To co zabija od środka, czyli toksyczne relacje
Często człowiek dopatruje swoich dolegliwości fizycznych w pogorszeniu stanu zdrowia, doszukuje się różnych chorób, gdyż otrzymuje wyraźne bodźce płynące z organizmu między innymi nawracające bóle głowy, zawroty głowy, mdłości, bóle brzucha, uczucie ściskania w okolicach pod żebrowych, nieuzasadnione pocenie się będące nienaturalną rekcją gdyż występuje nawet gdy jest zimno, nocne duszności, kołatania serca, szybkie meczenie się, bóle stawów, drżenie rąk, bezsenność i wiele podobnych, które jak najbardziej mogą mieć związek z rozwijającym się stanem chorobowym w naszym organizmie, lecz co w sytuacji kiedy przerażeni udajemy się do lekarza wykonujemy kolejne specjalistyczne badania które, nie dają odpowiedzi na nasze dolegliwości?, co więcej wyniki mamy dobre a czujemy się jak: „zużyty worek na kartofle”
Bardzo sceptycznie podchodzimy do uświadomienia sobie że, ludzie generują w sobie ogromne pokłady energetyczne której niewidzialne wiązki skierowane w naszą stronę i mogą mieć niewyobrażalne skutki w zależności czy jest to pozytywny wpływ czy negatywny, wmawiamy sobie że, to na nas nie ma wpływu, że jesteśmy silni, odporni, nie myślimy o tym, nie poświęcamy temu cennego czasu, a tymczasem nasze samopoczucie w wyraźny sposób ulega pogorszeniu.
Stosunki jakie mamy z innymi ludźmi zwłaszcza toksyczne relację mogą doprowadzić człowieka do całkowitej wewnętrznej ruiny, zwłaszcza gdy sytuację wymuszają na nas obcowanie z takimi ludźmi przez większość czasu, nawet gdy zakończymy z jakiegoś powodu relacje która, trwała latami gdzieś tam w nas jej destrukcyjny wpływ na nas pozostaje, co ma swoje odbicie w rzeczywistości którą chcemy kreować na nowo, lecz nie do końca nam to wychodzi, mówimy sobie: „nowy początek, po co mam dźwigać za sobą ten ciężki bagaż?, przecież już go nie ma”, a jednak coś nam uwiera i nie pozwala oczyścić umysłu na tyle by, czuć się pewnie i swobodnie, by móc realizować nowy plan bez balastu z przeszłości.
Najgorsza sytuacja ma miejsce wówczas gdy mamy świadomość że, relacja z takim człowiekiem źle wpływa na nas, lecz z jakiś powodów jej nie przerywamy, bo boimy się utraty tego co już mamy, dochodzi do tego poczucie że, bez tej osoby sobie nie poradzimy, bo to właśnie dzięki niej „mamy co mamy”, i to są właśnie najgorsze sidła w jakie wpadamy - sidła oprawcy, który znalazł takie narzędzia manipulacyjne dzięki którym wie że, może nas w każdy sposób kontrolować a my i tak się nie sprzeciwimy, bo bycie w takim środowisku z takimi ludźmi o cechach wampira emocjonalnego odbiera człowiekowi poczucie wartości a tym samym odwagę przeciwstawienia się a tym samym oprawcy zwiększa poczucie władzy nad nami, i on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Odczłowieczanie postępuje jak wirus, już od kilku dobrych lat, w przerażającym tempie przybywa osób z zaburzeniami psychicznymi, fobiami, lękami społecznymi, itp., problem jest poważny, bo dotyka coraz więcej dzieci, można zweryfikować to przyglądając się chociażby przepełnieniem w szpitalach psychiatrycznych dla dzieci w których już dziś ciężko o miejsce,( nie do wyobrażenia kiedyś- sześciolatek z chorobą psychiczną…) brakuje specjalistycznej opieki, wsparcia, a przed wszystkim brakuje człowieka w człowieku, oddanego, z powołaniem, z bezinteresownością, doprowadziliśmy do czasów regresu - transformacji człowieka w ślepego, głuchego i totalnie obojętnego wobec drugiego istnienia, nie radzimy sobie z otaczającym nas światem, ulegliśmy wpływom, poginą tak naprawdę za niczym, dopuściliśmy do siebie na własne życzenie mechanizm który, wyniszcza uważając „to” jako coś dobrego, pomocnego nam, jako postęp, a tym czasem jest to nasza własna wyprodukowana przez nas samych broń, która stopniowo niszczy, czyniąc, i tak już posunięte spustoszenia, lecz w presji życia jaką sobie narzuciliśmy ( dobrowolnie) nie widzimy jeszcze tego tak wyraźnie, bo brakuje nam spokoju by to dojrzeć, aż do momentu gdy przyjdzie kryzys, my sami sobie robimy krzywdę, której skutki pociągają za sobą spójny łańcuch niekończących się nieszczęść.
