portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Zdjęcie na portalu randkowym
Zdjęcie na portalu randkowym
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Nie podano Wiek:35 Wzrost: 189 Sylwetka:Nie podano Dzieci: Nie podano Wykształcenie:Nie podano Województwo: Świętokrzyskie Miasto: Kielce Styl:Nie podano Mieszkam:Nie podano Szukam tutaj:Nie podano Pierwsza randka:Nie podano Znak zodiaku:Nie podano

Wysoki, zielonoki, ciut sentymentalny, spontaniczny romantyk-gentelmen;-) o duuużym poczuciu humoru i optymistycznym podejściu do życia;-). Niepoprawny gaduła ale umiejący też słuchać kiedy zajdzie taka potrzeba.Reszty Dowiesz się jak napiszesz więc proszę pisać śmiało.Duża BUŹKA w czółko dla wszystkich Kobiet na portalu ;-) ;-* P.S.Jeśli Dostaniesz ode mnie info że chcę Cię poznać a nie wiadomość to nie znaczy że jestem ciemniakiem-analfabetą nie potrafiącym sklecić paru sensownych i ciekawych zdań;P.To znaczy że jestem zainteresowany znajomością z Tobą więc jeśli Ty też. . . Odpisz lub Odpowiedz tym samym. Piszę celowo odnośniki do Ciebie z dużej litery nie dlatego że nie kumam polskiej ortografii albo nawdychałem się budaprenu ale z szacunku do płci przeciwnej czyli Ciebie;-).Nie chodzę w rurkach,nie pinzdżę się przed lustrem pół dnia,nie biegam do kosmetyczki jak pojawi mi się coś niepożądanego na czole;-). Nie toleruję głupoty(nie chodzi o poziom wykształcenia bo znam idiotów z doktoratem;-)ale przecież każdy z nas popełnia błędy więc bez przesady;-),chamstwa,damskich bokserów,pompek nabuzowanych sterydami i kilku innych rzeczy;-). Jeśli nie Odpiszesz to trudno,jeśli tak to najprawdopodobniej się nie Zawiedziesz:)

ambitny charyzmatyczny cieply cierpliwy delikatny dowcipny dzielny empatyczny figlarny inteligentny ironiczny kochający liberalny lojalny miły namiętny niekonwencjonalny optymista oryginalny otwarty przyjacielski przyjazny punktualny romantyczny śmiały spontaniczny towarzyski troskliwy twórczy uprzejmy wygadany zawadiacki

Słyszy się często, że życie to ciągła walka i zmagania oraz że trzeba się ostro namęczyć, żeby w ogóle coś mieć i osiągnąć. Czasami bywa i gorzej, ponieważ bardzo często ludzie postrzegają samo życie jako jedno wielkie pole bitwy. W ich wyobrażeniach jawi się ono niczym pejzaż bitewny – czyli jeden wielki chaos i zgiełk. Ile jednak prawdy kryje się w tym, że w życiu chodzi o to, żeby zmagać się z nim samym?


W wielu przypadkach to sami ludzie kreują takie sytuacje, w których o wszystko walczą. I to jest a fakt, a nie teoria. Nie zdają sobie przy tym sprawy z tego, iż życie nie powstało po to, żeby się z nim zmagać tylko po to, żeby być i cieszyć się nim. Zmagania wymyślili ludzie – to jest właśnie wynalazek ludzkości.


Walka od zarania dziejów trwa praktycznie we wszystkich dziedzinach naszego życia. Od samego początku istnienia gatunku ludzkiego widoczna jest walka o wszystko. Nie ma chyba takiej sfery ludzkiego życia, w której by ona nie występowała. Ludzie walczą i konkurują o wszystko. I to jest główną przyczyną, dlaczego życie wygląda jak jedno wielkie pole bitwy.
Taki typ podejścia – wpisany jako norma w postępowaniu – niestety wiele pożytku nie przynosi. Ludzie tak przyzwyczaili się do tego, że nie wyobrażają sobie życia bez nieustannej walki o cokolwiek. Człowiek nie widzi innych możliwości i rozwiązań, zmagając się nie tylko z okolicznościami, lecz również z samym sobą. To zawsze tworzy frustrację, złość i niezadowolenie. Wyżywanie się na samym sobie nie pomoże, a z całą pewnością pogorszy jeszcze i tak paskudny już stan. Zupełnie inną sprawą jest tworzenie zamiast konkurowania i wydzierania wszystkiego innym.


