Każdy z nas jest inny. Już od najmłodszych lat powtarza się dzieciom, że indywidualne cechy każdego człowieka nie są powodem do kpin, ale warunkują naszą wyjątkowość. Różnimy się wyglądem, charakterem, sposobem zachowania w poszczególnych sytuacjach, poczuciem humoru czy inteligencją. Mówi się również, że każdy człowiek ma na świecie swoją bratnią duszę, po której odnalezieniu od razu orientujemy się, że to właśnie na nią w życiu czekamy. Każdego z nas pociągają inne cechy drugiego człowieka i to ich właśnie szuka w drugiej połówce. Od dawien dawna wiadomo jednak, że jest pewien zestaw cech, których większość kobiet szuka u mężczyzny. Zobaczmy więc, jaki powinien być ten, którego kobieta będzie chciała zatrzymać przy sobie na długo.
1. Gentleman. Nic w dzisiejszych czasach nie pociąga kobiet bardziej niż obcowanie z mężczyzną, który jest uprzejmy, szarmancki, zwyczajnie miły i dbający o dobre maniery.
Termin ten niekoniecznie zahacza już o wygląd tak bardzo jak właśnie o konkretne cechy charakteru. Nikt nie wymaga bowiem noszenia garnituru i dopasowanego do nastroju krawatu. Nie to jest w dzisiejszym świecie atrybutem bycia gentlemanem. Mężczyzna ten reaguje natomiast, kiedy słabszym dzieje się krzywda, potrafi ich bronić, niekoniecznie siłą fizyczną, bo i dobra argumentacja czasem wystarczy. Gemtelman jest wrażliwy również na krzywdę zwierząt- nic tak nie dyskredytuje męskości jak krzywdzenie słabszych i bezbronnych istot, jakimi są zwierzęta.
Gentelman nie obgaduje ludzi za ich plecami, nie wypowiada chamskich, zbędnych komentarzy, a przede wszystkim z szacunkiem podchodzi do kobiet. Zwyczajne otworzenie drzwi do samochodu, czy mieszkania, ustąpienie miejsca starszym lub pomoc przy wniesieniu zakupów do domu- właśnie takie czynności, wykonywane automatycznie i bez namysłu czy wypada, są czymś, co zwraca uwagę kobiet i niesamowicie polepsza wrażenie.
2. Potrafiący gotować. Model rodziny, w której kobieta większość czasu spędza w kuchni, gotując, a mężczyzna zarabia na jej utrzymanie, odchodzi w niepamięć. Różnice między zachowaniami ludzi zacierają się, wobec tego mało która kobieta marzy o przyszłości w kuchni u boku mężczyzny, który zagląda do niej wyłącznie, kiedy czas już wynieść śmieci.
Mężczyzna, który potrafi gotować, jest dla kobiet niezwykle pociągający. Perspektywa pomocy przy obiedzie, czy otrzymania śniadania do łóżka staje się wtedy bardziej realna. Taka osoba wie wtedy, że jej świat nie będzie kończył się na przestrzeni między lodówką a kuchenką i będzie mogła się skupić na swoich zainteresowaniach i sposobach na spędzanie wolnego czasu.
Pamiętaj jednak, że mało której kobiecie zaimponują tłuste, niezdrowe dania, bo w dzisiejszych czasach dbanie o siebie jest bardzo sexy. Tym bardziej że widząc, iż gotujesz zdrowo, kobieta od razu zakoduje, że przy Tobie będzie zawsze w dobrej formie. Zamiast mielonych i frytek, naucz się przygotowywać jakieś ciekawe sałatki- to nie tylko zdrowsze, ale i szybsze w przygotowaniu.
3. Mający ambicje i zainteresowania. Nie ma nic gorszego od człowieka, który nie ma aspiracji na osiąganie w życiu czegoś więcej. Przy takim mężczyźnie nie ma żadnych szans na rozwój, bowiem rozwijając swoje własne hobby oraz dążąc do spełniania planów, dajemy również mnóstwo wskazówek naszej drugiej połówce.
