Związek to jedna z najważniejszych sfer życia, która może przynieść ogromne szczęście, ale również wymaga zaangażowania i pracy. Tworzenie udanej relacji to proces, który opiera się na wzajemnym zrozumieniu, komunikacji i szacunku. Aby zbudować trwały i satysfakcjonujący związek, warto wprowadzić do codziennego życia kilka kluczowych zasad. Oto kroki, które pomogą wam osiągnąć harmonię i szczęście w relacji.
1. Ustalcie wspólne wartości i cele
Każdy związek jest silniejszy, gdy partnerzy mają wspólne wartości i dążą do podobnych celów. Warto na początku relacji, a także regularnie w trakcie jej trwania, rozmawiać o swoich priorytetach, planach na przyszłość i marzeniach. Dzięki temu łatwiej jest budować życie razem, mając pewność, że podążacie w tym samym kierunku.
2. Pielęgnujcie wzajemne zrozumienie
Empatia i zrozumienie są kluczowe w budowaniu bliskiej relacji. Starajcie się zawsze spojrzeć na sytuację z perspektywy partnera, zrozumieć jego uczucia i potrzeby. Wzajemne zrozumienie pozwala unikać konfliktów i wzmacnia więź emocjonalną między wami.
3. Stawiajcie na uczciwość i otwartość
Uczciwość wobec siebie nawzajem to podstawa każdego związku. Bądźcie otwarci na rozmowy o swoich uczuciach, obawach i pragnieniach. Unikajcie tajemnic i kłamstw, które mogą zniszczyć zaufanie, a zamiast tego stawiajcie na szczerość i transparentność. Pamiętajcie, że otwarta komunikacja to klucz do zdrowej relacji.
4. Utrzymujcie równowagę między czasem wspólnym a osobistą przestrzenią
Ważne jest, aby w związku zachować balans między wspólnie spędzanym czasem a osobistą przestrzenią. Każdy z partnerów potrzebuje czasu na realizowanie własnych pasji i spotkania z innymi ludźmi. Pamiętajcie, że zdrowy związek to taki, w którym oboje macie możliwość rozwijania się jako jednostki, co pozytywnie wpływa na jakość waszej relacji.
5. Pamiętajcie o małych gestach
Codzienne gesty miłości i czułości mogą mieć ogromny wpływ na waszą relację. Pamiętajcie, aby regularnie okazywać sobie nawzajem uczucia, czy to poprzez przytulenie, komplement, czy małą niespodziankę. Takie drobne działania budują więź i przypominają, jak ważni jesteście dla siebie nawzajem.
6. Wspierajcie się w trudnych chwilach
Każdy związek napotyka na trudności. Ważne jest, aby w takich momentach wspierać się nawzajem, być dla siebie oparciem i motywować się do pokonywania wyzwań. Pamiętajcie, że związek to współpraca, a wspólne przezwyciężanie trudności może wzmocnić waszą relację.
7. Rozwiązujcie konflikty z szacunkiem
Konflikty są nieuniknioną częścią każdej relacji, ale kluczowe jest, jak sobie z nimi radzicie. Starajcie się rozmawiać o problemach na spokojnie, z szacunkiem do partnera i jego punktu widzenia. Unikajcie oskarżeń i krytyki, a zamiast tego skupcie się na znalezieniu rozwiązania, które będzie satysfakcjonujące dla obu stron.
8. Dbajcie o bliskość fizyczną i emocjonalną
Bliskość fizyczna i emocjonalna to klucz do utrzymania silnej więzi w związku. Starajcie się regularnie spędzać czas na wspólnych aktywnościach, rozmowach o waszych uczuciach, a także pielęgnujcie intymność fizyczną. Bliskość buduje zaufanie i sprawia, że związek staje się głębszy.
9. Uczcie się na błędach i rozwijajcie się razem
W każdym związku mogą pojawić się błędy i trudności. Ważne jest, aby traktować je jako okazję do nauki i rozwoju. Pracujcie nad tym, aby unikać powtarzania tych samych problemów, ale zamiast tego rozwijać się jako para. Wspólna praca nad związkiem i osobistym rozwojem sprawia, że relacja staje się silniejsza i bardziej satysfakcjonująca.
