Koniec długoletniego związku, niezależnie od okoliczności, w jakich nastąpił, jest doświadczeniem granicznym, które przewartościowuje niemal każdy aspekt codzienności. Po latach życia w diadzie, w której rytm wyznaczały wspólne przyzwyczajenia, cele i kompromisy, rzeczywistość singla okazuje się terytorium nie tyle nowym, co kompletnie obcym. I choć z czasem w sercu pojawia się ciche pragnienie, by znów poczuć motyle w brzuchu, usłyszeć czyjś śmiech przy śniadaniu czy po prostu zasnąć w ramionach drugiej osoby, droga powrotna do świata randek usłana jest dziesiątkami pytań i lęków. Gdzie właściwie szukać? Czy zasady flirtu się zmieniły? Czy moje ciało po latach i po ewentualnych ciążach jeszcze się komuś spodoba? Czy ja w ogóle potrafię jeszcze z kimś flirtować? Te wątpliwości są naturalne i dotyczą praktycznie każdego, kto staje przed wyzwaniem, jakim jest randkowanie po długiej przerwie. To nie jest zwykły powrót do gry – to budowanie swojej tożsamości od nowa, już nie jako "czyjaś druga połowa", ale jako samodzielna, pełnoprawna jednostka, która ma prawo szukać szczęścia.
Pierwszym i fundamentalnym krokiem w tym procesie jest udzielenie sobie odpowiedzi na pytanie, które zadaje sobie każdy po rozstaniu: czy to już ten moment? Czy jestem gotowa lub gotów, by wejść w nową relację? Presja otoczenia potrafi być w tym względzie myląca. Z jednej strony znajomi mogą namawiać: "Najlepsze, co możesz zrobić, to poznać kogoś. Idź na randkę, nie myśl o przeszłości, zacznij od nowa!". Z drugiej strony pojawiają się głosy przestrzegające: "Nie rób tego. Daj sobie czas. Musisz najpierw poukładać się ze sobą, zanim zaczniesz kogoś szukać" . Paradoks polega na tym, że obie te rady niosą w sobie ziarno prawdy, ale żadna nie jest uniwersalnym wyrocznią. Prawda leży gdzieś pośrodku i jest głęboko indywidualna. Nie ma jednej, magicznej daty w kalendarzu, po której ból znika, a my jesteśmy gotowi. Dla jednych będzie to rok, dla innych dwa lata, a jeszcze inni poczują gotowość znacznie wcześniej. Kluczowe jest nie to, ile czasu minęło od rozstania, ale co się w tym czasie wydarzyło w naszej głowie i sercu.
Gotowość na nowy związek nie oznacza bowiem, że całkowicie zapomnieliśmy o byłym partnerze. Byłoby to nieludzkie i niemożliwe, zwłaszcza gdy dzieliło się z kimś dekadę lub więcej życia. Gotowość to stan, w którym przeszłość przestaje być punktem odniesienia dla teraźniejszości. To moment, w którym myśl o nowej osobie nie jest natychmiast porównywana z tym, jak było kiedyś. To umiejętność patrzenia na potencjalnego partnera bez filtra byłego małżonka i bez obsesyjnego lęku, że historia się powtórzy. To wreszcie zgoda na to, by zobaczyć w sobie kogoś wartościowego, niezależnie od tego, czy ktoś inny nas wcześniej skreślił. Często po rozstaniu, zwłaszcza jeśli było ono bolesne, nasze poczucie własnej wartości legnie w gruzach. Czujemy się nieatrakcyjni, niekochani, skazani na samotność. Zanim więc podejmiemy jakiekolwiek randkowe działania, musimy podjąć trud odbudowania siebie. To praca, którą trzeba wykonać we własnym zakresie, czasem z pomocą terapeuty lub grup wsparcia, gdzie możemy nazwać i przepracować wszystkie emocje związane ze stratą – żal, złość, smutek, strach . Dopiero gdy te emocje zostaną oswojone, możemy myśleć o zaproszeniu kogoś nowego do swojego życia, nie po to, by załatać dziurę po byłym, ale by podzielić się z kimś swoim już uleczonym, pełnym światem.