Kobieta uwielbia rozwijać się przy swoim mężczyźnie, nawet jeśli ten nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak jest. Mężczyzna posiadający ambicje i zainteresowania automatycznie staje się lepszym towarzyszem do rozmów i wspólnego spędzania czasu.
4. Pomocny w każdej sytuacji. Mężczyzna ma być dla kobiety wsparciem w życiu codziennym, ale też w tych cięższych chwilach. Problemy, jakie spotykają nas każdego dnia, nie muszą być ogromne, natomiast jeśli on nie ignoruje żadnego telefonu swojej partnerki, zdaje się interesować każdą zagwozdką czy problemem, wtedy niesamowicie zyskuje w oczach kobiet.
Pomimo dążenia do równości płci, kobiety i tak uwielbiają czuć, że ich partner jest od nich silniejszy, że zawsze mogą na nim polegać i że mogą mieć słabszy dzień, jeśli tego akurat potrzebują. Partner, który nie rozłącza połączeń, odpisuje na wiadomości i pyta jak minął dzień, jest człowiekiem, jakiego potrzeba w codziennym życiu. Idealny mężczyzna to w końcu taki, przy którym kobieta czuje się bezpieczna w każdej sytuacji.
5. Mający poczucie humoru i potrafiący dobrze zachować się w towarzystwie. Nie bez powodu te dwie rzeczy umieszczone zostały w jednym punkcie. Kobiety kochają zabawnych mężczyzn, ponieważ czują, że otrzymają odpowiednie wsparcie podczas gorszych dni, a także sama relacja będzie łagodna i obejdzie się bez zbędnych kłótni czy sporów. Dodatkowo, poczucie humoru sprawi, że najbliżsi ludzie partnerki będą odbierali go jako bardziej przyjaznego, a nie ma nic bardziej budującego, niż sympatia naszych znajomych do partnera.
Powszechnie wiadomo, że kobiety dużo częściej rozmawiają z przyjaciółkami i rodziną o swoich drugich połówkach. Praktycznie każda marzy o tym, aby jej partner odbierany był właśnie jako ten zabawny, towarzyski i mający poczucie humoru. Oczywiste jest, że nie budujemy swojego stosunku do partnera na podstawie opinii innych, natomiast dużo lepiej jest uczestniczyć w spotkaniach rodzinnych, czy tych ze znajomymi, jeśli wiemy, że nasz partner jest przez nich zaakceptowany i lubią przebywać w jego obecności.
Pamiętaj jednak, że trzeba znać pewne granice i nie ze wszystkiego wypada żartować. Po prostu niektórzy mężczyźni nawet pomimo tego, że starają się być zabawni, nie są postrzegani jako atrakcyjni, bo ich żarty są infantylne, a ich humor chamski lub niekulturalny- znaj umiar w wygłupianiu się, szczególnie przy nowo poznanych ludziach, o których wiesz niewiele- być może nie bawią ich te rzeczy, co Ciebie.
Pomimo różnych charakterów i upodobań, istnieje kilka cech mężczyzn, które wpisują się w kanon tego idealnego. Kobiety uwielbiają facetów z poczuciem humoru oraz takich, które się nimi zaopiekują. Jeśli więc zauważymy, że w naszym otoczeniu znajduję się ten, który posiada wyżej wymienione cechy, powinniśmy zastanowić się, czy nie zainteresować się nim nieco bardziej.
Każdy związek pomiędzy dwojgiem ludzi przechodzi kilka etapów, zwanych też czasem porami roku. To, na jakim etapie aktualnie się znajdujecie, może wpływać na wasze wzajemne relacje, a także doprowadzać do niepotrzebnych napięć i konfliktów. Najważniejsze to zrozumieć, że związek ewoluuje, być może w odrobinę innym tempie dla każdego z was.
