portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Nie podano Wiek:26 Wzrost: 187 Sylwetka:Nie podano Dzieci: Nie podano Wykształcenie:Nie podano Województwo: Śląskie Miasto: Tychy Styl:Nie podano Mieszkam:Nie podano Szukam tutaj:Nie podano Pierwsza randka:Nie podano Znak zodiaku:Nie podano

Nasz Portal Randkowy Czeka Na Opis Osoby na Portalu

cierpliwy delikatny dowcipny dyskretny empatyczny miły otwarty przyjazny towarzyski troskliwy uczciwy uprzejmy wrażliwy wyluzowany

coś ciekawego drinkowanie jakiś koncert koleżeńska kolacyjka koleżeńskie kino krążenie po mieście od pubu do pubu ognisko piknik piwkowanie przygoda(bez podtekstu) randka śniadanie spacer wypad nad jezioro wypad nad morze wypad poza miasto wypad w góry wyprawa rowerowa zakupy

Mechanizm ten jest szczególnie podstępny w kontekście platform do nawiązywania relacji, gdzie walidacja przychodzi w formie wymiernych wskaźników: dopasowań, polubień, pochlebnych wiadomości. Po okresie milczenia lub serii nieudanych rozmów, otrzymanie wyraźnego sygnału zainteresowania od atrakcyjnej osoby może wywołać stan euforii. W tym momencie łatwo jest popełnić błąd poznawczy: utożsamienie rzadkości zdarzenia (czyjegoś zainteresowania) z jego wysoką wartością. Mózg podpowiada: „Skoro tak trudno o zainteresowanie, a ta osoba je okazuje, to musi być coś wyjątkowego”. To prowadzi do zawieszenia krytycznej oceny. Przestajemy dostrzegać niezgodności z naszymi wewnętrznymi kryteriami, ponieważ skupiamy się na przyjemnym uczuciu bycia wybranym. Bagatelizujemy czerwone flagi, tłumaczymy sobie niepokojące zachowania („może po prostu ma gorszy dzień”), a przede wszystkim – przestajemy pytać, czy ta osoba jest dla nas naprawdę dobra, koncentrując się na tym, że my jesteśmy dla niej atrakcyjni. To fundamentalne odwrócenie perspektywy, które prowadzi do związków opartych na zaspokajaniu potrzeb walidacyjnych, a nie na autentycznym partnerstwie.

Drugi poziom problemu to różnica między zainteresowaniem a dopasowaniem. Zainteresowanie jest często reakcją na powierzchowne cechy: atrakcyjność fizyczną, dobry profil, błyskotliwość w pierwszych wiadomościach. Jest dynamiczne, może rosnąć i maleć. Dopasowanie natomiast dotyczy statycznych, głębokich struktur: systemu wartości, życiowych priorytetów, rytmu dnia, sposobu radzenia sobie ze stresem, potrzeby bliskości versus autonomii. Można być bardzo zainteresowanym kimś, kto ma zupełnie inny plan na życie (np. osoba pragnąca dzieci vs. osoba zdecydowanie ich niechcąca), inną hierarchię wartości (kariera nad wszystko vs. życie rodzinne) lub skrajnie różny temperament (żywe srewo vs. domator). Zainteresowanie może przez chwilę maskować te różnice chemią i napięciem, ale z czasem one wyjdą na jaw i staną się źródłem konfliktu. Spokój emocjonalny zaś jest właśnie owocem dobrego dopasowania. To nie jest stan pasywny czy nuda. To głębokie poczucie bezpieczeństwa, które bierze się z wiedzy, że druga osoba rozumie cię i szanuje twoje granice, że nie musisz grać ani udawać, że wasze podstawowe oczekiwania wobec relacji są zbieżne. Relacja oparta tylko na zainteresowaniu jest jak dom zbudowany na ruchomych piaskach – każdy wiatr niepewności może go zachwiać. Relacja oparta na dopasowaniu i spokoju emocjonalnym ma fundament ze skały.

