portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Nie podano Wiek:31 Wzrost: 182 Sylwetka:Nie podano Dzieci: Nie podano Wykształcenie:Nie podano Województwo: Śląskie Miasto: Jaworzno Styl:Nie podano Mieszkam:Nie podano Szukam tutaj:Nie podano Pierwsza randka:Nie podano Znak zodiaku:Nie podano

Szukam ciepłej kochającej kobiety z którą mógł bym spędzić resztę życia;]

ambitny całuśny cieply cierpliwy delikatny dowcipny kochający kreatywny lojalny miły namiętny niezależny odpowiedzialny romantyczny słodziutki towarzyski troskliwy uczciwy uprzejmy wyluzowany zakręcony zazdrosny

coś ciekawego drinkowanie filmik u Ciebie filmik w domu grupą na imprezkę koleżeńskie kino randka śniadanie

Słyszy się często, że życie to ciągła walka i zmagania oraz że trzeba się ostro namęczyć, żeby w ogóle coś mieć i osiągnąć. Czasami bywa i gorzej, ponieważ bardzo często ludzie postrzegają samo życie jako jedno wielkie pole bitwy. W ich wyobrażeniach jawi się ono niczym pejzaż bitewny – czyli jeden wielki chaos i zgiełk. Ile jednak prawdy kryje się w tym, że w życiu chodzi o to, żeby zmagać się z nim samym?


W wielu przypadkach to sami ludzie kreują takie sytuacje, w których o wszystko walczą. I to jest a fakt, a nie teoria. Nie zdają sobie przy tym sprawy z tego, iż życie nie powstało po to, żeby się z nim zmagać tylko po to, żeby być i cieszyć się nim. Zmagania wymyślili ludzie – to jest właśnie wynalazek ludzkości.


Walka od zarania dziejów trwa praktycznie we wszystkich dziedzinach naszego życia. Od samego początku istnienia gatunku ludzkiego widoczna jest walka o wszystko. Nie ma chyba takiej sfery ludzkiego życia, w której by ona nie występowała. Ludzie walczą i konkurują o wszystko. I to jest główną przyczyną, dlaczego życie wygląda jak jedno wielkie pole bitwy.
Taki typ podejścia – wpisany jako norma w postępowaniu – niestety wiele pożytku nie przynosi. Ludzie tak przyzwyczaili się do tego, że nie wyobrażają sobie życia bez nieustannej walki o cokolwiek. Człowiek nie widzi innych możliwości i rozwiązań, zmagając się nie tylko z okolicznościami, lecz również z samym sobą. To zawsze tworzy frustrację, złość i niezadowolenie. Wyżywanie się na samym sobie nie pomoże, a z całą pewnością pogorszy jeszcze i tak paskudny już stan. Zupełnie inną sprawą jest tworzenie zamiast konkurowania i wydzierania wszystkiego innym.


„Musisz pozbyć się myśli o rywalizacji. Jesteś po to, by tworzyć, a nie rywalizować z tym, co zostało już stworzone”.
- Wallace D. Wattles


Ta jakże błyskotliwa myśl, którą zaprezentował Wallace D. Wattles, ma bardzo duże znaczenie. Przede wszystkim zwraca uwagę na akt kreacji w życiu zamiast rywalizacji. Jeśli faktycznie ktoś ma zamiar coś mieć i coś osiągnąć to niech po prostu to stworzy. Żeby lepiej wyjaśnić, jaką siłę ma kreacja, a jak słabe z perspektywy czasu okazuje się wywalczenie sobie czegoś siłą, można przyjrzeć się czemuś interesującemu. Spójrz np. na wszystkie imperia, które powstawały w przeszłości. Wszystkie one powstały w wyniku wywalczenia i wydarcia innym ludziom i ich krajom ziem i dóbr. Gdzie teraz są te imperia? Ile lat przetrwały? Najczęściej niewiele. Pojawiały się i znikały. Są obecne tylko na kartach i mapach historii. A teraz dla odmiany przyjrzyjmy się żarówce Edisona. Stworzona poprzez kreatywność i pomysłowość, nie poprzez konkurencję i walkę, przetrwała wiele lat i przetrwa jeszcze więcej, służąc miliardom ludzi na świecie. Ciekawe, racja?


Imperia i żarówka mogą wydawać się na pierwszy rzut oka niebyt sensownym połączeniem w celu wyjaśnień, w czym rzecz. Jednak jest w tym głębszy sens. Powyższe przykłady ukazują różnice między walką a kreatywnością. I jak się okazuje, kreatywność zawsze wygrywa – i o ironio – bez walki. O czym to mówi? Jeśli faktycznie coś Ci się marzy, niech to będzie np. udany związek, rodzina, biznes, stworzenie muzyki lub książki, udanie się w podróż albo zrobienie innej rzeczy opartej na pasji i kreatywności to będzie miała ona większą wartość, jeśli faktycznie zostanie stworzona, a nie wywalczona. Zapewne będzie to rozsądniejszym rozwiązaniem, albowiem jest to czyste, niczym nieskażone tworzenie – tak można byłoby to określić.