10. Bądźcie cierpliwi i wyrozumiali
Związek to proces, który wymaga czasu i cierpliwości. Nie wszystko będzie zawsze idealne, ale ważne jest, aby być wyrozumiałym wobec siebie nawzajem i dawać sobie przestrzeń na rozwój. Pamiętajcie, że każda relacja ma swoje wzloty i upadki, ale cierpliwość i wyrozumiałość pozwolą wam przetrwać trudniejsze chwile.
Randkowanie online zrewolucjonizowało sposób, w jaki ludzie poznają partnerów, ale jednocześnie wprowadziło zupełnie nową dynamikę utraty zainteresowania. Ktoś, kogo w aplikacji uznaliśmy za interesującego, po kilku dniach rozmowy przestaje nas pociągać, choć na żywo moglibyśmy dać mu znacznie więcej szans. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny leżą w psychologii podejmowania decyzji, w konstrukcji samych aplikacji oraz w fundamentalnych różnicach między percepcją człowieka za pośrednictwem ekranu a rzeczywistym spotkaniem. Na początek warto przyjrzeć się zjawisku przytłoczenia wyborem. W klasycznych randkach na żywo pula potencjalnych partnerów jest ograniczona przez nasze środowisko – pracę, znajomych, wydarzenia. Każda nowa osoba jest wydarzeniem stosunkowo rzadkim i kosztownym czasowo. Inaczej w aplikacjach: w ciągu godziny przewijamy setki profili. Mózg, który ewolucyjnie nie jest przystosowany do takiej obfitości, zaczyna traktować ludzi jak towary na półce. Konsekwencja jest fatalna dla podtrzymania zainteresowania – skoro zaraz pojawi się kolejna, może lepsza opcja, po co angażować się w tę obecną? To tak zwany paradoks wyboru, opisany przez Barry’ego Schwartza: nadmiar opcji nie uszczęśliwia, lecz paraliżuje i obniża satysfakcję z każdego wyboru. Gdy na żywo poznajemy kogoś w barze czy na spotkaniu towarzyskim, nie mamy otwartej listy stu innych kandydatów w kieszeni. Nasza uwaga i zaangażowanie są naturalnie większe, bo wiemy, że ta okazja jest unikalna i niepowtarzalna. W aplikacji natomiast już podczas pisania wiadomości często myślimy o tym, czy za chwilę nie trafi się ktoś ciekawszy.
Kolejnym kluczowym mechanizmem jest sposób, w jaki aplikacje projektują ludzką uwagę. Swajpowanie w lewo i prawo opiera się na ultrakrótkiej ocenie wizualnej i kilku zdaniach opisu. To zubaża człowieka do dwóch wymiarów – wyglądu i kilku etykietek. W rzeczywistości urok drugiej osoby często leży w tym, co nieuchwytne: sposobie mówienia, zapachu, tempie reakcji, uśmiechu, który pojawia się w konkretnym momencie. Tego nie da się skomunikować przez zdjęcia i wiadomości tekstowe. Dlatego tak często zdarza się, że ktoś, kto na profilu wydawał się nudny, na żywo okazuje się fascynujący – i odwrotnie, ktoś z idealnym profilem na spotkaniu wypada płasko. Aplikacje zmuszają nas do podejmowania decyzji na podstawie skrajnie niekompletnych danych. A ponieważ nie mamy pełnego obrazu, nasz mózg uzupełnia luki projekcjami – często idealizującymi. Gdy po kilku dniach pisania okazuje się, że rzeczywistość nie dorównuje wyobraźni, zainteresowanie gwałtownie spada. Na żywo nie mamy tego etapu wyidealizowanej projekcji – widzimy człowieka od razu, z całym bagażem jego mankamentów i zalet, co sprawia, że ewentualne rozczarowanie jest mniej dotkliwe, bo nie poprzedza go fantazja.