Jak zatem praktycznie oprzeć się pokusie obniżenia standardów? Kluczem jest uświadomienie sobie swoich rdzennych potrzeb i wartości PRZED wejściem w fazę intensywnego zainteresowania ze strony konkretnej osoby. Spisz je, traktując jak listę niepodważalną. Mogą to być kwestie takie jak: uczciwość, szacunek dla mojego czasu, stabilność emocjonalna, podobny stosunek do finansów, chęć posiadania (lub nieposiadania) dzieci, sposób rozwiązywania konfliktów. Kiedy pojawi się osoba, która okazuje zainteresowanie, świadomie odnieś jej zachowanie i deklaracje do tej listy. Jeśli widzisz wyraźne rozbieżności, zadaj sobie pytanie: „Czy mogę zaakceptować tę różnicę za 5 lat?”. Jeśli odpowiedź brzmi „nie” lub „nie wiem”, jest to znak, że prawdopodobnie chcesz zignorować różnicę pod wpływem przyjemnego uczucia bycia pożądanym. Równie ważne jest zarządzanie własną samotnością i poczuciem braku. Inwestuj czas w przyjaźnie, pasje, rozwój osobisty. Im pełniejsze jest twoje życie poza poszukiwaniem partnera, tym mniej prawdopodobne, że potraktujesz zainteresowanie drugiej osoby jako jedyną linę ratunkową. Będziesz mógł je ocenić chłodniej, z pozycji osoby, która ma coś do zaoferowania i coś do stracenia – swój wewnętrzny spokój i zgodę z samym sobą. Pamiętaj, że na serwisach umożliwiających poznawanie nowych ludzi wiele osób szuka niekoniecznie głębokiego dopasowania, ale potwierdzenia własnej atrakcyjności. Twoim zadaniem jest odróżnić te poszukiwania od szczerej chęci poznania ciebie jako człowieka. Nie obniżaj swoich standardów. To one są strażnikami przyszłości, w której nie będziesz musiał wybierać między byciem kochanym a byciem sobą.

Gdy spotykamy na swojej drodze osobę, która wywrze na nas niesamowite wrażenie pragniemy spędzać z nią jak najwięcej czasu. Gdy w krótkim czasie okazuje się, że druga strona również darzy nas sympatią to jesteśmy bliscy szczęścia. W takiej sytuacji po kilku czy kilkunastu spotkaniach zwykle krystalizuje się związek dwojga ludzi. Początkowa faza związku uchodzi za tę najpiękniejszą i najciekawszą. Towarzyszy nam wtedy zwykle ekscytacja, fascynacja i radość. To właśnie wtedy zwykle odczuwamy tzw. motyle w brzuchu. Warto jednak zauważyć, że pierwsza faza związku jest jednocześnie radosna ale i trudna. Gdy jeszcze siebie nawzajem dobrze nie znamy towarzyszy nam wiele niepewności i ciągle mamy jakieś rozterki. W pierwszych tygodniach często także krępujemy się siebie nawzajem, nie do końca mamy jeszcze zaufanie i nie wiemy czy o wszystkim możemy swobodnie rozmawiać. Dużo rozterek niesie także kwestia domniemanych uczuć z drugiej strony. To zwykle kobiety są niecierpliwe i chciałyby, żeby partner jak najszybciej się określił, wyraził swoje uczucia czy pokazał, że poważnie myśli o danej kobiecie. Tymczasem mężczyźni zwykle się do tego nie spieszą. Czasami kończy się to źle, bo kobiety zaczynają wymuszać miłosne wyznania na partnerach, co może ich skutecznie wypłoszyć.

Kiedy zwracasz się do swojej drugiej połówki za pomocą zdrobnień, odrobinę się pieszcząc, nie robisz tego dlatego, że (jak twierdzą złośliwi) zapominasz jego / jej imienia. Robisz to dlatego, by budować i umacniać łączącą was więź. Jakkolwiek z początku może wydawać się dziwne zwracanie się w niestandardowy sposób do ukochanej w miejscach publicznych, w pewnej chwili zdajesz sobie sprawę, że zupełnie nie przywiązujesz znaczenia do tego co pomyślą o was inni. Nie widzisz innego sposobu zwracania się do siebie.

Jakkolwiek "Kochanie", "Kotku" czy nawet "Misiaczku" to określenia zupełnie zwyczajne i społecznie akceptowane, to już "Pierożku" "Robaczku" czy "Rybeńko" niosą ze sobą pewne ryzyko narażenia się na śmieszność. A istnieją przecież zdrobnienia jeszcze bardziej odjechane. Nie zapominaj jednak, że każde z nich niesie ze sobą siłę waszego uczucia i jakkolwiek w sytuacjach formalnych należałoby się trochę hamować, wstrzymywać nie należy się w sytuacjach codziennych.

Jeśli uważasz, że wasz związek posiada odpowiednią ilość uczucia, a partner (ka) nie jest zażenowany (a) takim stanem rzeczy, nie warto się ograniczać. W końcu mocny i trwały związek wart jest tych kilku uśmiechów, które wkrótce zamienią się w rozczulenie czy nawet zazdrość. Czułość między partnerami jest tego warta.