Charakterystyczne cechy ludzi toksycznych:
- zazwyczaj są to ludzi o pesymistycznym nastawieniu, często narzekają na wszystko, potrzebują tłumu odbiorców, czyli słabszych od siebie,
- nie interesuję ich co mówisz - nie słuchają, lekceważą zdanie innych,
- to oni mają najgorzej w życiu nie ty,
- zawsze znajdą powód do krytyki,
- oceniają bez postawnie,
- dopisują nieistniejące scenariusze pod adresem osoby przez nich szykanowanej, plotkują za plecami,
- zazwyczaj są obojętni wobec cierpienia, problemów danej osoby,
- zawsze mają rację,
- sprawnie manipulują otoczeniem by uzyskać zamierzony efekt, często ubierają „maski” pod daną sytuację, czy osobę, potrafią idealnie dopasować się do nowego środowiska jak kameleon,
- wobec nowo poznanych osób są nadzwyczaj uprzejmi zwłaszcza gdy mają jakiś ukryty zamiar
- potrafią upokarzać publicznie, wywierać emocjonalny nacisk,
- odwołują się często do wrażliwego sumienia danej osoby,
- przekonują o swojej racji,
- nastawiają innych przeciwko osobie która, nie poddaje się wpływom oprawcy,
-wykazują cechy socjopatyczne,
- nie obchodzi ich stan zdrowia, i samopoczucie, nawet odczuwają pewien rodzaj satysfakcji z powodu niepowodzeń i porażek innych,
- szybko wpadają w złość,
- udają przyjaciela, by w odpowiednim czasie zakończyć przyjaźń zwłaszcza jak mają jakiś cel związany z daną osobą ( korzyść, coś mogą uzyskać )
- stale kontrolują wszystko, ( to on decyduje gdzie jechać, co kupić, jak się masz ubrać, co ci pasuje co nie, jak masz się czuć, on wie najlepiej czego potrzebujesz- ty się nie znasz na niczym),
- poczucie władzy nad kimś dodaje mu pewności siebie,
- narcystyczna osobowość,
- charakterystyczną cechą takich osób jest gadatliwość, są mówcami doskonałymi, nawet jeżeli o czymś nie mają pojęcia to zachowują się jakby byli chodzącą encyklopedią, na wszystko mają odpowiedź, nawet jeżeli nie mają pojęcia o czymś to i tak sprawiają takie wrażenie co daje komiczny z reguły efekt ale nie dla nich: on się zna, on był, on doświadczył, on wszystko ma, jest najmądrzejszy, elokwentny itd.
Jak obronić się przed toksycznymi ludźmi?
Nie obwiniaj siebie, nie daj dojść negatywnym myślom do głosu, nie inwestuj w takiego człowieka żadnych wyższych uczuć, nie otwieraj się przed takim człowiekiem, bo wykorzysta twoją słabość jako sprawne narzędzie przeciwko tobie, nie nabieraj się na postanowienia, przyrzeczenia poprawy ze strony takich osób, to są tylko chwyty manipulacyjne, tacy ludzie nie cierpią sprzeciwu, nie szanują indywidualności danej jednostki dlatego głośno wyrażaj swoje zdanie – nie bój się, niech cię słyszą! Taki człowiek z reguły myśli że, jesteś za słaby by się przeciwstawić, bo ma takie zdanie o tobie które, sam sobie wyrobił bezpodstawnie. Jeżeli jesteś w stanie a powinieneś być, unikaj takich ludzi, kończ nie zdrowe relacje, gdyż z własnego doświadczenia mogę stwierdzić nic tak człowieka nie rujnuje jak kontakt i życie z człowiekiem toksycznym, jest to gorsze od fizycznej choroby gdyż wiesz jak leczyć taką chorobę, nawet jeżeli toksyczna relacja została zerwana to jej skutki odczuwalne są bardzo długo i w sposób widoczny komplikują codzienne funkcjonowanie i powrót do względnej normalności której, człowiek bardzo pragnie.