Z tym wiąże się kolejna kluczowa kwestia: motywacja, dla której w ogóle chcemy wrócić na randkową ścieżkę. Czy jest nią autentyczna tęsknota za bliskością, dzieleniem codzienności, wsparciem? Czy też może głód uznania, chęć udowodnienia sobie i światu, że wciąż jesteśmy atrakcyjni, że ktoś nas zechce? A może, co gorsza, randki mają być sposobem na wzbudzenie zazdrości u byłego partnera? . Psychologowie są zgodni: jeśli bycie z drugim człowiekiem jest dla nas ważne, bo chcemy mieć przy sobie kogoś, z kim będziemy dzielić troski, od kogo otrzymamy wsparcie, kto ma zwiększyć nasze poczucie szczęścia – to warto włożyć wysiłek w przełamywanie oporów . Jeśli jednak motorem napędowym jest desperacja, lęk przed samotnością czy potrzeba wypełnienia pustki, nowa relacja od początku będzie skazana na porażkę. Nikt nie chce być "plastrem na ranę" ani kołem ratunkowym dla czyjejś tonącej samooceny. Randkowanie z pozycji niedoboru, z myślą "muszę kogoś znaleźć", jest wyczuwalne na kilometr i działa odpychająco. Znacznie skuteczniejsza, a przy tym zdrowsza dla nas samych, jest postawa obfitości: "jestem fajną, spełnioną osobą i chcę poznać kogoś, z kim będę mógł dzielić to, co już mam".
Gdy już wewnętrznie uznamy, że czas na nowy rozdział, pojawia się cała seria praktycznych pytań. Jedno z najważniejszych brzmi: gdzie szukać? Dla kogoś, kto ostatnią randkę miał przed erą smartfonów, świat aplikacji randkowych może wydawać się równie egzotyczny, co niebezpieczny. Historie o catfishingu, nieaktualnych zdjęciach czy związkach ukrywanych przed światem krążą po internecie, potęgując lęk. I słusznie, bo część z nich jest prawdziwa. Z raportów wynika, że znaczący odsetek użytkowników popularnych aplikacji jest w stałych związkach, co rzadko ujawniają w swoim profilu . Komunikacja online potrafi też zafałszować rzeczywistość – rozmówca ma czas na skonstruowanie idealnej odpowiedzi, na wykreowanie wizerunku, który w realu może okazać się kompletnym rozczarowaniem. Psychologowie ostrzegają też przed pułapką niekończącego się przeglądania profili – im więcej opcji, tym trudniej dokonać wyboru, a ciągłe porównywanie się z przerobionymi zdjęciami innych może obniżyć nasze zadowolenie z własnego ciała .
Mimo tych pułapek, internetowe narzędzia randkowe nie są złe same w sobie. Dr Konrad Maj z Uniwersytetu SWPS proponuje, by traktować je raczej jak kolejną kawiarnię, do której możemy zajrzeć . Są po prostu jednym z kanałów, jednym z miejsc, gdzie potencjalnie można kogoś spotkać. Kluczem jest mądre i higieniczne korzystanie z nich. Eksperci są zgodni: jeśli zależy nam na prawdziwej relacji, powinniśmy dążyć do jak najszybszego przeniesienia znajomości do realnego świata. Tygodnie wymiany wiadomości, przeciągane rozmowy, które nie prowadzą do spotkania, są często sygnałem ostrzegawczym – mogą świadczyć o tym, że rozmówca ma coś do ukrycia, na przykład żonę . Zdrowa zasada to: kilka dni konwersacji, wymiana podstawowych informacji i propozycja spotkania. Tylko w bezpośrednim kontakcie, patrząc sobie w oczy, czując energię drugiego człowieka, jesteśmy w stanie zweryfikować, czy to ktoś, z kim chcemy spędzić więcej czasu. Randkowanie po długiej przerwie nie musi oznaczać rzucenia się na głęboką wodę portali randkowych. Wręcz przeciwnie, dla wielu osób bezpieczniejszym i bardziej naturalnym rozwiązaniem okaże się powrót do teorii słabych więzi. To koncepcja amerykańskiego socjologa Marka Granovettera, która mówi, że w pewnych sytuacjach bardziej od bliskich znajomych sprawdzają się ci dalsi, właśnie dlatego, że nasi przyjaciele obracają się w tym samym kręgu co my, a dalsi znajomi mogą nas wprowadzić do nowych, nieznanych dotąd środowisk .
W praktyce oznacza to, że warto odnowić kontakty z dawnymi koleżankami i kolegami ze studiów, przyjąć zaproszenie na imprezę od kogoś, kogo słabo znamy, zapisać się na kurs tańca, warsztaty ceramiczne czy wybrać się na pieszą wycieczkę z lokalną grupą pasjonatów. Chodzi o to, by celowo stwarzać sytuacje, w których mamy szansę poznać nowe osoby, ale w kontekście, który jest dla nas bezpieczny i związany z naszymi zainteresowaniami. To, co kiedyś było naturalną konsekwencją młodości i otwartości, teraz wymaga świadomego wysiłku. Nie wystarczy wyjść z domu i liczyć na cud. Trzeba podjąć decyzję: "szukam partnera i chodzę w miejsca, w których mogę go spotkać" . W przeciwnym razie, nieświadomie, zawsze wybierzemy to, co łatwiejsze i mniej stresujące, czyli kolejny wieczór z serialem na kanapie, zamiast kolacji u znajomej, którą ledwo pamiętamy z liceum.
