Samotność po rozstaniu to doświadczenie, które w każdym wieku boli, ale po czterdziestce nabiera zupełnie innego wymiaru, smakuje inaczej – jest gęstsza, cięższa, bardziej przenikliwa. Wieczory, które kiedyś były naturalnym czasem wspólnego relaksu, rozmowy przy herbacie, dzielenia się wrażeniami z dnia, oglądania filmu ramię w ramię, nagle stają się pustą przestrzenią, która przeraża swoją wielkością. W młodości samotność wieczorem bywała wyzwaniem, ale często i przygodą – mogła być wypełniona spotkaniami z przyjaciółmi, imprezami, odkrywaniem miasta, a nawet jeśli nie, to był w niej potencjał zmiany. Po czterdziestce wieczorna samotność jest inna – nie ma w niej już tego młodzieńczego fermentu, a jeśli są przyjaciele, to oni też mają swoje rodziny, swoje rutyny, swoje zmęczenie. Świat wokół nie pędzi już tak samo, imprezy są rzadkością, a nocne życie miasta przestało być zaproszeniem. Zostajesz więc sam w ciszy, która ma inny ciężar gatunkowy – to cisza po latach obecności drugiego człowieka, po latach dzielenia przestrzeni, snu, posiłków, codziennych drobnostek. To właśnie te drobnostki, których wcześniej nie zauważałeś, teraz stają się najbardziej bolesne: drugi kubek, który nie został użyty, miejsce po drugiej stronie łóżka, które jest puste, odgłosy, których brakuje.
Dlaczego wieczory po rozstaniu po czterdziestce smakują inaczej? Przede wszystkim dlatego, że mamy już za sobą pewien zasób życia, przyzwyczajeń, wspólnych historii. Nie jesteśmy już tabula rasa, na którym można zapisać nową opowieść. Jesteśmy książką z wieloma rozdziałami, z których część została napisana razem z tą osobą, która odeszła. Wieczór to pora, gdy mózg, pozbawiony bodźców dnia, przestawia się na tryb wewnętrznej narracji. I wtedy ta narracja mimowolnie powraca do wspomnień. Widzisz przed oczami nie tylko twarz, ale całe krajobrazy waszego wspólnego życia: kolacje przy tym stole, kłótnie, które kończyły się pojednaniem, wieczory spędzone na planowaniu wakacji, rozmowy o dzieciach, o pracy, o przyszłości. To wszystko jest w ścianach, w meblach, w zapachu, który jeszcze nie wywietrzał. Wieczór po czterdziestce nie jest już czasem odkrywania, jest czasem powracania – a gdy nie ma do kogo wracać, powracamy do strat.
Kolejnym powodem jest to, że po czterdziestce nasze ciało i umysł inaczej reagują na samotność. Poziom melatoniny, zmiany hormonalne, sposób, w jaki regenerujemy się podczas snu – wszystko to wpływa na naszą wrażliwość wieczorem. Zmęczenie fizyczne jest większe, ale też trudniej nam zasnąć, bo myśli wirują i nie dają spokoju. Samotność w tym wieku jest bardziej cielesna – czujesz ją w kościach, w karku, w ramionach, które nie mają się o kogo oprzeć. To nie jest już tylko emocjonalny dyskomfort, to namacalny brak. Dotyk drugiego człowieka, jego ciepło, oddech – to wszystko staje się wspomnieniem, które wieczorem jest szczególnie dotkliwe, bo to pora intymności, bliskości, z której zostaliśmy wyrwani. W młodości ciało szybciej się dostosowuje, łatwiej przyzwyczaja do nowych sytuacji. Po czterdziestce zmiana jest trudniejsza, bardziej kosztowna, a każdy wieczór to przypomnienie, że pewien etap życia się skończył, a nowy dopiero się zaczyna, zanim jeszcze wiemy, jak będzie wyglądał.