Jest takie stwierdzenie:
„że należy być wdzięcznym za wszystkich trudnych ludzi na naszej drodze, gdyż on sprawili że, wiesz kim na pewno nie chcesz być”
Zwrócicie uwagę na to, jak traktujecie swoje dzieci, siebie nawzajem, współpracowników, napotkanych przypadkowych ludzi, zwróćcie uwagę i reagujcie na wszystko to co sprawia wam ból i przyczynia się do poczucia bezsilności, rezygnacji, a wystarczy naprawdę tak nie wiele by drugiemu człowiekowi przywrócić wiarę w sens, dać nadzieje, i uczynić życie nieco lżejszym, bardziej kolorowym, bezpiecznym.
„Przecież jest jedno niebo, jedno słońce które, świeci jednakowo dla każdego, cieszmy się nim i ogrzewajmy w jego blasku, a gdy przyjdą chmurne deszczowe dni zachowajmy słońce w sobie i pozwólmy schronić się pod naszym parasolem tym którym tego ciepła brakuje”
Szekspirowski bohater, odczuwając melancholię, Danię nazywa “więzieniem”; Hamlet dziś zostałby zupełnie zmarginalizowany w swej opinii - to kraj ludzi najszczęśliwszych na świecie, co zgodnie podają wszelkie rankigi i badania ludzkiego szczęścia. W tym nieodległym od nas przytulnym kraju życie jest “hyggelig” - właśnie tak ciepłe i miękkie, jak trudna wymowa tego pojęcia, które powinno się wymawiać jak “hu/ygr”. Nie ma dosłownego tłumaczenia tego, czym jest “hygge” - nie jest to ani po prostu szczęście, ani tym bardziej modna dziś “uważność” czy “dobrostan” (z ang. wellness/wellbeing) i związany z tym nieomal “przemysł szczęścia”. Słowo ma bowiem wiele odcieni znaczeniowych, z których najbardziej centralne jest “błogość, zaowolenie, przyjemna chwila, dobry nastrój, miła atmosfera, opieka, poczucie bezpieczeństwa”. To swoisty zlepek znaczeniowy, który grozi tym, że w pewnym momencie wszystko, co pozytywne staje się “hygge” - i tak mamy “hygge-mieszkania” i cały przemysł dizajnersko-wnętrzarski, “hygge-modę” i topowe blogi modowe o ubraniach skandynawskich i duńskich szczególnie, “hygge-przedmioty” - zwłaszcza nastrojowe świeczki zapachowe, ledowe, dyskretne boczne oświetlenie do kuchni czy łazienki albo salonu - najbardziej “hyggowych” miejsc w naszych mieszkaniach i domach. Co to właściwie jest to “hygge” i jak je rozumieć?
Doświadczaliście je Państwo nie raz: proszę sobie wyobrazić, że leżycie na plaży nad egzotycznym morzem na wyspie z palmami, w ręku trzymacie gin z tonikiem, na kolanach leży fascynująca lektura, a dokoła są uśmiechnięci ludzie; czas przyjemnie zwalnia, nie trzeba sie nigdzie spieszyć, telefon jest wyłączony i nie ma z “tyłu głowy” żadnych zleceń firmowych “na wczoraj”; to wtedy są kameralne momenty, kiedy można przeżyć “hygge”. Jest przeciwieństwem nie tylko stresującego trybu życia, ale i stresującej mody na “zdrowy tryb życia” (gin z tonikiem), a także “techniki motywacyjne i aktywizujące” oraz wszelka stresująca “praca z ciałem”. Nic-nie-robienie nie jest łatwe - gdy współczesny człowiek jest niemal zrośnięty z telefonem, tabletem i laptopem, bardzo trudno początkowo przestawić się na tryb “off-line”, zwolnić, zatrzymać się, przystanąć…
Skąd wzięła się moda na hygge, czyli duński sposób na odwiecznie i w wielu przypadkach stale nas zawodzące i rozczarowujące szczęście doczesne? Dania to mały kraj, z sześcioma milionami ludności, niskim bezrobociem, rozbudowaną siecią świadczeń socjalnych, z niewielkimi różnicami między najlepiej i najgorzej zarabiającymi, a przy tym specyficznym klimatem społecznym, gdzie w obliczu wielu zawieruch dziejowych bardziej niż rywalizacja liczą się współpraca, społecznikostwo, utrzymywanie zdrowych relacji sąsiedzkich i rodzinnych; gdzie polityka nie ingeruje tak bardzo w prywatne przestrzenie. Dania ma przez połowę roku chłodną pogodę, stąd Duńczycy częściej spędzają w domu, skąd dzięki technologii mogą wykonywać pracę zdalną; więzi rodzinne są mocniejsze, a zamiast indywidualnej ścieżki “samospełnienia” liczy się nastawienie na potrzeby bliskich i empatia, którą przejawiają w wysokim stopniu.