Nie oznacza to, że druga strona traci zainteresowanie czy przestaje darzyć swojego wybranka gorącym uczucie. Jakie „pory roku” wyróżnić można w każdym związku? Na początku pojawia się wiosna. Jest to czas zakochania się, kiedy dwoje ludzi odczuwa do siebie silne przyciąganie. Uczucie jest nowe, chce się więc jak najwięcej czasu spędzać z drugą osobą. Ludźmi targa wówczas burza hormonów. Następnie pojawia się lato – okres głębszego poznania się, jednakowo na poziomie fizycznym, psychicznym czy duchowym. Na tym etapie życia zaczynają tworzyć wspólny świat. Kolejnym etapem jest jesień, gdzie poziom fascynacji słabnie i przestajemy idealizować naszego partnera, a widzimy go takim, jaki jest. Poznajemy wady partnera, ale też sami zaczynamy okazywać cechy, które wcześniej były ukryte. To, czy przetrwamy pierwsze konflikty i kłótnie zdeterminuje, czy związek okaże się trwały. Zima jest okresem oddalenia się od siebie – nie końca uczucia. Znamy się już na tyle dobrze, jesteśmy pewni naszego partnera, że zaczynamy żyć też dla siebie, chcemy zrobić coś samodzielnie. Nie należy jednak zapominać o partnerze.
Wkraczanie w świat randek z bagażem wysokiej samoświadomości to doświadczenie, które można porównać do podróżowania z bardzo precyzyjną mapą, na której zaznaczono zarówno malownicze szlaki, jak i niebezpieczne bagna. Z jednej strony ta mapa jest bezcenna – pozwala unikać ślepych zaułków, które w młodości pochłaniały tyle czasu i energii, i prowadzi prosto do miejsc, które naprawdę mogą nas uszczęśliwić. Z drugiej jednak strony, im więcej wiemy o terenie, tym bardziej jesteśmy świadomi ryzyka, tym więcej przeszkód dostrzegamy i tym trudniej jest nam podjąć ryzyko, że za kolejnym zakrętem czeka coś zupełnie nieprzewidzianego. Pytanie, czy wysoka samoświadomość po czterdziestce pomaga w randkowaniu, czy je utrudnia, jest więc niezwykle złożone, a odpowiedź na nie zależy od tego, jak z tej świadomości potrafimy korzystać.
Samoświadomość to zdolność do rozpoznawania i rozumienia własnych emocji, myśli, potrzeb oraz zachowań, a także świadomość tego, jak nasze działanie wpływa na innych . Osoba samoświadoma potrafi nie tylko nazwać to, co czuje, ale także zrozumieć, skąd te uczucia się biorą i jakie mechanizmy nimi kierują. Po czterdziestce, po latach różnorodnych doświadczeń – udanych związkach, rozczarowaniach, terapiach, życiowych lekcjach – wiele osób osiąga poziom samoświadomości, który w młodości byłby nie do pomyślenia. To właśnie ten wiek, często związany z tak zwanym kryzysem wieku średniego, staje się momentem intensywnej refleksji nad swoim życiem, dotychczasowymi wyborami i poszukiwaniem nowych wartości . I choć sam kryzys bywa bolesny, to właśnie on może prowadzić do wykrystalizowania się prawdziwej, głębokiej wiedzy o sobie .
Osoba, która dobrze zna siebie, wchodzi na randkową ścieżkę z ogromnym kapitałem. Przede wszystkim ma jasność co do swoich potrzeb i granic, co jest absolutnym fundamentem zdrowych relacji . Wie, że szuka kogoś, z kim będzie mogła dzielić się już istniejącą pełnią życia, a nie kogoś, kto ma wypełić pustkę, z którą sama nie umie sobie poradzić. To sprawia, że jej wybory są bardziej świadome i trafne. Nie da się już zwieść pustym deklaracjom czy powierzchownemu urokowi, bo wewnętrzny detektor od razu wychwytuje niezgodność z własnym systemem wartości. Taka osoba wie, że w związku kluczowa jest spójność charakterów, a nie tylko przelotna chemia, i potrafi odróżnić jedno od drugiego.