Zjawisko utraty zainteresowania w randkowaniu online ma także wymiar czysto biologiczny. W bezpośrednim kontakcie działa cała gama sygnałów, które budują chemię międzyludzką: feromony, kontakt wzrokowy, synchronizacja ruchów, ton głosu. Badania pokazują, że już w ciągu kilku sekund od spotkania nasz mózg podejmuje decyzję o potencjalnym atrakcyjności partnera, opierając się na sygnałach, które nie przechodzą przez korę przedczołową – czyli nie są racjonalne. W aplikacjach te kanały są wyłączone. Komunikacja pisemna angażuje przede wszystkim korę przedczołową, odpowiedzialną za racjonalne planowanie i ocenę. To zmienia charakter relacji z emocjonalnego na kognitywny. Rozmowa online przypomina bardziej negocjacje lub wywiad niż zaloty. Kiedy w końcu dochodzi do spotkania na żywo, często jesteśmy już zmęczeni tygodniami pisania, a dodatkowo doświadczamy zderzenia wyobrażenia z rzeczywistością. To sprawia, że randki online mają znacznie wyższy wskaźnik tzw. „ghostowania” – nagłego zniknięcia bez pożegnania. Ghosting jest skrajną formą utraty zainteresowania i niemal nie istnieje w tradycyjnych znajomościach, bo na żywo obecność drugiej osoby i społeczne konsekwencje zniknięcia są zbyt duże.
Nie można też pominąć wpływu architektury aplikacji na cierpliwość. Większość platform zarabia na uwadze użytkownika, a nie na doprowadzaniu go do stałego związku. Dlatego mechanizmy takich serwisów są nastawione na utrzymanie ciągłego poszukiwania, a nie na pogłębianie jednej relacji. Powiadomienia o nowych polubieniach, algorytmy podsuwające co chwilę „lepsze” dopasowania – wszystko to działa przeciwko koncentracji na jednej osobie. Użytkownik czuje się jak w kasynie: kolejne przewinięcie może przynieść nagrodę. W efekcie nawet gdy poznamy kogoś wartościowego, trudno nam nie zerkać, czy nie czeka gdzieś ktoś jeszcze bardziej idealny. Na żywo takiego mechanizmu nie ma – nie masz przed oczami listy alternatyw, gdy rozmawiasz z kimś na imprezie. Twoja uwaga jest w pełni dostępna dla tej jednej osoby, co sprzyja budowaniu więzi. Ponadto w świecie online łatwo jest zapomnieć, że po drugiej stronie ekranu siedzi prawdziwy człowiek z uczuciami. To zjawisko dehumanizacji sprawia, że traktujemy rozmówcę bardziej jak awatar niż osobę. Łatwiej wtedy stracić zainteresowanie, bo nie czujemy emocjonalnej odpowiedzialności. Na żywo, gdy widzimy czyjąś mimikę, słyszymy drżenie głosu, automatycznie uruchamia się w nas empatia, która podtrzymuje zaangażowanie.
Ciekawym aspektem jest też asymetria informacji i czasu. W randkowaniu online często w ciągu kilku dni wymieniamy się informacjami, które na żywo poznalibyśmy przez miesiąc – jakie mamy wykształcenie, gdzie pracujemy, jakie mamy hobby, czy chcemy dzieci. Ta przyspieszona wymiana danych daje złudzenie bliskości, ale nie buduje prawdziwej intymności. Intymność powstaje wtedy, gdy odkrywamy kogoś stopniowo, w różnych sytuacjach, z niespodziankami i niuansami. Gdy już wiemy o kimś wszystko z długiej listy pytań-zdań, nie ma już miejsca na odkrywanie – a bez odkrywania zainteresowanie naturalnie gaśnie. To tak, jakby dostać streszczenie dobrej książki zamiast ją przeczytać. Na żywo proces poznawania jest wolniejszy i bardziej organiczny, dzięki czemu tajemnica drugiej osoby trwa dłużej i podtrzymuje ciekawość. Co więcej, w aplikacjach często już po kilku wiadomościach wiemy, że rozmowa nie ma przyszłości, bo ktoś użył niewłaściwego słowa, nie odpowiedział na ważne dla nas pytanie lub po prostu jego styl pisania okazał się niekompatybilny. Na żywo takie same różnice mogłyby zostać zbalansowane przez mowę ciała, uśmiech, delikatność gestów – czyli rzeczy, które nie przechodzą przez czcionkę.