„Kreuj, zamiast walczyć”


Masz wszelkie możliwości do stworzenia życia takiego, jakiego pragniesz i nie musisz czegokolwiek osiągać, tratując innych – jak to ogólnie się w społeczeństwie przyjęło. Zajmij się tworzeniem. Dlaczego? To już wiesz, ponieważ kreowanie jest o wiele radośniejszym procesem. Walka jest czymś, co ludzie sami na siebie narzucają, chociaż w wielu przypadkach mogliby tego uniknąć. Jeśli chcesz mieć zatem lepsze życie i odnosić prawdziwe sukcesy to przestań walczyć, a zacznij kreować.

Związki z toksycznymi osobami mają zawsze kilka wspólnych elementów. Jednym z nich jest próba utrzymania Cię jak najdłużej przy sobie. Często przybiera to wręcz agresywny wymiar, kiedy dana osoba jest gotowa dosłownie zamknąć Cię u siebie w mieszkaniu, żebyś tylko nie mogła jej uciec. Często zdarza się to w związkach, ale także w rodzinie czy między przyjaciółmi. Każda toksyczna osoba będzie starała się mieć Cię blisko.

Traktowanie innych jak środek do celu
Nie myśl jednak, że wynika to z przywiązania do Ciebie albo miłości. Osoby toksyczne mogą nas kochać, ale kiedy starają się zbudować z nami więź, niekoniecznie chodzi im o stworzenie silnej romantycznej relacji. Dla nich jesteś tylko środkiem do pewnego celu, na przykład posiadania dobrze prezentującej się partnerki, która będzie robiła dokładnie to, czego sobie zażyczy. W takim układzie możesz powiedzieć, że chodzi o miłość, ale toksyczne osoby w pierwszej kolejności zawsze będą myślały o sobie, nawet jeśli będą bardzo starały się respektować twoje potrzeby i prośby. Dla toksycznej osoby zawsze będziesz możliwością, a dopiero w drugiej kolejności wartościową osobą, o ile w ogóle będą patrzyły na Ciebie w taki sposób. Masz być blisko, bo możesz się przydać, nie możesz więc zbyt mocno się oddalać.

W jego oczach stajesz się jego własnością
To myślenie charakterystyczne dla psychopatów, ale niektóre toksyczne osoby również je przejawiają. Patrzenie na ludzi, jak na swoją własność, jest bardzo częste. Zdarza się nawet w zupełnie normalnych związkach, skąd rodzą się zazdrości i roszczenia. Dla toksycznej osoby możesz być własnością, ale niekoniecznie taką, o którą trzeba dbać, a w zasadzie wręcz przeciwnie, którą można pozostawić samą sobie, ale jednocześnie do której wymaga się, żeby była w pełni posłuszna i co najważniejsze, nie szła do nikogo innego. Od teraz każda osoba w twoim otoczeniu będzie przez toksyczną osobę postrzegana jako zagrożenie, bo będzie mogła przejąć nad Tobą kontrolę. Dlatego trzyma Cię blisko, żeby móc Cię kontrolować i nie dopuścić do tego, żeby w twoim najbliższym otoczeniu pojawił się ktoś, kto mógłby Cię ukraść.

Toksyczni ludzie chcą wykorzystać Cię w całości
Niestety, ale dla toksycznej osoby będziesz cenna, dopóki się Tobą nie znudzi albo nie wykorzysta Cię w pełni. Ten drugi wariant jest znacznie bardziej prawdopodobny. Będzie trzymał Cię blisko tak długo, aż jeszcze będzie istniał choć cień szansy, że może coś dzięki Tobie uzyskać. Mogą to być kontakty, ale także zwykłe około związkowe rzeczy. Możesz być mu potrzebna, żeby dobrze prezentował się w towarzystwie albo żebyś zaspokajała jego potrzeby. Wbrew pozorom toksyczne osoby niekoniecznie chcą, żeby stało Ci się coś złego, ale w pewien sposób będą Cię wyzyskiwali. Mogą się o Ciebie troszczyć, bo wiedzą, że w ten sposób będziesz bardziej skłonna się im podporządkować. Dlatego możesz nawet nie wiedzieć, że twoja relacja jest toksyczna, aż nie będzie za późno, żeby się z niej wycofać.