Wysoka samoświadomość to również umiejętność regulowania własnych emocji, szczególnie w sytuacjach konfliktowych czy stresowych . Zamiast reagować impulsywnie, uruchamiać stare, niezdrowe schematy, osoba dojrzała emocjonalnie potrafi się zatrzymać, przeanalizować, co tak naprawdę czuje i dlaczego, a dopiero potem podjąć działanie. To bezcenna umiejętność w budowaniu głębokiej, autentycznej więzi, która opiera się na rozmowie, a nie na wybuchach i wzajemnych pretensjach. Co więcej, samoświadomość idzie w parze z empatią – im lepiej rozumiemy siebie, tym łatwiej nam zrozumieć drugiego człowieka . Jesteśmy w stanie odczytywać jego emocje i potrzeby, co ułatwia budowanie porozumienia i intymności.
Zrozumienie swoich motywacji i tego, co nami kieruje, pozwala także przerwać cykl powielania niezdrowych wzorców, które często mają swoje źródło w dzieciństwie czy pierwszych związkach . Nasze nieświadome preferencje, ukształtowane przez wczesne relacje, często prowadzą nas do wyboru podobnych partnerów i wpadania w te same pułapki . Osoba samoświadoma potrafi zidentyfikować te schematy i świadomie od nich odejść, wybierając kogoś, kto jest dla niej dobry, a nie kogoś, kto tylko odtwarza znajome, choć bolesne, wzorce. To właśnie w tym procesie nieoceniona może być pomoc psychoterapeuty, który pomoże odkryć ukryte lęki i potrzeby .
Jednak ta sama mapa, która tak precyzyjnie wskazuje drogę, może stać się również przeszkodą. Im więcej wiemy o sobie, tym więcej wiemy o tym, czego nie chcemy, co nam nie służy, co może być ryzykowne. To prowadzi do zjawiska, które można nazwać nadmierną selekcją. Osoba o wysokiej samoświadomości może stać się tak wyczulona na wszelkie potencjalne zagrożenia i sygnały ostrzegawcze, że zacznie odrzucać kandydatów przy najdrobniejszej wątpliwości, nie dając szansy na naturalne rozwinięcie się relacji. Każda różnica zdań, inny sposób spędzania wolnego czasu czy odcień poczucia humoru mogą zostać zinterpretowane jako fundamentalna niezgodność. W efekcie, zamiast szukać kogoś, z kim można wspólnie budować, szuka się kogoś, kto idealnie wpasuje się w wyidealizowany obraz, co jest zadaniem z góry skazanym na porażkę.
Inną pułapką jest lęk przed utratą autonomii i rozmyciem własnej, starannie zbudowanej tożsamości. Osoby po czterdziestce, szczególnie te, które przez lata żyły samodzielnie, mają ugruntowane poczucie siebie i swojego miejsca w świecie. Cenią sobie swoją niezależność, swoje rytuały, swoją przestrzeń. Pojawienie się drugiego człowieka może być postrzegane nie jako wzbogacenie, ale jako zagrożenie dla tej kruchej równowagi. Psychologowie podkreślają, że w dojrzałym związku stale balansujemy pomiędzy potrzebą bliskości a pragnieniem zachowania autonomii . To naturalne napięcie, ale u osób o wysokiej samoświadomości, które są bardzo wyczulone na swoje granice, może ono przerodzić się w mur, przez który trudno komukolwiek przejść.