Kiedy już uda nam się umówić na pierwszą randkę, pojawia się odwieczny dylemat: jak się zachować, co powiedzieć, jak wypaść naturalnie, skoro w środku czujemy się jak nastolatkowie przed pierwszą randką w życiu? I tu pojawia się najważniejsza rada, która powinna towarzyszyć każdemu dojrzałemu singlowi. Nie staraj się robić piorunującego wrażenia. Nie próbuj być kimś, kim nie jesteś. Nie wcielaj się w rolę, którą według ciebie społeczeństwo chce widzieć. Po latach spędzonych w związku, często w relacji, w której graliśmy przypisane nam role, przychodzi czas na prawdę. Autentyczność jest walutą, która w dojrzałym randkowaniu ma najwyższą wartość. Przychodzimy na randkę z całym bagażem, z dziećmi, które czekają w domu, z byłym partnerem, z którym trzeba utrzymywać kontakt, z nadwagą, zmarszczkami, ale też z mądrością, dystansem i umiejętnością cieszenia się chwilą. Udawanie kogoś, kim nie jesteśmy, jest nie tylko męczące, ale i bezcelowe – prędzej czy później maska opadnie. Dużo lepiej od razu postawić na szczerość, co nie oznacza wylewania na rozmówcy całego życiorysu przy kawie.
Ważne jest też nastawienie do samej randki. Jeśli potraktujemy ją jak egzamin, od którego zależy cała nasza przyszłość, presja nas zablokuje. Lepiej uznać ją za przygodę, eksperyment, okazję do spędzenia miłego wieczoru w towarzystwie nowej osoby, nawet jeśli nic z tego nie wyniknie . To nastawienie natychmiast nas rozluźnia. Przestajemy kontrolować każdy gest i słowo, a zaczynamy po prostu być. A bycie sobą jest najseksowniejszą rzeczą pod słońcem. Warto też zdjąć z siebie presję natychmiastowej chemii. Przekonanie, że miłość to coś niezwykłego, co przychodzi samo i od razu musi być uczucie "motyli w brzuchu", jest bardzo zgubne . Często najpiękniejsze relacje rodzą się powoli, z przyjaźni, z sympatii, która dojrzewa z czasem. Dając komuś drugą, a nawet trzecią szansę, możemy odkryć kogoś, kto początkowo nie rzucił nas na kolana, ale z czasem staje się najważniejszą osobą w naszym życiu . Oczywiście, nie chodzi o to, by na siłę brnąć w znajomość, która od początku nas drażni, ale o to, by nie skreślać kogoś tylko dlatego, że nie poczuliśmy iskrzenia w pierwszych pięciu minutach.
Pierwsze randki po latach bywają niezgrabne, pełne niezręcznych ciszy i pytań, które zadajemy sobie w duchu: "czy ja jeszcze umiem rozmawiać z nowymi ludźmi?". To normalne. Jesteśmy po prostu nieco zardzewiali. Kluczem jest skupienie się na drugiej osobie. Zadawanie pytań, uważne słuchanie, okazywanie autentycznego zainteresowania – to działa zawsze, niezależnie od epoki. Nikt nie oprze się komuś, kto sprawia, że czuje się ważny i wysłuchany. Warto też unikać tematów-pułapek. Absolutnym numerem jeden na liście rzeczy, których nie należy robić na pierwszej randce, jest opowiadanie o byłym partnerze, o przyczynach rozstania, o całym złu, jakie nas spotkało . To najkrótsza droga do tego, by druga osoba poczuła się jak na terapii, a nie na randce. Nikt nie chce konkurować z duchem przeszłości ani być świadkiem czyichś wynurzeń. Oczywiście, w dalszej perspektywie tematy te mogą, a nawet powinny się pojawić, ale pierwsze spotkanie ma być przyjemnością, a nie sesją spowiedzi. Podobnie, nie należy wchodzić w rolę ofiary ani prezentować postawy roszczeniowej wobec życia. Optymizm, nawet ten umiarkowany, jest atrakcyjny. Pesymizm i zgorzknienie odstraszają skuteczniej niż nieświeży oddech.
Wracając do myśli o czasie – to, co dla młodych jest zabawą, dla dojrzałych singli staje się zasobem, którego nie chcą marnować. Dlatego randkowanie po długim związku to proces, w którym uczymy się równowagi między otwartością a asertywnością. Z jednej strony dajemy sobie i innym szansę, nie oceniamy zbyt pochopnie. Z drugiej strony, mamy prawo, a nawet obowiązek, stawiać granice i nie zgadzać się na traktowanie, które nam nie służy. Jeśli po spotkaniu czujemy przede wszystkim ulgę, że to już koniec, to znak, że nie warto inwestować czasu. Jeśli druga osoba od początku nas olewa, spóźnia się, sprawdza telefon – to sygnał, że nie jesteśmy dla niej priorytetem i lepiej podziękować. Dojrzałość polega właśnie na tym, by umieć odpuścić bez dramatyzmu, bez obwiniania siebie, ze spokojną świadomością, że to nie była nasza wina, tylko po prostu niedopasowanie.