Relacje „bez etykiet” jeszcze kilkanaście lat temu były kojarzone głównie z młodością, eksperymentowaniem i brakiem gotowości na zobowiązania. Dziś coraz częściej wybierają je osoby po czterdziestce, które mają za sobą długie związki, małżeństwa, rozwody i doświadczenia emocjonalne, które nauczyły je ostrożności. To nie jest już ucieczka od odpowiedzialności, ale próba ochrony siebie przed konsekwencjami zbyt szybkich deklaracji.

Dojrzałe osoby wchodzą w relacje z większą świadomością tego, co oznacza nazwanie związku. Etykieta przestaje być niewinnym słowem, a zaczyna symbolizować zobowiązania, oczekiwania i potencjalne konflikty. Dla wielu ludzi po czterdziestce nazwanie relacji oznacza uruchomienie schematów znanych z przeszłości, które nie zawsze kojarzą się z bezpieczeństwem.

Unikanie deklaracji bardzo często nie wynika z braku uczuć, lecz z lęku przed utratą autonomii. Po latach funkcjonowania w związkach, w których granice były naruszane, dojrzałe osoby zaczynają szczególnie chronić swoją niezależność emocjonalną. Relacja „bez etykiety” pozwala być blisko, nie rezygnując z poczucia kontroli nad własnym życiem.

Relacje nawiązywane przez portal randkowy lub aplikację randkową dodatkowo wzmacniają ten mechanizm. Randkowanie online sprzyja stopniowemu zbliżaniu się bez konieczności natychmiastowego definiowania relacji. Możliwość poznawania drugiej osoby etapami daje poczucie bezpieczeństwa tym, którzy nie chcą powtarzać dawnych błędów.

Po czterdziestce wiele osób ma już jasno określone życie zawodowe, rodzinne i społeczne. Relacja przestaje być centrum tożsamości, a staje się jej częścią. Brak etykiety pozwala zachować równowagę między bliskością a innymi obszarami życia, bez presji podporządkowania wszystkiego jednemu związkowi.

Psychologicznie relacje „bez etykiet” są często formą adaptacji do wcześniejszych strat. Osoby, które doświadczyły rozpadu długoletnich związków, zdrad lub nagłego zerwania, uczą się nie przywiązywać do formy, lecz do jakości kontaktu. Deklaracje stają się ryzykowne, ponieważ w przeszłości nie chroniły przed bólem.

W świecie serwisów randkowych dla dojrzałych użytkowników brak etykiety bywa też świadomą strategią selekcji. Zamiast deklarować związek, ludzie obserwują, jak druga osoba funkcjonuje w czasie. Czy jest obecna emocjonalnie, czy potrafi rozmawiać o trudnych sprawach, czy respektuje granice. Relacja rozwija się bez presji definicji, ale niekoniecznie bez zaangażowania.

Dojrzałe osoby częściej niż młodsi partnerzy rozróżniają deklarację od rzeczywistej bliskości. Wiedzą, że nazwanie relacji nie gwarantuje jej trwałości. Dlatego skupiają się na codziennym doświadczeniu bycia razem, zamiast na formalnym statusie. Relacja „bez etykiety” staje się przestrzenią testowania, a nie ucieczki.

Unikanie deklaracji bywa także reakcją na społeczne oczekiwania. Po czterdziestce związek przestaje być prywatną sprawą, a zaczyna rodzić pytania o wspólne mieszkanie, finanse, przyszłość i zobowiązania. Dla wielu osób brak etykiety oznacza ochronę przed presją otoczenia, które szybko domaga się konkretnych decyzji.

W relacjach zapoczątkowanych przez aplikacje randkowe po 40 często spotykają się osoby o podobnym poziomie ostrożności. Oboje chcą bliskości, ale oboje boją się jej konsekwencji. Relacja rozwija się więc w półcieniu, bez jasnych definicji, ale z realnym zaangażowaniem emocjonalnym.

Warto zauważyć, że relacje „bez etykiet” nie zawsze są relacjami powierzchownymi. Często są bardziej świadome i uważne niż te formalnie nazwane. Brak deklaracji zmusza do ciągłej komunikacji, sprawdzania potrzeb i granic, zamiast opierania się na samym statusie.

Dojrzałość emocjonalna polega tu na zdolności do bycia w relacji bez gwarancji. Dla wielu osób po czterdziestce jest to jedyny sposób, by w ogóle odważyć się na bliskość. Etykieta przestaje być celem, a staje się ewentualnym efektem procesu, który musi dojrzeć we własnym tempie.


Relacje „bez etykiet” po czterdziestce często ujawniają napięcie pomiędzy potrzebą bliskości a potrzebą bezpieczeństwa emocjonalnego. Dojrzałe osoby nie unikają relacji jako takich, lecz unikają sytuacji, w których mogłyby utracić kontrolę nad własnym życiem. Deklaracja przestaje być wyrazem miłości, a zaczyna być postrzegana jako punkt, po którym trudno się wycofać bez poczucia winy.