Ludzkość od samych początków istnienia, nadal mimo wysiłków nauki spowitych tajemnicą, poszukiwała recepty na “wieczne szczęście”, eliksir młodości, a nawet alchemiczny kamień nieśmiertelności. Filozofowie i prorocy bardzo podobnie pojmowali los ludzki jako ciężki, lokując złote czasy w mitycznym edenie lub w krainie złotego eldorado; dopiero później sformułowano maksymę “carpe diem”, czyli “łap chwilę”, żyj i ciesz się z małych rzeczy. Zamiast wielkich czynów wojennych czy w dziedzinie sztuki, rozpoczęto poszukiwanie szczęścia w małych, drobnych sprawach codzienności; taki właśnie jest “hygge” - drobne przyjemności, miłe niespodzianki sprawiane najbliższym, wśród których Duńczycy spędzają o wiele więcej czasu niż reszta Europy.
Samo słowo wywodzi się ze staronordyckiego i pierwotnie oznaczało tam “myśleć” lub “być zadowolonym”; potem poprzez język norweski w XIX wieku zostało przejęte przez kulturę duńską i od razu stało się hasłem wywoławczym dla różnych bardzo spraw, które łączy jedno - mają nieść błogość, spokój i zadowolenie, nie mające jednak nic wspólnego z poszukiwaniem skrajnych doznań (ekstazy, rozkoszy), lecz raczej ze swobodną medytacją nad płynącą wolno rzeką, zachodzącym z wolna słońcem czy cieknącym i lekko szeleszczącym kranem, którego nie trzeba od razu reperować.
Zjawisko “hygge”, tak naturalne dla Duńczyków, jak wolność dla Amerykanów czy specyficzne zwyczaje kulinarne Włochów, staje się zrozumiałe, gdy popatrzymy szerzej: ludzie nie chcą już - jak w średniowieczu - czekać na sławę pośmiertną albo nawet nagrodę w zaświatach, lecz czuć się spełnionymi już “tu i teraz”; na temat szczęścia wiele napisano, a najważniejszym kontekstem dla “hygge” jest z jednej strony wspomniane hasło “carpe diem”, mające starożytny rodowód, jak i romantyczne filmy z nieodzowną atmosferą na kolacji przy świecach we dwoje; to jednak jeszcze nie tłumaczy swoistości tego, co pod pojęciem “hygge” rozumieją sami zainteresowani. Po pierwsze, oni sami dziwią się, że tak trudno Europejczykom zrozumieć, że hyggelig nie łączy się ani trochę z postawą konsumocyjną, a tym bardziej - hedonistyczną. Prędzej ze stoicką mądrością w przyjmowaniu i akceptacji drobnych przyjemności, które niesie nie życie oglądane w całości, lecz każdy jeden dzień z osobna. Jednak i to nie jest wyróżnikiem hygge, ponieważ każdy naród ma swoje “hygge” - i tak np. dalekowschodnia sztuka parzenia herbaty i związany z tym wielogodzinny nieraz rytuał czy brazylijskie świętowanie karnawału to też odpowiedniki bycia w hygge; jednak specyficzne dla Duńczyków jest co innego: wspólne spędzanie dużej ilości czasu, niezależnie od przeszków i trudności w relacjach, bez względu na trudną nieraz w Danii pogodę i klimat; to sztuka bycia razem bez ciążącego uczucia, że “trzeba już iść”, coś załatwić, albo usiąść ze słuchawkami i zanurzyć się w muzyce; zamiast tego Duńczycy słuchają muzyki razem, a pomaga im w tym sieć małych, nastrojowych karczm i gospod, gdzie można zjeść regionalne i zdrowe posiłki, i popatrzeć bez robienia niczego na rozciągający się za oknem elegijno-melancholijny nieco pejzaż, pełen łąk i wrzosowisk.