Jednak najgłębszą przyczyną szybkiej utraty zainteresowania w sieci jest fakt, że nie doświadczamy wspólnej aktywności. W tradycyjnych zalotach randki na żywo często wiążą się z robieniem czegoś razem – spacerem, pójściem do kina, gotowaniem, grą w kręgle. Wspólne działanie angażuje układ nagrody w mózgu, uwalnia dopaminę i oksytocynę, które wzmacniają więź. Rozmowa pisana to tylko wymiana symboli, nie daje poczucia bycia razem w świecie. Nawet rozmowa przez kamerę jest uboga w porównaniu z fizycznym współbyciem. Brak wspólnego kontekstu sprawia, że każda potencjalna iskra gaśnie szybko, bo nie ma paliwa w postaci przeżywanych razem emocji. Osoby, które przechodzą z aplikacji na randkę w realu po kilku dniach, często relacjonują zdziwienie: „na czacie było fajnie, a na żywo czułem pustkę”. To dlatego, że czat daje tylko jedną warstwę komunikacji. Gdy ta warstwa zostaje zdjęta, zostaje naga, często rozczarowująca rzeczywistość. Na odwrót: jeśli najpierw poznamy kogoś na żywo, a potem piszemy do siebie, rozmowa online jest wzbogacona o wspomnienia z realnego kontaktu – ma głębię, która podtrzymuje zainteresowanie. Kolejność ma więc kluczowe znaczenie.
W psychologii ewolucyjnej istnieje koncepcja, że ludzki umysł jest przystosowany do oceniania potencjalnych partnerów w kontekście grupy. Na żywo widzimy, jak ktoś zachowuje się wobec kelnera, jak reaguje na nieoczekiwaną sytuację, czy ma poczucie humoru w obliczu stresu. To bezcenne informacje, które w aplikacji są całkowicie nieobecne. Bez nich oceniamy tylko powierzchowność, a ta – jak wiemy – nie wystarcza do podtrzymania zainteresowania na dłużej. Ponadto na żywo łatwiej jest wybaczyć drobne potknięcia czy niezręczność, bo wiemy, że każdy jest zdenerwowany. W aplikacjach każda wiadomość może być przemyślana, więc gdy ktoś pisze coś nietrafnego, odbieramy to jako cechę jego osobowości, a nie chwilową wpadkę. To podwyższa standardy i obniża tolerancję. W efekcie odpisujemy szybciej, rezygnujemy po jednej nudnej odpowiedzi, porzucamy rozmowę w połowie. Kultura natychmiastowości uczy nas, że jeśli coś nie działa od razu, trzeba szukać dalej. Na żywo dajemy sobie więcej czasu, bo inwestycja w spotkanie jest większa – trzeba było się umówić, ubrać, dojechać. To wszystko buduje zaangażowanie, które aplikacje celowo podważają, oferując łatwą alternatywę.
Warto też zwrócić uwagę na zjawisko tzw. „tragedii wspólnego dobra” w randkowaniu online. Każdy użytkownik wie, że inni też przewijają dziesiątki profili, więc nikt nie czuje się zobowiązany do inwestowania w jedną relację. To prowadzi do błędnego koła: im mniej każdy się angażuje, tym mniej opłaca się angażować tobie. W efekcie rozmowy są płytkie, odpowiedzi spóźnione, a zainteresowanie ulotne. Na żywo takie myślenie nie występuje, bo nie ma domyślnej listy konkurentów. Osoba, z którą rozmawiasz, nie ma przed sobą ekranu z setką innych kandydatów – ma ciebie. To zmienia wszystko. Dlatego wiele osób opisuje swoje doświadczenia z aplikacjami jako wyczerpujące i demoralizujące, mimo że zdarzają się w nich sukcesy. Te sukcesy są jednak statystycznie rzadsze, niż sugeruje marketing aplikacji, a te, które się zdarzają, często wymagają przełamania schematu – szybkiego przejścia na spotkanie w realu, ograniczenia liczby równoległych rozmów, wyłączenia powiadomień. Innymi słowy, wymagają działania wbrew projektowi aplikacji.
Czy jesteśmy skazani na tę dynamikę? Nie do końca, ale musimy zrozumieć, że aplikacje randkowe nie są neutralnym narzędziem – mają swoją afordancję, czyli właściwości, które skłaniają do określonych zachowań. Ich projekt faworyzuje szybkie porzucanie, a nie budowanie. Świadomość tego mechanizmu może pomóc w przeciwdziałaniu: ustalić sobie limit równoległych rozmów (np. maksymalnie trzy), nie czytać nowych profili, gdy już z kimś piszemy, dążyć do spotkania w realu w ciągu tygodnia, a nie miesiąca, pamiętać, że tekst nie oddaje człowieka. Jednak nawet przy tych strategiach, randkowanie online zawsze będzie bardziej podatne na nagłą utratę zainteresowania niż spotkania na żywo. Bo to, co online zyskujemy na liczbie potencjalnych kontaktów, tracimy na jakości uwagi, którą każdemu z nich możemy poświęcić. Uwaga jest zasobem ograniczonym, a aplikacje celowo ją rozpraszają. Na żywo natomiast, nawet jeśli poznamy tylko jedną nową osobę w miesiącu, szansa, że nasze zainteresowanie przetrwa dłużej, jest wielokrotnie wyższa, bo opiera się na bogatszym, bardziej autentycznym obrazie drugiego człowieka.