W tym wieku unikanie etykiet bywa bezpośrednio związane z wcześniejszymi doświadczeniami utraty. Osoby, które inwestowały emocjonalnie przez wiele lat, a mimo to doświadczyły rozpadu związku, uczą się, że formalne deklaracje nie chronią przed bólem. Relacja „bez nazwy” staje się więc sposobem na bycie blisko bez oddawania całej odpowiedzialności za własne emocje drugiej osobie.

W relacjach zapoczątkowanych przez portal randkowy często dochodzi do spotkania ludzi o podobnym poziomie ostrożności. Każdy z nich wnosi swoją historię, swoje blizny i granice, które zostały zbudowane nie z lęku, lecz z doświadczenia. Brak etykiety pozwala na stopniowe odsłanianie się, bez presji natychmiastowego zdefiniowania przyszłości.

Psychologicznie relacje bez deklaracji pełnią często funkcję bufora. Dają przestrzeń na sprawdzenie, czy bliskość jest bezpieczna, zanim zostanie nazwana. Dla wielu osób po czterdziestce nazwanie relacji oznacza uruchomienie oczekiwań, które wcześniej prowadziły do konfliktów, kontroli lub emocjonalnego przeciążenia.

W świecie aplikacji randkowych relacje „bez etykiet” bywają też reakcją na nadmiar wyboru. Świadomość istnienia alternatyw nie zawsze oznacza chęć ich wykorzystywania, ale zwiększa ostrożność w zamykaniu się w jednej definicji. Dojrzałe osoby częściej chcą mieć pewność, że relacja rzeczywiście odpowiada ich potrzebom, zanim nadadzą jej nazwę.

Warto zauważyć, że unikanie deklaracji nie zawsze jest symetryczne. Często jedna strona czuje się komfortowo w relacji „bez etykiety”, druga zaczyna odczuwać niepewność. Po czterdziestce takie napięcie bywa szczególnie bolesne, ponieważ dotyka lęku przed zmarnowaniem czasu i emocji. Brak nazwy zaczyna być interpretowany jako brak zaangażowania, nawet jeśli realne zachowania partnera temu przeczą.

Relacje budowane przez serwisy randkowe sprzyjają takiej ambiwalencji. Ludzie uczą się funkcjonować w półotwartym stanie, gdzie bliskość istnieje, ale nie jest formalnie potwierdzona. Dla jednych to przestrzeń wolności, dla innych źródło napięcia. Kluczowe staje się to, czy brak etykiety jest świadomym wyborem obu stron, czy strategią jednej osoby.

Dojrzałość emocjonalna w relacjach bez etykiet polega na umiejętności nazywania potrzeb bez wymuszania deklaracji. Osoby po czterdziestce coraz częściej rozumieją, że presja prowadzi do wycofania, a nie do zaangażowania. Zamiast pytać „kim jesteśmy”, zaczynają pytać „jak się czujemy w tej relacji”.

W relacjach rozpoczętych przez aplikacje randkowe po 40 brak etykiety bywa też formą ochrony przed społecznymi konsekwencjami związku. Nazwana relacja uruchamia pytania o wspólne plany, przyszłość i zobowiązania. Dla wielu dojrzałych osób to nie sam związek jest problemem, lecz oczekiwania, które pojawiają się wokół niego.

Unikanie deklaracji bywa również sposobem na zachowanie równowagi pomiędzy bliskością a samotnością. Po czterdziestce wiele osób nauczyło się żyć samodzielnie i nie chce rezygnować z tej kompetencji. Relacja „bez etykiety” pozwala być z kimś, nie tracąc poczucia własnej tożsamości.

Warto jednak zauważyć, że relacje bez nazwy wymagają wyjątkowo wysokiego poziomu komunikacji. Brak etykiety nie zwalnia z odpowiedzialności za emocje drugiej osoby. Jeśli jedna strona cierpi z powodu niepewności, a druga ignoruje ten sygnał, relacja przestaje być bezpieczna, niezależnie od swojej formy.

W relacjach zapoczątkowanych przez internetowy portal randkowy kluczowe staje się więc nie to, czy relacja ma nazwę, ale czy ma jasne zasady i wzajemny szacunek. Deklaracje mogą przyjść później lub nie przyjść wcale, ale dojrzałość polega na tym, by żadna ze stron nie czuła się zawieszona w niepewności.

Relacje „bez etykiet” po czterdziestce są często wyrazem głębokiej świadomości własnych granic. To nie ucieczka przed bliskością, lecz próba zbudowania jej w sposób, który nie powiela dawnych schematów. To, czy taka relacja okaże się trwała, zależy nie od nazwy, ale od gotowości do bycia obecnym emocjonalnie — nawet bez formalnych deklaracji.