Żeby zrozumieć, dlaczego Duńczykom udaje się to, czego nie udaje się nawet sąsiadom, trzeba wyjaśnić, że kraj jest mały, co sprzyja poczuciu wspólnoty i zbudowanej na wspólnych kodach kulturowych tożsamości narodowej; Duńczycy są przywiązani do dobrych tradycji, a zarazem otwarci na wszystko, co nowoczesne; z jednej strony z Danii płynie rzeka mleka i wyjeżdża w świat świetne masło, do kultury krajów ościennych przenika literatura (Hans Christian Andersen był Duńczykiem), a z drugiej - to świetnie zorganizowane państwo, mimo najwyższego poziomu podatków, które umożliwiają utrzymanie małej grupy bezrobotnych z daleka od śladowej szarej strefy, państwo rzeczywiście przyjazne obywatelom. Stąd tak chętnie odwiedzane przez Niemców czy Szwedów.
Ciężko określić, czym w istocie jest miłość. Nie podobna w sposób jawny przytoczyć jednej, słusznej definicji. Nie każdy nawet wierzy w realność tego uczucia. Nie każdy może powiedzieć, że tego doświadczył. A jeśli już- niestety nie zawsze musi być to miłość szczęśliwa. Świat to swoista loteria. Dziś możesz twierdzić, że na pewno się już nie zakochasz, bo przecież to dla mięczaków, a jutro poznać osobę, która od pierwszego wejrzenia zachwieje całym Twoim życiem. Warto podchodzić do swoich emocji z dystansem i nie angażować się zbytnio (zwłaszcza na początku relacji, gdy jeszcze nie wiemy, dokąd zmierza), w to, co niepewne, by nie żałować potem, że przez to ucierpieliśmy. Z drugiej strony- nie zamykajmy swoich serc na miłość. To największy błąd ze wszystkich. Czymże jest bowiem życie bez przeżywania pięknych emocji? Szarą, zimną pustynią. To tak, jak z porami roku- jeśli żyjesz w klimacie, w którym jest tylko lato, albo tylko zima- masz już dość rutyny. Nic nadzwyczajnego nie sprawia, że życie nabiera barw. Natomiast jeśli lato przeplata się z zimą- niecierpliwie czekasz na słoneczne dni i je doceniasz. Nie nastawiaj się więc, że wszystko w życiu pójdzie gładko. Być może zostaniesz zraniony/a kilka razy, by umieć doceniać to, co kruche. By cieszyć się podwójnie, kiedy już trafisz na osobę, z którą uda Ci się stworzyć naprawdę dobry związek. Skąd mamy wiedzieć, że to właśnie ta osoba? Nic nie da Ci pewności, ale uważna obserwacja to już wiele, ponieważ na jej podstawie można wyciągać wnioski i określić z dużym prawdopodobieństwem, czy Twoja obecna relacja zmierza w stronę czegoś głębszego. Wątpić jest rzeczą ludzką. I równie ludzkie jest dążenie do rozwiania tych wątpliwości. Zaufanie to klucz do szczęśliwego związku, ale przecież nie możesz wierzyć drugiej osobie w ciemno. Piszę więc ten artykuł, by ukoić wszystkie strudzone wątpliwością serca. Oto pięć cech prawdziwej miłości. Nie myśl, że na sto procent powiedzą Ci, czy osoba, z którą jesteś, faktycznie czuje do Ciebie to, co Ty do niej, bo jak wiadomo, każdy jest różny i inaczej to okazuje. Jednak dla lwiej części tej społeczności pewne standardy zostają zachowane. Oto one:
Skupienie....