Warto też zwrócić uwagę na czynnik społeczny. W czterdziestym roku życia kręgi towarzyskie są już zazwyczaj ustabilizowane. Przyjaciele są w związkach, mają dzieci, obowiązki, często mieszkają w innych miastach. Nie ma już tej łatwości, by wpadło się do kogoś bez zapowiedzi, by spontanicznie wyjść na miasto. Wieczorem w tygodniu każdy jest u siebie, w swoim świecie. A ty zostajesz sam, bo twoja druga połowa już nie wraca do domu. Telefon dzwoni, ale rozmowy są krótkie – każdy ma swoje życie. I nagle uświadamiasz sobie, jak wiele twojego życia było zorganizowanych wokół pary: wspólne zakupy, wspólne gotowanie, wspólne oglądanie seriali, wspólne zasypianie. Kiedy to znika, pozostaje nie tylko żal, ale i dezorientacja – co właściwie robić ze sobą w te wieczory? Plan dnia, który był jasny i przewidywalny, nagle staje się otchłanią możliwości, ale żadna z nich nie wydaje się atrakcyjna, bo wszystko było lepsze, gdy było z kimś.
Innym istotnym elementem jest zmiana tożsamości. Po latach bycia częścią pary, każdy z nas buduje swoją tożsamość również w relacji do drugiego człowieka. Jesteśmy nie tylko sobą, ale też „czyjąś drugą połówką”, „ojcem/matką ich dzieci”, „osobą, która z nimi dzieli życie”. Gdy rozstanie przychodzi, ta część tożsamości umiera, a nowa jeszcze się nie narodziła. Wieczorami, gdy nie ma już nikogo, kto potwierdzi naszą rolę, wpadamy w próżnię. Kim jestem, gdy nikt nie czeka na mnie w domu? Kim jestem, gdy nie ma z kim omówić dnia? Te pytania są szczególnie dotkliwe w ciszy wieczoru, bo wtedy nie ma ucieczki w pracę, w obowiązki, w codzienną bieganinę. Jest tylko ty i echo twoich myśli. A one często są pełne wątpliwości, poczucia winy, żalu, a czasem ulgi, która jest równie przerażająca, bo budzi poczucie, że coś jest z nami nie tak, skoro czujemy ulgę po stracie.
Wieczorna samotność po czterdziestce smakuje też inaczej, ponieważ w tym wieku mamy już głębszą świadomość przemijania. W młodości rozstanie odczuwaliśmy jako stratę konkretnej osoby, ale wierzyliśmy, że przed nami jeszcze mnóstwo czasu, wiele okazji, wiele nowych miłości. Po czterdziestce czas zaczyna być postrzegany jako zasób ograniczony. Każdy wieczór spędzony samotnie to nie tylko ta konkretna strata, ale też świadomość, że ubywa nam wieczorów, które moglibyśmy spędzić z kimś wartościowym. Pojawia się egzystencjalny niepokój: czy jeszcze zdążę? Czy jeszcze spotkam kogoś, z kim te wieczory będą smakować inaczej? Ta presja czasu, często podszyta lękiem przed starzeniem się i ostateczną samotnością, nadaje wieczorom po rozstaniu gorzki posmak. To już nie tylko tęsknota za konkretną osobą, ale i żal za utraconym czasem, za potencjałem, który nie został zrealizowany.
W drugiej części artykułu przyjrzymy się temu, jak można oswoić te wieczory, jak nadać im nowy sens, jak odnaleźć w nich nie tylko stratę, ale i przestrzeń do własnego rozwoju. Opowiemy o rytuałach, które pomagają przetrwać najtrudniejsze godziny, o powracaniu do swoich pasji i o tym, jak na nowo polubić własne towarzystwo, nawet gdy wydaje się to niemożliwe.
Przechodząc do bardziej praktycznych rozwiązań, warto zacząć od prostego, ale często pomijanego kroku: zmiany otoczenia wieczorem. Często po rozstaniu zostajemy w tym samym mieszkaniu, w tych samych meblach, z tymi samymi widokami. Jeśli to możliwe, warto choćby przestawić meble, zmienić układ pokoju, kupić nowe poduszki, nową pościel. Małe zmiany wizualne mogą mieć ogromny wpływ na to, jak odbieramy przestrzeń. Gdy wieczorem siadasz w innym miejscu, przy innym stole, twój mózg otrzymuje sygnał, że coś się zmieniło, że to nie jest już to samo miejsce, które dzieliłeś z byłym partnerem. To nie jest ucieczka od wspomnień, ale tworzenie nowej scenografii dla twojego życia. Wieczór w nowej aranżacji może być trudny, ale jest przynajmniej twoją aranżacją, a nie tylko pustką po kimś.
