakomunikować. Z kolei jeśli nie ma chęci kontynuacji znajomości, lepiej wyrazić to delikatnie, zamiast po prostu znikać.

Spotkanie w realu po internetowej znajomości to naturalny etap budowania relacji. Choć zawsze wiąże się z pewną dawką niepewności, może stać się ekscytującym i przyjemnym doświadczeniem. Kluczem jest odpowiednie przygotowanie, otwartość na autentyczne interakcje i umiejętność czerpania radości z samego procesu poznawania drugiego człowieka.

Zakochanie się i miłość do drugiej osoby to uczucia, które towarzyszą wielu osobom. Trzeba powiedzieć, że związek daje ogromne profity z tytułu zakochania się i "czucia" czegoś do drugiej osoby. Jakie to uczucia i dlaczego warto być zakochanym? Na te oraz inne pytania odpowiemy sobie w naszym artykule, do lektury którego zapraszamy!


Motywacja do działania

Nie da się ukryć, że miłość to wyjątkowe uczucie i pojawiające się endorfiny, czyli hormony szczęścia powodują, że mamy chęć na zdobycie świata i jesteśmy przekonani, że nam się to uda. Miłość do drugiej osoby napędza i nie ma co ukrywać, że każdy chce być zakochany, bo nikt nie chce być sam. Uczucia do drugiej osoby powodują, że chcemy jej się oddać w całości, ale również sprawiają, że lepiej się czujemy, zarówno w pracy, jak i pozostałe aspekty naszego życia są na dobrym poziomie.

W 2000 r. prof. Semir Zeki i Andreas Bartels z University College London w Wielkiej Brytanii postanowili przeprowadzili badanie, z którego jednoznacznie wyniknęło, że w mózgach osób zakochanych pojawia się dopamina, czyli substancja, która daje "kopa do działania", jak też spada serotonina, czyli składnik odpowiadający za potęgowanie apetytu.


Chęć oddania się drugiemu człowiekowi

Ludzie są istotami, które są stadne i przeważnie nie chcą być same, a przynajmniej przez długi okres czasu. Bycie zakochaną osobą w związku powoduje, że robi się więcej dla drugiego człowieka, aniżeli często dla samego siebie. Chcemy dźwigać ciężary takiej osoby, cieszyć się z jej sukcesów z wiarą, że taka osoba to doceni.

Oczywiście, finalnym etapem takiego oddania się powinno być posiadanie potomstwa i dlatego warto oddać się drugiemu człowiekowi, by mieć pewność, że taka osoba jest warta naszych uczuć. Pamiętaj, że przez zwrot "oddanie się" nie rozumiemy tylko przyjemności fizycznych, jednak też te psychiczne, które są związane z charakterem człowieka.

A dla Was, jakie są jeszcze jeszcze plusy bycia zakochanym? Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł wam zrozumieć istotę związku oraz jak on wygląda.