Wielu osobom po rozstaniu towarzyszy lęk przed fizycznością, przed bliskością, przed tym, jak zareaguje ich ciało na nową osobę. Po latach z jednym partnerem, często po trudnych doświadczeniach, seks może budzić obawę. To zupełnie naturalne. Nie ma tu miejsca na pośpiech. Nowa relacja ma prawo rozwijać się w swoim tempie. Bliskość fizyczna, gdy nadejdzie na nią czas, będzie kolejnym etapem odkrywania siebie na nowo – i siebie jako kochanka, i drugiej osoby. Warto dać sobie przestrzeń na oswojenie się z tą sferą bez presji.
Kluczem do sukcesu w powrocie na randkową ścieżkę jest przede wszystkim życzliwość dla samego siebie. Wyrozumiałość dla swoich lęków, dla swoich wpadek, dla swojej niepewności. Nikt nie jest idealny, a randkowanie po latach to jak jazda na rowerze – po chwili okazuje się, że jednak umiemy, choć na początku rower lekko się chwieje. Drobne przygotowania logistyczne mogą dodać nam pewności siebie. Przygotowanie ubrań dzień wcześniej, by uniknąć paniki w ostatniej chwili, wybranie neutralnego, publicznego miejsca na pierwsze spotkanie, które da nam poczucie bezpieczeństwa, ustalenie z przyjaciółką sygnału alarmowego na wypadek, gdyby randka okazała się koszmarem – to wszystko są detale, które budują nasz komfort .
W całym tym procesie nie można zapominać o jednej, fundamentalnej rzeczy. Randkowanie po długim związku to nie tylko szukanie kogoś do pary. To przede wszystkim podróż w głąb siebie, w trakcie której odkrywamy, kim jesteśmy po latach bycia w relacji. Czego tak naprawdę pragniemy? Co jest dla nas ważne? Jakie mamy marzenia i plany na przyszłość, już nie "my", ale "ja"? To czas, by nauczyć się czerpać radość z samotności, by zbudować sobie życie na nowo tak, by było satysfakcjonujące również bez drugiej osoby. Paradoks polega na tym, że im bardziej jesteśmy szczęśliwi w pojedynkę, im pełniejsi i bardziej samowystarczalni, tym większe mamy szanse na zbudowanie zdrowej, dojrzałej relacji z kimś innym. Bo do związku nie wchodzi się po to, by dopełnić siebie, ale by podzielić się sobą. A podzielić można się tylko tym, co się naprawdę ma.
I wreszcie, puenta, która jest jednocześnie początkiem wszystkiego. Moment, w którym decydujemy się na powrót do randkowania, jest aktem odwagi. To wyjście ze strefy komfortu, w której samotność, choć bywa dotkliwa, jest jednak przewidywalna i bezpieczna. To zgoda na ryzyko odrzucenia, na to, że ktoś może nas nie wybrać. To otwarcie się na nowe emocje, na ekscytację, ale i na potencjalny ból. To jednak jedyna droga, by dać sobie szansę na coś pięknego. Bo gdzieś tam, w tej nowej, nieznanej rzeczywistości, może czekać ktoś, kto również przeszedł swoją trudną drogę, kto nosi w sobie podobne lęki i nadzieje, i kto tak samo jak my marzy o tym, by wreszcie usiąść naprzeciwko kogoś, popatrzeć mu w oczy i pomyśleć: "O, to ty. Czekałem na ciebie". I ta myśl jest warta każdego, nawet najbardziej nieudanego pierwszego razu.
Pośpiech w randkowaniu po długiej przerwie jest najgorszym z możliwych doradców. Często, gdy w końcu przełamiemy wewnętrzny opór i zarejestrujemy się na portalu lub pójdziemy na spotkanie towarzyskie, ogarnia nas niecierpliwość. Chcielibyśmy, żeby to już było to, żeby wreszcie ktoś nas docenił, pokochał, wypełnił pustkę. To pragnienie jest zrozumiałe, ale niezwykle zdradliwe. Prowadzi do zbyt pochopnych decyzji, do idealizowania kogoś, kogo tak naprawdę wcale nie znamy, do wchodzenia w relacje na siłę, tylko po to, by być w relacji. Tymczasem natura nie znosi próżni, ale też nie znosi gwałtownych ruchów. Nowe życie, nowa miłość potrzebują czasu, by wykiełkować. Dlatego tak ważne jest, by w procesie randkowania zachować zdrowy dystans i cierpliwość. Każde spotkanie, nawet to nieudane, jest lekcją. Uczy nas tego, czego nie chcemy, ujawnia nasze reakcje, pokazuje, nad czym jeszcze musimy popracować. Traktowanie randek jako eksperymentów, a nie ostatecznych testów, pozwala zachować wewnętrzny spokój i uchronić się przed rozczarowaniem. Nie każda randka musi kończyć się happy endem, ale każda może nas czegoś nauczyć o nas samych.