Kolejnym bardzo ważnym narzędziem jest tworzenie nowych wieczornych rytuałów, które są tylko twoje. Kiedy byłeś w parze, pewnie były wspólne rutyny – wspólna kolacja, wspólny serial, wspólne rozmowy. Teraz musisz wymyślić swoje. Może to być czytanie książki z herbatą, słuchanie podcastów, nauka gry na instrumencie, rozwiązywanie krzyżówek, pisanie dziennika. Kluczowe jest, by te rytuały były celowe i przyjemne, a nie tylko wypełniaczami czasu. Wieczór, który zaczyna się od świadomego wyboru – na przykład „teraz idę wziąć długą kąpiel, potem poczytam 30 minut, potem posłucham muzyki” – jest łatwiejszy do zniesienia niż wieczór, który zaczyna się od bezradnego patrzenia w sufit. Rutyna daje strukturę, a struktura w czasach chaosu emocjonalnego daje poczucie bezpieczeństwa. Nie musisz od razu czuć radości, ale nawet mechaniczne wykonywanie tych działań z czasem zacznie przynosić spokój.
Nie można też przecenić znaczenia dźwięków w wieczornej samotności. Cisza, która w parze była wypełniona oddechem drugiej osoby, w samotności staje się donośna. Warto wypełnić ją czymś innym. Może to być muzyka, taka, która nie przywołuje wspomnień, ale tworzy nową atmosferę. Audiobooki, podcasty, relaksacyjne nagrania – wszystko, co sprawia, że w twoim domu jest obecność, choćby głos mówiący o czymś innym, niż to, co boli. Wielu ludzi po czterdziestce odkrywa na nowo radio – nie jako tło, ale jako towarzysza, który mówi, śmieje się, opowiada historie. Wieczór przestaje być wtedy konfrontacją z ciszą, a staje się przestrzenią, w której coś się dzieje, nawet jeśli ty tylko słuchasz. To subtelna, ale bardzo skuteczna metoda na oswojenie samotności.
Niezwykle istotne jest też zadbanie o wieczorny posiłek. W parze jedzenie często było wspólnym rytuałem – gotowało się razem, nakrywało do stołu, rozmawiało. Po rozstaniu wiele osób traci apetyt albo je byle co, stojąc przy lodówce. Tymczasem wieczorny posiłek to moment, który można przekształcić w akt troski o siebie. Nawet jeśli nie masz ochoty, przygotuj sobie coś, co lubisz, nakryj do stołu, zapal świeczkę. Jedz powoli, bez pośpiechu. To nie jest przesadna dbałość o detale – to sposób, by powiedzieć sobie: jestem ważny, zasługuję na to, by zadbać o siebie, nawet jeśli jem sam. Wieczory po czterdziestce są w dużej mierze o przywracaniu sobie godności w samotności. Każdy taki mały akt samo-szacunku buduje fundament, na którym można później budować nowe życie.
W tym wieku pomocne jest także świadome odcinanie się od myśli, że „gdyby tylko on/ona był, byłoby lepiej”. Wieczór często sprzyja rozmyślaniom o tym, co było, a zwłaszcza o tym, co mogłoby być, gdyby nie rozstanie. To bardzo toksyczne myślenie, bo tworzy równoległą rzeczywistość, w której wszystko jest lepsze, a rzeczywistość, w której żyjesz, jest tylko gorszym zamiennikiem. Kiedy te myśli się pojawiają, warto mieć gotowy sposób, by je przerwać. Może to być fizyczny gest – wstanie, przetarcie twarzy, wyjście na balkon. Albo powtarzanie krótkiej afirmacji: „jestem tu, gdzie jestem, i to jest w porządku”. To nie jest wyparcie, ale świadome odciągnięcie uwagi od fantazji, która tylko pogłębia cierpienie. Wieczór to czas, gdy nasza wyobraźnia pracuje najintensywniej – warto więc kierować ją w stronę tego, co realne i osiągalne.
Kolejną kwestią, która często pojawia się po czterdziestce, jest relacja z telefonem i mediami społecznościowymi. Wieczory sprzyjają przeglądaniu profilów, porównywaniu się z innymi, śledzeniu życia byłego partnera. To jest prosta droga do pogłębienia bólu. Warto więc wprowadzić wieczorny detoks cyfrowy – godzinę przed snem bez ekranu, bez scrollowania, bez sprawdzania, co u innych. Zamiast tego można wrócić do książek, do rozmów telefonicznych z życzliwymi osobami, do dziennika. To trudne, zwłaszcza gdy telefon stał się przedłużeniem ręki, ale to jeden z najskuteczniejszych sposobów, by odzyskać kontrolę nad swoimi wieczornymi emocjami. Wieczór należy do ciebie, nie do algorytmów i nie do wspomnień, które wywołują zdjęcia innych.