Jest to fakt nie do podważenia- zawsze koncentrujemy uwagę na tym, co dla nas istotne. Tak więc poszukaj u swojej drugiej połówki symptomów świadczących o tym, że jesteś sporym kawałkiem jej życia, że zajmujesz jej myśli, a jej czyny oscylują wokół dbania o wasze wspólne dobro. Każdy nieco inaczej będzie się zachowywał, kiedy już wpadnie w sidła miłości, nieco inaczej przejawiał zainteresowanie, ale elementem wspólnym jest właśnie to, że czujesz, że do Ciebie lgnie. Jeśli od razu po pobudce pisze do Ciebie słodkie smsy albo wiadomości na messenger- to jest to. Jeśli pyta, jak się czujesz, a jeżeli czujesz się źle- pragnie Cię pocieszyć- tak, możesz przypuszczać, że są w to zaangażowane głębsze uczucia. Jeśli chce wam zorganizować jakieś atrakcje, byście razem spędzili wolny czas, chce przedstawić Cię rodzinie, zaprasza na domówkę do swoich znajomych, nalega, byście razem wykonywali jej/jego lub Twoje hobby- to jawny znak, że bardzo wczuł się w relację z Tobą. Jeśli nieco zmienił swój imprezowy tryb życia, by więcej weekendów spędzić z Tobą na oglądaniu komedii romantycznych, aniżeli w klubie- znalazłaś najpewniej swojego jedynego. Jeśli ona zaczęła czytać książki, które Ty lubisz, a sama wcześniej za nimi nie przepadała- dla kogóż innego by to robiła, jeśli nie dla Ciebie? Wyjście z ram swojej rutyny to nie takie łatwe zadanie, jakby się mogło wydawać. Zmiana swojego życia tak, by miało podobny rytm do Twojego, zawsze wymaga sporej motywacji. Jeśli więc widzisz, że osoba, którą kochasz, dobrowolnie skupia się na Tobie i działa w takim kierunku, byście mieli więcej wspólnych tematów, więcej chwil spędzonych razem i więcej powodów, by się kochać- wiedz, że to jest relacja, której szukasz.
Swoboda...
Osoby, przy których czujemy się w pełni naturalnie i możemy być sobą, to na ogół takie osoby, z którymi mamy szczególnie głęboką i trawą więź. Nic bowiem tak nie męczy, jak stwarzanie pozorów. A przez zatrważająco dużą część swojej doby właśnie to robimy- udajemy nieco innych, niż jesteśmy naprawdę. Wychodzisz do pracy- zakładasz maskę pracownika. Wykonujesz określone zadania, dostosowujesz się do określonych ludzi i norm, działasz pod dyktando szefa. Idziesz na kolację z dalszą rodziną- zakładasz maskę szczęśliwego kuzyna/kuzynki. Starasz się nawiązać rozmowę, nawet jeśli temat średnio Cię interesuje, jesz nożem i widelcem, bo wypada. Wciągasz brzuch, powstrzymujesz się od opowiedzenia sprośnego żartu, być może nawet przeklinasz mniej. Słowem- ciągle sprawiasz jakieś wrażenie. I tylko przy naprawdę bliskich osobach otwierasz się całkowicie. Mówisz o tym, co Ci leży na sercu. Nie wstydzisz się emocji. Nie powstrzymujesz naturalnych odruchów. Wiesz bowiem, że ktoś kocha Cię za to, jaką osobą jesteś. I że nic co ludzkie, nie jest mu/jej obce. Jeśli więc Ty i obiekt Twej miłości czujecie się przy sobie swobodnie i bez skrępowania poruszacie nawet tematy "tabu", jeśli śmiejecie się nieraz z infantylnych rzeczy- jest to poważny znak świadczący o tym, że to prawdziwa miłość.
Akceptacja...