„Musisz pozbyć się myśli o rywalizacji. Jesteś po to, by tworzyć, a nie rywalizować z tym, co zostało już stworzone”.
- Wallace D. Wattles


Ta jakże błyskotliwa myśl, którą zaprezentował Wallace D. Wattles, ma bardzo duże znaczenie. Przede wszystkim zwraca uwagę na akt kreacji w życiu zamiast rywalizacji. Jeśli faktycznie ktoś ma zamiar coś mieć i coś osiągnąć to niech po prostu to stworzy. Żeby lepiej wyjaśnić, jaką siłę ma kreacja, a jak słabe z perspektywy czasu okazuje się wywalczenie sobie czegoś siłą, można przyjrzeć się czemuś interesującemu. Spójrz np. na wszystkie imperia, które powstawały w przeszłości. Wszystkie one powstały w wyniku wywalczenia i wydarcia innym ludziom i ich krajom ziem i dóbr. Gdzie teraz są te imperia? Ile lat przetrwały? Najczęściej niewiele. Pojawiały się i znikały. Są obecne tylko na kartach i mapach historii. A teraz dla odmiany przyjrzyjmy się żarówce Edisona. Stworzona poprzez kreatywność i pomysłowość, nie poprzez konkurencję i walkę, przetrwała wiele lat i przetrwa jeszcze więcej, służąc miliardom ludzi na świecie. Ciekawe, racja?


Imperia i żarówka mogą wydawać się na pierwszy rzut oka niebyt sensownym połączeniem w celu wyjaśnień, w czym rzecz. Jednak jest w tym głębszy sens. Powyższe przykłady ukazują różnice między walką a kreatywnością. I jak się okazuje, kreatywność zawsze wygrywa – i o ironio – bez walki. O czym to mówi? Jeśli faktycznie coś Ci się marzy, niech to będzie np. udany związek, rodzina, biznes, stworzenie muzyki lub książki, udanie się w podróż albo zrobienie innej rzeczy opartej na pasji i kreatywności to będzie miała ona większą wartość, jeśli faktycznie zostanie stworzona, a nie wywalczona. Zapewne będzie to rozsądniejszym rozwiązaniem, albowiem jest to czyste, niczym nieskażone tworzenie – tak można byłoby to określić.


„Kreuj, zamiast walczyć”


Masz wszelkie możliwości do stworzenia życia takiego, jakiego pragniesz i nie musisz czegokolwiek osiągać, tratując innych – jak to ogólnie się w społeczeństwie przyjęło. Zajmij się tworzeniem. Dlaczego? To już wiesz, ponieważ kreowanie jest o wiele radośniejszym procesem. Walka jest czymś, co ludzie sami na siebie narzucają, chociaż w wielu przypadkach mogliby tego uniknąć. Jeśli chcesz mieć zatem lepsze życie i odnosić prawdziwe sukcesy to przestań walczyć, a zacznij kreować.

Rozwód, niezależnie od okoliczności, to jedno z najbardziej wymagających emocjonalnie doświadczeń w życiu człowieka. Nawet jeśli zakończenie związku było konieczne, często wiąże się z poczuciem porażki, żalu, tęsknoty, a czasem także z lękiem przed samotnością i niepewną przyszłością. Uczucia te bywają przytłaczające i mogą sprawić, że zamkniemy się w sobie, przestaniemy wierzyć w miłość i zrezygnujemy z marzeń o ponownym zbudowaniu bliskiej relacji. Tymczasem serce człowieka, choć raz zranione, potrafi się regenerować. Miłość po rozwodzie jest możliwa, ale wymaga uważności, cierpliwości i otwartości na nowe uczucia, które rodzą się już w innym kontekście życiowym.

