portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Zdjęcie na portalu randkowym
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Nie podano Wiek:22 Wzrost: Nie podano Sylwetka:Nie podano Dzieci: Nie podano Wykształcenie:Nie podano Województwo: Zachodniopomorskie Miasto: Stargard Szczeciński Styl:Nie podano Mieszkam:Nie podano Szukam tutaj:Nie podano Pierwsza randka:Nie podano Znak zodiaku:Nie podano

Ten uzytkownik jeszcze nie napisal nic o sobie. Wszyscy czekamy na jego opis.

coś ciekawego ognisko spacer

Kiedy zwracasz się do swojej drugiej połówki za pomocą zdrobnień, odrobinę się pieszcząc, nie robisz tego dlatego, że (jak twierdzą złośliwi) zapominasz jego / jej imienia. Robisz to dlatego, by budować i umacniać łączącą was więź. Jakkolwiek z początku może wydawać się dziwne zwracanie się w niestandardowy sposób do ukochanej w miejscach publicznych, w pewnej chwili zdajesz sobie sprawę, że zupełnie nie przywiązujesz znaczenia do tego co pomyślą o was inni. Nie widzisz innego sposobu zwracania się do siebie.

Jakkolwiek "Kochanie", "Kotku" czy nawet "Misiaczku" to określenia zupełnie zwyczajne i społecznie akceptowane, to już "Pierożku" "Robaczku" czy "Rybeńko" niosą ze sobą pewne ryzyko narażenia się na śmieszność. A istnieją przecież zdrobnienia jeszcze bardziej odjechane. Nie zapominaj jednak, że każde z nich niesie ze sobą siłę waszego uczucia i jakkolwiek w sytuacjach formalnych należałoby się trochę hamować, wstrzymywać nie należy się w sytuacjach codziennych.

Jeśli uważasz, że wasz związek posiada odpowiednią ilość uczucia, a partner (ka) nie jest zażenowany (a) takim stanem rzeczy, nie warto się ograniczać. W końcu mocny i trwały związek wart jest tych kilku uśmiechów, które wkrótce zamienią się w rozczulenie czy nawet zazdrość. Czułość między partnerami jest tego warta.

Można śmiało powiedzieć, że większość osób decyduje się na założenie konta na portalu randkowym, żeby znaleźć dla siebie drugą połówkę. A co, jeśli cały mechanizm jest przygotowany w taki sposób, żeby nie pozwolić użytkownikom dopiąć swojego celu? Zapewne nie jest to już tak oczywisty wniosek, ale wystarczy spojrzeć na częstotliwość, z jaką osoby w relacjach wracają do tego typu strony, bez zamiaru kończenia swojego związku.


Potrzeba poznawania nowych ludzi

Na portalach randkowych pojawia się coraz więcej osób, które nie szukają dla siebie miłości, a jedynie chcą znaleźć kogoś do luźnej rozmowy. Wynika to przede wszystkim z postępującego poczucia samotności i potrzeby złapania z kimś kontaktu. Portale randkowe cały czas zalewają osoby przed ekranami nowymi propozycjami, przez co zachęcają do ciągłego powracania do nich. Nawet jeśli ktoś nie szuka już dla siebie partnera, dalej ma powód, żeby przeglądać profile i je oceniać, a nawet co jakiś czas kogoś zagadnąć. A przez to, że dzieje się to w internecie, nie ma się poczucia, że robi się coś złego albo niemoralnego.


Poczucie, że ma się jeszcze wiele innych opcjii

Portale randkowe cały czas zalewają nowymi bodźcami, podsuwając pod nos profile nowych użytkowników. Przez to osoba po drugiej stronie widzi, że nie musi się w nic na razie na poważnie angażować, bo jeśli coś się nie uda, to zawsze ma jeszcze dziesięć innych osób, do których może zagadać. Pomocny w takim myśleniu jest fakt, że każda osoba, która założyła swój profil w sieci randkowej, jest chętna na stworzenie jakiejś relacji. Przez to nie ma ryzyka, że ktoś nie będzie zainteresowany propozycją. Kiedy jest się w takim środowisku, nie czuje się potrzeby pracy nad związkiem i dawania z siebie stu procent.


Silnie uzależniające portale randkowe?