Dojrzałość, którą nabyliśmy przez lata, powinna być naszym sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. Mamy już za sobą etap szalonych uniesień, które często kończyły się bolesnym upadkiem. Wiemy, że prawdziwa miłość to nie tylko fajerwerki, ale przede wszystkim codzienny trud, kompromisy, wspólne budowanie. Wiemy, czego chcemy, a czego nie zniesiemy. Mamy wyostrzone detektory na manipulację, toksyczne zachowania, nieuczciwość. Zamiast postrzegać to jako balast, wykorzystajmy to jako atut. Na pierwszej randce nie tracimy czasu na zastanawianie się, czy ktoś nam się podoba, tylko szybciej oceniamy, czy jest bezpieczny, czy jest kompatybilny z naszym stylem życia, czy jego wartości są zbieżne z naszymi. To ogromna oszczędność czasu i emocji. Oczywiście, trzeba uważać, by nie popaść w skrajność i nie projektować na nową osobę cech byłego partnera. To pułapka, w którą wpada wielu. Każdy nowy człowiek zasługuje na to, by być ocenianym za to, kim jest, a nie przez pryzmat naszych starych ran.
Szczególnym wyzwaniem, zwłaszcza dla kobiet, jest kwestia samoakceptacji i cielesności. Po latach, po ewentualnych ciążach, po prostu po prostu upływie czasu, nasze ciała wyglądają inaczej niż wtedy, gdy randkowaliśmy po raz pierwszy. Media społecznościowe i wyretuszowane zdjęcia na portalach randkowych potęgują kompleksy. Łatwo wpaść w pułapkę porównywania się i poczucia, że jesteśmy gorsi, mniej atrakcyjni. Tymczasem atrakcyjność dojrzałej osoby ma zupełnie inne źródła. To nie jest nieskazitelna skóra i jędrne pośladki. To jest światło w oku, pewność siebie, ciepło, poczucie humoru, dystans do siebie, umiejętność słuchania. To są cechy, które przyciągają na dłużej i które budują prawdziwą intymność. Mężczyźni, którzy szukają dojrzałych partnerek, często doceniają właśnie to – że kobieta nie gra, nie udaje, wie, czego chce, i jest w stanie dać im prawdziwe wsparcie i zrozumienie. Warto więc pracować nad akceptacją swojego ciała, dbać o nie, ale nie katować się nierealistycznymi standardami. Kompleksy są wyczuwalne i działają odpychająco. Pewność siebie, nawet ta nieco udawana na początku, jest sexy.
Nie można też zapominać o praktycznych aspektach bezpieczeństwa, które w dojrzałym wieku nabierają nowego wymiaru. Umawiając się z kimś poznanym przez internet, zawsze informujmy bliską osobę, gdzie idziemy i z kim. Na pierwsze spotkanie wybierajmy miejsce publiczne, najlepiej w centrum miasta. Miejmy przy sobie naładowany telefon. Nie zgadzajmy się na podwożenie do domu, dopóki nie poczujemy się w pełni komfortowo. To nie jest przejaw nieufności, tylko zdrowego rozsądku. Niestety, wśród użytkowników portali zdarzają się osoby nieuczciwe, które mają żony, mężów lub po prostu nie są tymi, za kogo się podają . Nasze bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Powrót do randkowania to także konfrontacja z nowymi realiami technologicznymi. Dla wielu osób po czterdziestce, które przez lata były w związkach, świat komunikatorów, aplikacji i szybkich wiadomości jest nowy. Nie ma w tym nic złego, by uczyć się stopniowo. Nie musimy od razu instalować pięciu aplikacji. Możemy zacząć od jednej, potraktować ją jako poligon doświadczalny. Możemy też poprosić o pomoc przyjaciółkę, która ma w tym większe doświadczenie. Ważne, by nie dać się zwariować. Jeśli ktoś nie odpisuje od razu, nie musi to oznaczać końca świata. Ludzie mają swoje życie, pracę, dzieci. Randkowanie w dojrzałym wieku to też nauka cierpliwości i nieprzejmowania się drobiazgami. Z drugiej strony, jeśli ktoś notorycznie znika i pojawia się, prowadząc grę, to znak, że nie jest wart naszego czasu. Mamy już za sobą etap gier i zabaw w kotka i myszkę. Dziś cenimy sobie jasność, uczciwość i prostotę.