Co więcej, dogłębna znajomość swoich mechanizmów obronnych i schematów może paradoksalnie prowadzić do ich wzmocnienia. Zamiast przepracować lęk przed bliskością, można go zracjonalizować jako „mądrą ostrożność” wynikającą z doświadczenia. Zamiast zmierzyć się z trudną emocją, można ją przeanalizować i schować do szufladki z napisem „już to przerabiałem, nie warto”. W ten sposób samoświadomość, zamiast być narzędziem rozwoju, staje się narzędziem unikania i izolacji. Jak trafnie ujmuje to psychoterapeutka Alicja Długołęcka, dojrzewanie oznacza, że przestajemy walczyć ze sobą i wychodzimy do innych ludzi . Jeśli jednak nasza samoświadomość jest tylko formą wewnętrznej walki i kontroli, to zamiast otwierać nas na innych, będzie nas w tej walce pogrążać.
Kluczowym wyzwaniem staje się więc nie tyle posiadanie samoświadomości, co umiejętność mądrego korzystania z niej w procesie budowania relacji. To, co w młodości było intuicyjne i spontaniczne, po czterdziestce musi zostać poddane refleksji, ale nie może być przez nią całkowicie zduszone. Chodzi o znalezienie równowagi między tym, co podpowiada serce, a tym, co podpowiada rozum. O tym, by wiedzieć, czego się chce, ale jednocześnie zachować otwartość na to, że życie może nas zaskoczyć i że to, co wydawało się nam idealne na papierze, w rzeczywistości może okazać się zupełnie nieodpowiednie, a coś, co początkowo budziło wątpliwości, może przerodzić się w głębokie uczucie.
W praktyce oznacza to, że osoba samoświadoma wchodzi na randkę nie po to, by egzekwować listę wymagań, ale po to, by spotkać drugiego człowieka. Wie, jakie ma podstawowe wartości i czego absolutnie nie zaakceptuje, ale jest też gotowa na negocjacje i kompromisy w sprawach mniej istotnych. Potrafi słuchać, ale też mówić o sobie. Nie boi się zakończyć znajomości, gdy widzi, że nie ma szans na porozumienie, ale nie robi tego pochopnie, dając sobie i drugiej stronie czas na poznanie. Wykorzystuje swoją wiedzę o sobie do budowania mostów, a nie do kopania fosy.
Pomocne w tym procesie może być zrozumienie koncepcji „zróżnicowania” w związku, opisanej przez psychologa Davida Schnarcha . Chodzi w niej o zdolność do pozostawania w bliskiej relacji z partnerem przy jednoczesnym zachowaniu poczucia własnej wartości i indywidualności. Osoby w zróżnicowanych związkach potrafią trzymać się własnych przekonań i wartości, jednocześnie szanując odrębność partnera . To właśnie ta umiejętność – bycia blisko bez rozpuszczania się w drugim człowieku i bycia sobą bez izolowania się od niego – jest kwintesencją dojrzałej miłości. Wymaga ona ogromnej samoświadomości, ale też odwagi, by znosić dyskomfort związany z różnicami i konfliktami, zamiast uciekać od nich w nadmierną bliskość lub dystans .
Wysoka samoświadomość to potężne narzędzie, które po czterdziestce może stać się kluczem do najgłębszej i najbardziej satysfakcjonującej relacji w życiu. Pozwala uniknąć błędów młodości, świadomie wybierać partnera zgodnego z naszym systemem wartości i budować związek oparty na autentyczności, a nie na iluzjach. Jednak to samo narzędzie, używane nieumiejętnie, może stać się przeszkodą – źródłem nadmiernej krytyczności, lęku przed bliskością i pułapką racjonalizacji, która zamknie nas w wiecznym, bezpiecznym, ale pustym singlowaniu. Ostatecznie więc to nie samo posiadanie samoświadomości decyduje o sukcesie w randkowaniu, ale to, czy potrafimy wykorzystać ją jako trampolinę do skoku w stronę drugiego człowieka, z odwagą, by zaryzykować i otworzyć się na to, co nieznane, oraz z mądrością, by wiedzieć, kiedy warto tę drogę kontynuować, a kiedy lepiej się z niej wycofać. To właśnie ta dojrzałość w korzystaniu z własnej wiedzy o sobie jest tym, co naprawdę pomaga, a nie przeszkadza w budowaniu szczęśliwych, dojrzałych związków.