Zanim zdecydujemy się otworzyć na kolejną relację, warto zatrzymać się i przyjrzeć swoim emocjom. Rozwód to nie tylko rozstanie z drugą osobą, ale też zakończenie pewnej wizji życia, planów, wspólnych rytuałów. Wiąże się to z utratą bezpieczeństwa emocjonalnego i koniecznością przebudowania swojej codzienności. Próba rozpoczęcia nowego związku, zanim te emocje zostaną uporządkowane, może skutkować powieleniem starych schematów, przenoszeniem trudnych uczuć na nowego partnera czy budowaniem relacji z lęku przed samotnością, a nie z potrzeby dzielenia życia z kimś wartościowym. Dlatego tak istotne jest, by dać sobie czas na żałobę po zakończonym małżeństwie i spokojne ułożenie życia na nowo.

Otwarcie się na nową miłość nie musi oznaczać zapomnienia o przeszłości. Przeciwnie — dojrzali emocjonalnie ludzie są świadomi swojej historii i potrafią ją zaakceptować jako część siebie. Istotne jest jednak, by przeszłość nie determinowała przyszłości. Jeśli wciąż żyjemy w cieniu poprzedniego związku, analizujemy dawne kłótnie, rozważamy co mogliśmy zrobić inaczej, a każde zachowanie potencjalnego partnera porównujemy do byłego małżonka, to znak, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na nowe otwarcie. Miłość po rozwodzie wymaga nie tyle zapomnienia, co przekształcenia przeszłości w doświadczenie, które buduje, a nie ciąży.

Kiedy emocje po rozwodzie zaczynają opadać, pojawia się przestrzeń na refleksję nad sobą. To doskonały moment, by zadać sobie kilka ważnych pytań: czego naprawdę szukam w relacji? Co sprawia, że czuję się kochany i bezpieczny? Jakie błędy popełniałem w poprzednim związku, a czego nie chcę już więcej powtarzać? Tego rodzaju autorefleksja pomaga lepiej poznać siebie, a to z kolei zwiększa szansę na stworzenie zdrowego i trwałego związku. Miłość po rozwodzie nie musi być powieleniem wcześniejszych wzorców — może być nową jakością, opartą na większej świadomości i dojrzałości.

Jednym z największych wyzwań po rozwodzie jest zaufanie. Kiedy raz zostało się zranionym, rozczarowanym lub zdradzonym, trudno uwierzyć, że nowa relacja może być inna. Pojawia się ostrożność, dystans, potrzeba kontroli. Te mechanizmy obronne są naturalne, ale mogą stać się przeszkodą w budowaniu bliskości. Warto stopniowo i świadomie pracować nad otwieraniem się na drugiego człowieka. Nie oznacza to całkowitego odsłonięcia się od razu, lecz raczej pozwalanie sobie na coraz większe zaufanie, w miarę jak nowy partner okazuje się osobą godną naszej bliskości. Tylko w ten sposób można przezwyciężyć lęk i dać sobie szansę na prawdziwą miłość.

Nie bez znaczenia jest również otoczenie, które często wywiera presję lub nieświadomie utrudnia wejście w nową relację. Dzieci, rodzina, przyjaciele — każdy może mieć swoje zdanie na temat tego, kiedy i czy w ogóle warto szukać miłości po rozwodzie. Dla jednych to temat tabu, dla innych – znak egoizmu. W takich momentach warto wsłuchać się przede wszystkim w siebie. Tylko my wiemy, czego naprawdę pragniemy. Opinie innych są ważne, ale nie mogą kierować naszym życiem uczuciowym. Decyzja o otwarciu się na nowy związek powinna wypływać z naszej gotowości, a nie z potrzeby spełnienia cudzych oczekiwań.