Ważnym aspektem, który często bywa pomijany w poradnikach, jest kwestia dzieci. Jeśli jesteśmy rodzicami, nasze randkowanie nie dotyczy już tylko nas. Dotyczy także naszych dzieci, które przeżywają rozstanie rodziców na swój własny sposób. Wprowadzanie nowej osoby w życie dziecka to proces, który wymaga ogromnej delikatności i wyczucia. Zdecydowanie odradza się zabieranie dziecka na pierwszą randkę . To spotkanie ma być czasem dla nas, by poznać drugiego człowieka. Dziecko nie powinno być świadkiem randkowych eksperymentów. Zanim przedstawimy nowego partnera dziecku, powinniśmy być pewni, że to relacja poważna i stabilna. Dzieci, zwłaszcza starsze, potrzebują czasu, by zaakceptować nową osobę, i mają do tego prawo. Nie można ich do tego zmuszać ani przyspieszać tego procesu. To kolejny dowód na to, że randkowanie po długim związku to nie tylko sprawa serca, ale też odpowiedzialności za innych.
Podsumowując tę część, warto podkreślić, że droga powrotna na randkowy rynek po latach jest jak wyprawa w nieznane. Jest pełna zakrętów, wybojów, ale i pięknych widoków. Najważniejsze to wyruszyć w nią z odpowiednim ekwipunkiem. Z bagażem przepracowanych emocji, a nie świeżych ran. Z mapą własnych potrzeb i pragnień. Z kompasem, którym jest zdrowy rozsądek i intuicja. Z zapasem cierpliwości i życzliwości dla siebie. I z otwartym sercem, które mimo wszystko wierzy, że miłość jest możliwa, nawet jeśli kiedyś nas zawiodła. Bo jak mówi stare porzekadło, życie zaczyna się po czterdziestce. I choć to frazes, w kontekście miłości nabiera ono prawdziwego znaczenia. Dopiero gdy naprawdę poznamy siebie, możemy naprawdę poznać kogoś innego. I dopiero wtedy możemy stworzyć związek, który nie będzie oparty na iluzji, ale na fundamencie prawdy, szacunku i dojrzałego uczucia. A to jest coś, dla czego warto było czekać i dla czego warto było przejść przez cały ten trudny proces powrotu do randkowego świata.
To co zabija od środka, czyli toksyczne relacje
Często człowiek dopatruje swoich dolegliwości fizycznych w pogorszeniu stanu zdrowia, doszukuje się różnych chorób, gdyż otrzymuje wyraźne bodźce płynące z organizmu między innymi nawracające bóle głowy, zawroty głowy, mdłości, bóle brzucha, uczucie ściskania w okolicach pod żebrowych, nieuzasadnione pocenie się będące nienaturalną rekcją gdyż występuje nawet gdy jest zimno, nocne duszności, kołatania serca, szybkie meczenie się, bóle stawów, drżenie rąk, bezsenność i wiele podobnych, które jak najbardziej mogą mieć związek z rozwijającym się stanem chorobowym w naszym organizmie, lecz co w sytuacji kiedy przerażeni udajemy się do lekarza wykonujemy kolejne specjalistyczne badania które, nie dają odpowiedzi na nasze dolegliwości?, co więcej wyniki mamy dobre a czujemy się jak: „zużyty worek na kartofle”
Bardzo sceptycznie podchodzimy do uświadomienia sobie że, ludzie generują w sobie ogromne pokłady energetyczne której niewidzialne wiązki skierowane w naszą stronę i mogą mieć niewyobrażalne skutki w zależności czy jest to pozytywny wpływ czy negatywny, wmawiamy sobie że, to na nas nie ma wpływu, że jesteśmy silni, odporni, nie myślimy o tym, nie poświęcamy temu cennego czasu, a tymczasem nasze samopoczucie w wyraźny sposób ulega pogorszeniu.
Stosunki jakie mamy z innymi ludźmi zwłaszcza toksyczne relację mogą doprowadzić człowieka do całkowitej wewnętrznej ruiny, zwłaszcza gdy sytuację wymuszają na nas obcowanie z takimi ludźmi przez większość czasu, nawet gdy zakończymy z jakiegoś powodu relacje która, trwała latami gdzieś tam w nas jej destrukcyjny wpływ na nas pozostaje, co ma swoje odbicie w rzeczywistości którą chcemy kreować na nowo, lecz nie do końca nam to wychodzi, mówimy sobie: „nowy początek, po co mam dźwigać za sobą ten ciężki bagaż?, przecież już go nie ma”, a jednak coś nam uwiera i nie pozwala oczyścić umysłu na tyle by, czuć się pewnie i swobodnie, by móc realizować nowy plan bez balastu z przeszłości.