Kolejny ważny czynnik to brak wspólnej historii i zobowiązań społecznych. Kiedy poznajemy kogoś przez znajomych, mamy wspólny kontekst, który nas łączy nawet wtedy, gdy początkowo nie iskrzy. Możemy spotkać tę osobę ponownie na innym wydarzeniu, dać jej drugą szansę. W aplikacjach, po utracie zainteresowania, po prostu znikamy – i to bez żadnych konsekwencji. Ta anonimowość i brak pętli społecznego sprzężenia zwrotnego sprawiają, że jesteśmy bardziej kapryśni. Badania pokazują, że osoby korzystające z aplikacji randkowych częściej rezygnują z potencjalnie dobrych dopasowań z powodu drobnych niedogodności (np. ktoś użył emotikonu, którego nie lubimy) niż osoby poznające się w realu. To dlatego, że w realu konsekwencje takiej kapryśności są wyższe – ryzykujesz, że uznają cię za dziwaka lub że stracisz dostęp do całej grupy towarzyskiej. Online nie ma takich hamulców, więc puszczamy je same wolno. W efekcie nasze kryteria stają się absurdalnie wysokie. Wymagamy, żeby ktoś od razu, w pierwszej wiadomości, trafił w nasz gust, żartował jak stand-uper i pisał z idealną interpunkcją. Gdybyśmy takie same kryteria zastosowali do znajomości na żywo, bylibyśmy samotni przez całe życie.
Zjawisko utraty zainteresowania w randkowaniu online pogłębia również sposób, w jaki aplikacje radzą sobie z odrzuceniem. W realu odrzucenie boli, ale jest wyraźne – ktoś mówi „nie”, odwraca się, nie oddzwaniasz. W aplikacjach odrzucenie jest rozmyte: ktoś przestaje odpisywać, ale nie wiadomo, czy dlatego, że stracił zainteresowanie, czy zginął w wypadku. Ta niejednoznaczność powoduje, że wiele osób równolegle podtrzymuje kilka rozmów na niskim poziomie, nie zrywając żadnej, ale też nie inwestując w żadną. To tworzy atmosferę permanentnej tymczasowości. Zainteresowanie nie ma szansy się rozwinąć, bo jest rozproszone na wiele osób. Na żywo trudniej jest utrzymywać kilka romantycznych opcji jednocześnie, bo wymaga to logistyki, kłamstw i ukrywania się. Online można to robić bez wysiłku. I choć nie ma w tym nic złego na wczesnym etapie, to właśnie ta możliwość jest głównym powodem, dla którego ludzie tak szybko tracą zainteresowanie – nie dlatego, że druga osoba jest nieciekawa, lecz dlatego, że nasza uwaga jest już gdzie indziej, u kolejnych pięciu kandydatów w kolejce.
Psychologicznie istotny jest też brak presji czasu. W aplikacji możesz napisać do kogoś odpowiedź za trzy dni, nikt nie będzie miał pretensji. To luz, ale też przekleństwo, bo zainteresowanie wymaga pewnego rytmu i regularności. Gdy przerwy między wiadomościami są długie, emocje wygasają. W realnej znajomości, gdy umawiasz się na randkę, pojawia się naturalna presja – masz być o ósmej, zadbać o wygląd, nie spóźnić się. Ta łagodna presja mobilizuje i nadaje randce rangę wydarzenia. Online wszystko jest bardziej rozmyte. Można pisać w piżamie, z kanapy, z przerwami na serial. To sprawia, że druga osoba nie zapisuje się w pamięci jako ważne wydarzenie, tylko jako kolejny powiadomienie wśród setek innych. A to, co nie jest ważne, łatwo porzucić. Stąd bierze się to smutne zjawisko, że po tygodniach pisania często nie pamiętamy nawet imienia osoby, z którą rozmawialiśmy. Na żywo coś takiego jest nie do pomyślenia – po randce zapamiętuje się całe mnóstwo szczegółów, nawet jeśli nie było chemii. Pamięć działa bowiem najlepiej w kontekście wielozmysłowym. Aplikacje dostarczają tylko jeden zmysł – wzrok (i to ograniczony do zdjęć) oraz słuch w przypadku wiadomości głosowych, ale to wciąż mało. Bez dotyku, zapachu, ciepła ciała, synchronizacji oddechu – nie ma pełnego zaangażowania.