Wchodząc w nową relację po rozwodzie, dobrze jest być ze sobą szczerym i nie udawać, że wszystko jest idealnie. Związek to nie ucieczka przed samotnością, ale świadomy wybór obecności drugiej osoby w naszym życiu. Otwierając się na nową miłość, warto przyjąć postawę akceptacji zarówno wobec siebie, jak i nowego partnera. Każdy z nas niesie za sobą pewien bagaż, ma swoje nawyki, lęki, ograniczenia. Dojrzała miłość nie polega na wzajemnym poprawianiu się, ale na wspieraniu się w procesie wzrastania i akceptowaniu siebie nawzajem takimi, jakimi jesteśmy.

Równie istotne jak emocjonalna gotowość jest praktyczne podejście do budowania nowego związku. Miłość po rozwodzie często toczy się w realiach, które znacznie różnią się od tych z młodości. Można mieć dzieci, ustabilizowaną sytuację zawodową, konkretne przyzwyczajenia. Nowy partner staje się częścią złożonej układanki, a nie początkiem wszystkiego od zera. To może być trudne, ale daje też wyjątkową szansę — zamiast budować relację na bazie iluzji i wyobrażeń, można ją opierać na realnych fundamentach, w oparciu o wartości, które są dla obu stron naprawdę ważne.

Wielu ludzi po rozwodzie doświadcza też wewnętrznej zmiany w postrzeganiu miłości. Romantyczne ideały schodzą na dalszy plan, a na pierwszy wysuwają się potrzeby stabilizacji, wsparcia, codziennej obecności. Nie chodzi już o motyle w brzuchu, ale o wspólne gotowanie obiadu, rozmowę po ciężkim dniu czy wspólne milczenie bez poczucia niezręczności. To nowa jakość bliskości, która może dawać ogromne poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. Miłość po rozwodzie nie musi być mniej intensywna — bywa głębsza, bardziej autentyczna, bo oparta na realnych doświadczeniach i świadomych wyborach.

Niektórzy obawiają się, że po rozwodzie są „za starzy” na nową miłość. Tymczasem wiek bywa wręcz atutem. Dojrzałość emocjonalna, świadomość swoich potrzeb, mniejsze oczekiwania wobec „ideału” partnera — to wszystko sprawia, że nowe relacje są często bardziej zrównoważone i satysfakcjonujące niż te z młodości. Nie chodzi już o szukanie kogoś, kto nas „dopełni”, ale kogoś, z kim możemy iść wspólną drogą, zachowując swoją niezależność, a jednocześnie dzieląc życie.

Otwarcie się na nowe uczucia po rozwodzie to także proces, w którym uczymy się być znowu w relacji. Po latach samotności lub trudnego małżeństwa możemy zapomnieć, jak wygląda zdrowa bliskość. Możemy mieć trudność z wyrażaniem uczuć, budowaniem zaufania, dzieleniem się codziennością. Warto podejść do tego z łagodnością — zarówno wobec siebie, jak i nowego partnera. Każdy związek potrzebuje czasu, by się ukształtować, znaleźć własny rytm i przestrzeń do wzajemnego wzrastania.

Miłość po rozwodzie nie jest nierealnym marzeniem. Jest realną możliwością, która otwiera się przed każdym, kto zdecyduje się dać sobie szansę. To nie musi być droga usłana różami, ale może być drogą, która prowadzi do spełnienia, bliskości i poczucia, że życie nadal potrafi zaskakiwać czymś pięknym. Wystarczy odważyć się zrobić pierwszy krok — otworzyć serce, nie udając, że jest nienaruszone, ale pokazując je takim, jakie jest teraz: silniejsze, dojrzalsze i gotowe na nowe uczucie.