Najgorsza sytuacja ma miejsce wówczas gdy mamy świadomość że, relacja z takim człowiekiem źle wpływa na nas, lecz z jakiś powodów jej nie przerywamy, bo boimy się utraty tego co już mamy, dochodzi do tego poczucie że, bez tej osoby sobie nie poradzimy, bo to właśnie dzięki niej „mamy co mamy”, i to są właśnie najgorsze sidła w jakie wpadamy - sidła oprawcy, który znalazł takie narzędzia manipulacyjne dzięki którym wie że, może nas w każdy sposób kontrolować a my i tak się nie sprzeciwimy, bo bycie w takim środowisku z takimi ludźmi o cechach wampira emocjonalnego odbiera człowiekowi poczucie wartości a tym samym odwagę przeciwstawienia się a tym samym oprawcy zwiększa poczucie władzy nad nami, i on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Odczłowieczanie postępuje jak wirus, już od kilku dobrych lat, w przerażającym tempie przybywa osób z zaburzeniami psychicznymi, fobiami, lękami społecznymi, itp., problem jest poważny, bo dotyka coraz więcej dzieci, można zweryfikować to przyglądając się chociażby przepełnieniem w szpitalach psychiatrycznych dla dzieci w których już dziś ciężko o miejsce,( nie do wyobrażenia kiedyś- sześciolatek z chorobą psychiczną…) brakuje specjalistycznej opieki, wsparcia, a przed wszystkim brakuje człowieka w człowieku, oddanego, z powołaniem, z bezinteresownością, doprowadziliśmy do czasów regresu - transformacji człowieka w ślepego, głuchego i totalnie obojętnego wobec drugiego istnienia, nie radzimy sobie z otaczającym nas światem, ulegliśmy wpływom, poginą tak naprawdę za niczym, dopuściliśmy do siebie na własne życzenie mechanizm który, wyniszcza uważając „to” jako coś dobrego, pomocnego nam, jako postęp, a tym czasem jest to nasza własna wyprodukowana przez nas samych broń, która stopniowo niszczy, czyniąc, i tak już posunięte spustoszenia, lecz w presji życia jaką sobie narzuciliśmy ( dobrowolnie) nie widzimy jeszcze tego tak wyraźnie, bo brakuje nam spokoju by to dojrzeć, aż do momentu gdy przyjdzie kryzys, my sami sobie robimy krzywdę, której skutki pociągają za sobą spójny łańcuch niekończących się nieszczęść.
Charakterystyczne cechy ludzi toksycznych:
- zazwyczaj są to ludzi o pesymistycznym nastawieniu, często narzekają na wszystko, potrzebują tłumu odbiorców, czyli słabszych od siebie,
- nie interesuję ich co mówisz - nie słuchają, lekceważą zdanie innych,
- to oni mają najgorzej w życiu nie ty,
- zawsze znajdą powód do krytyki,
- oceniają bez postawnie,
- dopisują nieistniejące scenariusze pod adresem osoby przez nich szykanowanej, plotkują za plecami,
- zazwyczaj są obojętni wobec cierpienia, problemów danej osoby,
- zawsze mają rację,
- sprawnie manipulują otoczeniem by uzyskać zamierzony efekt, często ubierają „maski” pod daną sytuację, czy osobę, potrafią idealnie dopasować się do nowego środowiska jak kameleon,
- wobec nowo poznanych osób są nadzwyczaj uprzejmi zwłaszcza gdy mają jakiś ukryty zamiar
- potrafią upokarzać publicznie, wywierać emocjonalny nacisk,
- odwołują się często do wrażliwego sumienia danej osoby,
- przekonują o swojej racji,
- nastawiają innych przeciwko osobie która, nie poddaje się wpływom oprawcy,
-wykazują cechy socjopatyczne,
- nie obchodzi ich stan zdrowia, i samopoczucie, nawet odczuwają pewien rodzaj satysfakcji z powodu niepowodzeń i porażek innych,
- szybko wpadają w złość,
- udają przyjaciela, by w odpowiednim czasie zakończyć przyjaźń zwłaszcza jak mają jakiś cel związany z daną osobą ( korzyść, coś mogą uzyskać )
- stale kontrolują wszystko, ( to on decyduje gdzie jechać, co kupić, jak się masz ubrać, co ci pasuje co nie, jak masz się czuć, on wie najlepiej czego potrzebujesz- ty się nie znasz na niczym),
- poczucie władzy nad kimś dodaje mu pewności siebie,
- narcystyczna osobowość,
- charakterystyczną cechą takich osób jest gadatliwość, są mówcami doskonałymi, nawet jeżeli o czymś nie mają pojęcia to zachowują się jakby byli chodzącą encyklopedią, na wszystko mają odpowiedź, nawet jeżeli nie mają pojęcia o czymś to i tak sprawiają takie wrażenie co daje komiczny z reguły efekt ale nie dla nich: on się zna, on był, on doświadczył, on wszystko ma, jest najmądrzejszy, elokwentny itd.
Jak obronić się przed toksycznymi ludźmi?