Wreszcie, nie można zapomnieć o zmęczeniu decyzyjnym. Codzienne przeglądanie profili, podejmowanie setki mikro-decyzji (swajp w lewo czy prawo), ocenianie, porównywanie – to wszystko wyczerpuje nasze zasoby poznawcze. Kiedy po godzinie takiej aktywności wracamy do rozmowy z kimś, kogo już polubiliśmy, nie mamy już energii, by być kreatywnymi, ciekawymi, empatycznymi. W efekcie wysyłamy nudne, krótkie odpowiedzi, które gaszą zainteresowanie drugiej strony. To samospełniająca się przepowiednia: aplikacja nas wyczerpuje, przez co jesteśmy gorszymi rozmówcami, przez co tracimy zainteresowanie sobą nawzajem. Na żywo nie ma tego etapu wstępnego wyczerpania wyborem. Przychodzisz na spotkanie wypoczęty, w pełni obecny. Twoje zasoby uwagi są nietknięte. Dlatego nawet jeśli druga osoba nie jest idealna, możesz dać jej prawdziwą szansę. W aplikacjach często dajemy tylko ułamek siebie i dziwimy się, że nic z tego nie wychodzi. Być może więc odpowiedź na pytanie, dlaczego szybciej tracimy zainteresowanie online, brzmi: bo nie jesteśmy w stanie włożyć w te relacje tyle samo obecności, co w te na żywo. A bez obecności nie ma zainteresowania. To tak, jakby próbować ugotować obiad na zimnym piecu – możesz mieszać składniki w nieskończoność, ale nic się nie ugotuje. Randkowanie online bez przejścia do realu pozostaje tylko takim mieszaniem. I dlatego tak wiele z tych znajomości kończy się nie tyle nawet rozczarowaniem, ile zwykłym wygaśnięciem, jak niedopisana książka, którą odkładamy na półkę, obiecując sobie, że kiedyś do niej wrócimy. Rzadko wracamy.
Wiele kobiet stara się, aby podobać się płci przeciwnej. Stąd też dbanie o sylwetkę, o wygląd, czy też skrupulatny dobór ubrań. Jednak jak się okazuje są pewne rzeczy, które odrzucają mężczyzn nawet od pięknych i atrakcyjnych kobiet, o które zatem chodzi?
1. Przesadnie długie paznokcie
Takie chyba odrzucają każdego, nie tylko mężczyzn. Oczywiście zadbane paznokcie o odpowiedniej długości wyglądają ładnie, jednak przesada również na tym polu nie jest mile widziana.
2. Zaniedbany uśmiech
Tutaj chodzi zarówno o takie defekty jak zęby, które są krzywe, czy też mają widoczne ubytki, czy są pożółknięte. To nigdy nie wygląda atrakcyjnie.
3. Zbyt bujne owłosienie
Szczególnie na takich partiach ciała jak ręce, czy twarz, których teoretycznie kobiety nie powinny golić. Oczywiście delikatne jasne włoski są czymś normalnym, jednak jeśli to owłosienie jest równie imponujące jak u mężczyzny, to z całą pewnością mu się to nie spodoba.
4. Ubrania niedopasowane do sylwetki
Nikt nie jest idealny i faceci doskonale o tym wiedzę. Nie rozumieją natomiast faktu, gdy kobieta, która ma wystające boczki ubiera spodnie, które dobitnie to podkreślają i eksponują.
5. Odrosty
Oczywiście, iż mężczyźni są świadomi tego, że mało która kobieta, z którą się umawiają jest naturalną blondynką lub brunetką, jednak wychodzą z założenia, że jeśli chce się farbować włosy to trzeba robić to regularnie, gdyż odrosty są ich zdaniem po prostu nieestetyczne.
Jak się okazuje nawet niewielkie z pozoru defekty mogą skutecznie odpychać mężczyzn od kobiety. Dlatego też warto być nieco bardziej krytyczną wobec siebie i po prostu starać się być zadbaną.