Im bardziej zależy nam na znalezieniu drugiej połówki, tym cięższe się to wydaje. Jeśli to zdanie oddaje idealnie sytuację, w której się obecnie znajdujesz, najpewniej zastanawiasz się, co może być przyczyną takiego stanu rzeczy. Aby się tego dowiedzieć, koniecznie zapoznaj się z tą listą 5 powodów, przez które pomimo usilnych prób, wciąż nie możesz znaleźć bratniej duszy!


1. Nie wiesz, gdzie szukać
Często zdarza się, że osoby, które „przyciągają” do siebie toksycznych partnerów szukają drugiej połówki w złych miejscach. Być może często chodzisz do klubów i tam poznajesz osoby, które potrafią skraść twoje serce. Zamiast tego lepiej poszukać osób, z którymi łączy Cię coś więcej niż ulubiony drink i z którą będziesz mogła rozmawiać całymi godzinami na tematy, które pasują wam obojgu. Dobrym pomysłem jest założenie konta na portalu randkowych dedykowanym osobom z twoją pasją lub zapisaniu się na event czy inne wydarzenie, na którym możesz spotkać kogoś o podobnych zainteresowaniach.


2. Wysyłasz sprzeczne sygnały
Ciężko zaangażować się w związek z kimś, kogo intencji nie jesteśmy pewni. Sprzeczne sygnały to głównie domena kobiet, ale mężczyźni też potrafią nas zdezorientować. Jeśli bardzo starasz się dać drugiej osobie do zrozumienia, że ją lubisz, ale nie mówisz jej tego wprost, nigdy nie możesz być pewna, jak on odbierze twoje sygnały. Często pozbawione kontekstu wcale nie są oczywiste, a mężczyźni znacznie gorzej ten kontekst wyłapują. Dlatego w wyrażaniu swoich uczuć czy emocji znacznie lepiej sprawdzi się szczera rozmowa niż gesty, które dla Ciebie mogą wydawać się oczywiste.


3. Twój charakter lub aparycja odstrasza potencjalnych partnerów
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: jeśli przez długi czas nikogo nie znalazłeś, mimo licznych prób i kandydatów na drugą połówkę, problem może być po twojej stronie. Czasami jakiś nasz element, zachowania, ubioru czy aparycji ogółem, jest odpychający. Może chodzić o jakąś absolutną drobnostkę, która przesądza o przyszłości waszej relacji. Warto poświęcić chwilę i zastanowić się, co w nas może być takim odstraszakiem i jak możemy to zmienić. Oczywiście nie należy zmieniać siebie całkowicie albo wykreślać elementów siebie, z których jesteśmy dumni!


4. Dajesz się wykorzystywać
Bardzo często osoby, które nie mogą znaleźć sobie poważnego partnera, padają ofiarą toksycznych osób w związkach. Dzieje się to głównie dlatego, że sami przyciągamy osoby, które chcą nas wykorzystać. Możemy po prostu dawać otoczeniu jasne sygnały, że nie potrafimy wyznaczyć stanowczych granic albo nie potrafimy się wycofać, gdy czujemy, że sprawy zaszły za daleko. Wbrew pozorom ludzie, którzy dają się wykorzystywać, nie uczą się na błędach, zazwyczaj są to wysoko wrażliwe osoby, które w każdym starają się widzieć dobro i dawać zawsze drugie szanse.


5. Sama odrzucasz potencjalnych partnerów
“Za wysokie progi na twoje nogi” to nie tylko znane powiedzenie, dla wielu osób to podstawowa zasada randkowania. Możliwe, że sama stawiasz za wysokie wymagania, co odstrasza potencjalnych partnerów, bo czują, że patrzysz na nich z góry, bądź sama od razu zrywasz daną znajomość, nie odbierasz telefonów etc. Czasami w ten sposób możemy stracić okazję do zbudowania związku z naprawdę interesującą osobą, którą skreślamy tylko dlatego, że uważamy, że nie jest dla nas odpowiednia. Czasami może to działać również w drugą stronę, gdy nie dopuszczamy do siebie, że ktoś z “półki wyżej” może być nami zainteresowany.