Nie obwiniaj siebie, nie daj dojść negatywnym myślom do głosu, nie inwestuj w takiego człowieka żadnych wyższych uczuć, nie otwieraj się przed takim człowiekiem, bo wykorzysta twoją słabość jako sprawne narzędzie przeciwko tobie, nie nabieraj się na postanowienia, przyrzeczenia poprawy ze strony takich osób, to są tylko chwyty manipulacyjne, tacy ludzie nie cierpią sprzeciwu, nie szanują indywidualności danej jednostki dlatego głośno wyrażaj swoje zdanie – nie bój się, niech cię słyszą! Taki człowiek z reguły myśli że, jesteś za słaby by się przeciwstawić, bo ma takie zdanie o tobie które, sam sobie wyrobił bezpodstawnie. Jeżeli jesteś w stanie a powinieneś być, unikaj takich ludzi, kończ nie zdrowe relacje, gdyż z własnego doświadczenia mogę stwierdzić nic tak człowieka nie rujnuje jak kontakt i życie z człowiekiem toksycznym, jest to gorsze od fizycznej choroby gdyż wiesz jak leczyć taką chorobę, nawet jeżeli toksyczna relacja została zerwana to jej skutki odczuwalne są bardzo długo i w sposób widoczny komplikują codzienne funkcjonowanie i powrót do względnej normalności której, człowiek bardzo pragnie.
Jest takie stwierdzenie:
„że należy być wdzięcznym za wszystkich trudnych ludzi na naszej drodze, gdyż on sprawili że, wiesz kim na pewno nie chcesz być”
Zwrócicie uwagę na to, jak traktujecie swoje dzieci, siebie nawzajem, współpracowników, napotkanych przypadkowych ludzi, zwróćcie uwagę i reagujcie na wszystko to co sprawia wam ból i przyczynia się do poczucia bezsilności, rezygnacji, a wystarczy naprawdę tak nie wiele by drugiemu człowiekowi przywrócić wiarę w sens, dać nadzieje, i uczynić życie nieco lżejszym, bardziej kolorowym, bezpiecznym.
„Przecież jest jedno niebo, jedno słońce które, świeci jednakowo dla każdego, cieszmy się nim i ogrzewajmy w jego blasku, a gdy przyjdą chmurne deszczowe dni zachowajmy słońce w sobie i pozwólmy schronić się pod naszym parasolem tym którym tego ciepła brakuje”
Nie jest tajemnicą, że święto obchodzone 8 marca wzbudza czasami kontrowersje. Niektórym wydaje się ono zupełnie bez znaczenia. Inni postrzegają je jako przyjemną okazję do choćby symbolicznego świętowania. Są również i tacy, dla których Dzień Kobiet to coś znacznie więcej niż wręczanie kwiatów czy czekoladek.
Historia święta kobiet
Tradycja obchodzenia Dnia Kobiet liczy sobie nie setki, a tysiące lat. Kobiecość i związaną z nią płodność czczono bowiem wraz z początkiem wiosny już w starożytności. W czasach nowożytnych natomiast przypomniano sobie o nim kilka lat przed wybuchem I wojny światowej. Na początku ubiegłego stulecia kobiety zaczęły bowiem domagać się lepszego traktowania. Nie śniły im się wówczas prezenty na Dzień Kobiet i celebrowanie kobiecości na wzór starożytnych tradycji. Marzyły im się natomiast lepsze warunki pracy, a przede wszystkim uznanie ich za w pełni wartościowe istoty ludzkie. Jeszcze sto lat temu prawo wyborcze kobiet bynajmniej nie było czymś oczywistym. Tak jak możliwość nauki i stanowienia o własnym losie.
Kobiety mają głos
Do dzisiaj wiele kobiet zarabia gorzej od mężczyzn mimo tego, że wykonują podobną, a czasami i bardziej wymagającą pracę. Dlatego właśnie o Dniu Kobiet warto pamiętać. To dobra okazja, by mężczyźni docenili trochę bardziej swoje partnerki i inne znane im kobiety. Przedstawicieli płci pięknej w tym szczególnym dniu powinny natomiast przywoływać w pamięci swoje babki i prababki. Kobiety, które musiały walczyć o lepsze traktowanie nie tylko przez mężczyzn, ale także własne kraje. W tym dniu warto jakoś uczcić ich pamięć. Można wybrać się chociażby na jeden z wielu organizowanych w Polsce marszy. Bo szacunek to najlepszy prezent dla kobiety. Niestety wciąż bywa z nim różnie. Dzisiaj kobiety nie muszą walczyć o prawo do głosowania, edukacji czy chociażby samodzielnego wyboru drogi życiowej. Wciąż jednak zarabiają mniej, bywają także traktowane przedmiotowo. Celebrowanie jednego dnia w roku nie wystarczy, by to zmienić. To jednak dobra okazja, aby zwrócić uwagę na problem. I zachęcić kobiety do większej solidarności.