Czy można się uzależnić od portalu randkowego? Zapewne część osób uzależnia się od przeglądania profili nowych osób, wracają na serwis, nawet jeśli są już w stałych relacjach i chcą w nie inwestować. Wynajdują dla siebie różne wymówki, na przykład, że chcą sprawdzić, czy dalej mają w sobie to coś albo chcą po prostu sprawdzić, co zmieniło się w aplikacji. Zawsze wiąże się to jednak z tym samym, czyli ponownym wejściem w świat wolnych i szukających czegoś ciekawego osób, któremu ciężko jest się oprzeć.

Oczywiście to tylko pewne subiektywne przemyślenia, ogromna część osób na portalach randkowych odnajduje swoją drugą połowę i tym samym kończy przygodę z tego rodzaju serwisami czego życzymy każdemu.

Słodkie misie-przytulanki, wszechobecne poduszki w kształcie serca i miliony pudełek czekoladek z napisem I Love You – to znak, że w sklepach nadchodzi bum na Walentynki? Ale czy, aby na pewno Święto Zakochanych to nadal święto, czy już komercyjny kicz?


Nie da się ukryć, że żyjemy w świecie, gdzie wszystko mamy na wyciągnięcie dłoni. Dlatego już od końca stycznia jesteśmy bombardowani przez reklamodawców słodkimi, czasami aż do przesady, spotami o zakochanych, serduszkach i wszystkim tym co sprawia, że Walentynki jedni kochają, a ani nienawidzą. Bo już dawno Święto Zakochanych nie jest kojarzone z romantycznymi wierszami i pretekstem wyznania od dawna skrywanych uczuć. Dziś oglądamy prawdziwy Armagedon komercji w najgorszym wydaniu. Każdy „szanujący” się sklep około 14 lutego okleja swoje wystawy Kupidynami, sercami, a w proponowanym asortymencie znajdziemy najróżniejsze słodkości – jedyny warunek: musi być napis Kocham Cię; nie ważne w jakim języku.


Komercja, która niestety od dawna nie ma nic wspólnego z miłością, narzuca wręcz wszystkim parom obchodzenie tegoż „święta”. I niektórzy skuszeni zbliżającą się datą rezerwują na potęgę stoliki w najlepszych restauracjach, noclegi w hotelach, aby przypadkiem nie wypaść źle w oczach wybranki, bądź co gorsza - znajomych! Bo tak się składa, że we współczesnym świecie wiele rzeczy, które robimy, robimy dla znajomych, nie dla siebie. Więc co by to było, gdyby jakaś znajoma nam para dowiedziała się, że nie stanęliśmy na wysokości zadania i nie mamy planów na wieczór 14 lutego? Choć można się śmiać, wiele przecież robimy pod publiczkę w myśl „a niech widzą!”


Warto zaznaczyć, że od lat poszerza się grono antyfanów Walentynek. Owe grono chwali się, że jest to dzień jak co dzień, bez zbędnych i niepotrzebnych wydatków, z ewentualnym symbolicznym kwiatkiem. I już! Wystarczy! Komercja sprzedana nam przez Amerykę, nie dotyka wszystkich i może dzięki Bogu! Wymuszone świętowanie nie jest niczym dobrym, więc po co zawracać sobie tym głowę. Zresztą sami przeciwnicy tego święta mówią, że kocha się raz nie raz w roku, a lepsze są małe gesty na co dzień, to mimo wszystko mają trochę racji. Tylko trochę, bo przecież jest to ŚWIĘTO Zakochanych. Raz w roku pary mają czas dla siebie, podkreśla się ich związek i samą celebrację miłości. Co z tego, że trącącą kiczem?


Nie da się ukryć, że polskie społeczeństwo już dawno „kupiło” wszystko od Ameryki, także ich kiczowatość i przepych w każdym aspekcie życia. Więc czemu dziwić się, że także i my, rodacy, obracamy wszystko w formę absolutnie tandetną? A jak ktoś chce celebrować Walentynki na styl morza czerwonych serduszek i czekoladek to jego sprawa. Kto chce iść z tłumem, niech idzie. Może i dobrze, że mamy w środku zimy taką odskocznie od szarej codzienności? A kto nie chce świętować, niech chociaż da innym obchodzić Walentynki na swój sposób, prawda?