Oczywiście wszyscy mamy coś, co możemy w sobie poprawić, by być lepszą wersją samych siebie, co przełoży się na lepszy związek. I jest to naprawdę godne pochwały, jeśli dostrzegasz swoje wady, a ponadto wdrażasz odpowiednie kroki, by je zwalczać. Gdy Twój partner robi to samo- super. Jeśli jednak widzisz, że druga strona na siłę chce Cię w całości zmienić, bo niemal wszystko jej nie pasuje- miej się na baczności. Tak czy inaczej, nie będziesz przecież obracał swojego temperamentu o całe 180 stopni tylko po to, by dostosować się do tej osoby. Zbyt drastyczne zmiany mogą nie utrzymać się na długo, a ponadto kosztują nas mnóstwo wysiłku, więc jeśli jesteś flegmatykiem, a ta osoba mówi, że Twoje powolne tempo wykonywania czynności doprowadza ją do szału, możesz się starać i starać, ale cholerykiem raczej nagle nie zostaniesz. A jeśli już- sam będziesz się czuł nieswojo w "innej skórze" i mogą wyniknąć nieprzyjemności. Zrozumienie i pokochanie drugiej osoby taką, jaka jest, to prawdziwy skarb. Zadaj sobie pytanie- czy chciałbym żyć z nią w związku, jeśli całe życie będzie taka jak teraz? Jeśli odpowiadasz twierdząco- znakomicie. Jeśli natomiast łudzisz się, że coś w sobie zmieni, bo jej każesz po ślubie- możesz się rozczarować. Tak samo w sytuacji, gdy to ta osoba nieustannie przyczepia się o Twoje wady i żąda, byś się zmienił/a. Jeszcze gorzej, gdy sama nic od siebie nie daje i nie wykazuje żadnych starań, by pójść na kompromis, bo to przecież Ty masz być niczym elastyczna gumka recepturka. Tylko że nawet najbardziej rozciągliwa gumka w końcu pęknie, gdy przeginasz. Aby poprawić chociaż jedną swoją cechę, musisz włożyć w to swoją uwagę, energię i czas. Więc zmiana całego charakteru absolutnie nie wchodzi w grę. Jeśli kochacie siebie pomimo różnic i świadomości, że nie jesteście ideałami- to będzie udany związek. Jeśli natomiast stale się szarpiecie i wymagacie czegoś od siebie- może być ciężko. Warto również zaznaczyć, że istnieje szereg cech, które nie są ani wadami, ani zaletami. Na przykład, jeśli jesteś introwertykiem i wolisz spędzić wieczór w domu, czytając książkę, a Twoja dziewczyna na siłę wyciąga Cię na domówkę, bo woli bawić się wśród ludzi- nie można powiedzieć, że któreś z was ma lepsze preferencje, a któreś gorsze. Jeśli jedna strona myśli, że tylko ona ma rację, bo przecież jej postawa jest "naturalna", a Ty tylko wydziwiasz- mogą wynikać nieporozumienia. W sytuacji, gdy się nie zgadzacie- możesz ustąpić i zrobić jej tę przyjemność, ale zaznacz, że następnym razem Ty wybierasz, jak spędzacie czas wolny. Bo przecież nie chodzi o to, by jedna osoba dla drugiej nagle się kompletnie przestawiała, ale raczej o obustronny kompromis. I przede wszystkim- zrozumienie. Jeśli czujesz, że nie brak go w Twoim związku- gratulacje. To znak, że żywicie do siebie szczerą miłość.
Rozwój...
I przede wszystkim- prawdziwą miłość najlepiej poznać po tym, że nas rozwija. W przeciwieństwie do toksycznych związków, które ciągną ludzi w dół, związki zdrowe powodują obustronne wzrastanie. Spójrz na swoje życie w dłuższej skali czasu. Czy jesteś szczęśliwszy/a, niż wtedy, gdy nie byliście jeszcze razem? Czy czujesz, że Twoja pewność siebie wzrosła, że czujesz wewnętrzny spokój, którego kiedyś być może Ci brakowało, albo że realizujesz się zawodowo? Ktoś, kto nas naprawdę kocha, cieszy się naszymi sukcesami i nam kibicuje, bo wie, że im lepszą osobą się stajemy, tym szczęśliwsze jest życie. Tak więc uważaj na osoby, które podcinają Ci skrzydła. Na te, które mówią, że Twoja pasja jest głupia lub że nic nie daje. Na smutnych i zgorzkniałych, którzy zamiast pomóc Ci zajść dalej, blokują Ci drogę. Ktoś, kto jest w związku tylko dla realizacji własnych celów, jak na przykład potrzeba bezpieczeństwa, a nie z prawdziwej miłości, będzie chciał być lepszy, niż Ty. Wszystko po to, by mieć pewność, że nie odejdziesz. Być może nawet nic nie zrobi w tym kierunku, by samemu wspiąć się na wyżyny, a zechce sprawić, że Ty podupadniesz. Zrani Cię niemiłym słowem, będzie wyśmiewać, okazywać brak szacunku. A gdy z tego powodu poczujesz się źle- nazwie Cię słabeuszem, by jeszcze bardziej obniżyć Twoją pewność siebie. Oczywiście nie każdy nieszczerze kochający robi to w tak jawny sposób. Wiele osób nie zauważa, że druga połówka ciągnie je w dół, bo pada ofiarą manipulacji. Musisz więc zachowywać czujność i analizować to, czy związek Cię buduje, czy osłabia. Jeśli stajesz się lepszą osobą- możesz śmiało twierdzić, że to dobra relacja