Nie można też zapominać o dobrej wieczornej higienie snu. Samotność często prowadzi do zaburzeń snu – albo przewracamy się w łóżku do rana, albo zasypiamy zbyt wcześnie, by uciec przed myślami. Warto wypracować wieczorną rutynę, która przygotowuje ciało do odpoczynku: ciepła kąpiel, przewietrzenie sypialni, wyciszające ćwiczenia oddechowe, herbata z melisy. Dobry sen jest w tym wieku kluczowy nie tylko dla regeneracji fizycznej, ale i dla równowagi emocjonalnej. Gdy po nieprzespanej nocy budzisz się jeszcze bardziej zmęczony, wieczór staje się jeszcze trudniejszy. To błędne koło, które można przerwać tylko świadomym działaniem. A jeśli bezsenność jest uporczywa, warto skonsultować się z lekarzem – nie ma wstydu w szukaniu pomocy, gdy samotność zakłóca podstawowe potrzeby.
W dojrzałym wieku wieczory po rozstaniu są też okazją do powrotu do siebie, do swoich dawnych pasji, które zostały zaniedbane przez lata bycia w związku. Może to być rysowanie, pisanie, robienie na drutach, układanie puzzli, modelarstwo, cokolwiek, co sprawiało ci radość, zanim pojawiła się codzienność z drugą osobą. Wieczory mogą stać się czasem na odkrycie na nowo tego, kim jesteś poza rolą partnera. To odkrycie może być trudne, ale też niezwykle satysfakcjonujące. Z czasem wieczór przestaje być synonimem samotności, a staje się synonimem własnej przestrzeni, własnego czasu, własnego wyboru. To nie znaczy, że tęsknota całkowicie znika – ale przestaje być jedynym smakiem, który czujesz. Pojawia się też ciekawość, spokój, a czasem nawet radość.
I na koniec, być może najważniejsze: pozwól sobie na to, by wieczory były różne. Nie każdy musi być produktywny, nie każdy musi być przemyślany, nie każdy musi być krokiem naprzód. Bywają wieczory, kiedy płacz jest jedynym właściwym zajęciem. Bywają wieczory, kiedy oglądasz ten sam film po raz dziesiąty, bo nie masz siły na nic innego. Bywają wieczory, kiedy dzwonisz do przyjaciółki i mówisz „posłuchaj, nic mi nie mów, po prostu bądź na linii”. Wszystkie są w porządku. Smak wieczorów po rozstaniu po czterdziestce jest gorzki, ale z czasem – jeśli dasz sobie przestrzeń – zaczynasz wyczuwać w nim też nuty czekolady, cynamonu, może odrobinę pieprzu. Życie nie kończy się o zmierzchu. Zmienia tylko rytm, a ty musisz nauczyć się w nim tańczyć. Nawet jeśli na początku jest to tylko kołysanie się w ciszy.
Randkowanie po rozczarowaniu to wyzwanie, które dotyka wiele osób. Po trudnych doświadczeniach związanych z nieudanymi związkami, zdradą czy emocjonalnym bólem, odbudowanie wiary w miłość może wydawać się trudne. Niemniej jednak, ten proces jest możliwy i może prowadzić do osobistego wzrostu oraz lepszych relacji w przyszłości. Oto kilka kluczowych kroków, które mogą pomóc w odbudowie wiary w miłość po trudnych doświadczeniach.
Pierwszym krokiem jest uznanie i przetworzenie emocji. Ważne jest, aby dać sobie czas na odczuwanie i zrozumienie swoich uczuć po rozczarowaniu. Nie należy ignorować smutku, frustracji czy złości, które mogą się pojawić po trudnych doświadczeniach. Akceptacja emocji i ich przetwarzanie to kluczowy element uzdrawiania. Można rozważyć prowadzenie dziennika emocji, gdzie zapisujemy swoje myśli i odczucia, co może pomóc w zrozumieniu, co naprawdę przeżywamy.
Kolejnym istotnym aspektem jest refleksja nad przeszłymi relacjami. Zastanowienie się, co poszło nie tak, jakie wzorce się powtarzały oraz co można było zrobić inaczej, może dostarczyć cennych informacji. To również czas na zrozumienie, co było dla nas ważne w poprzednich relacjach i jakie cechy partnera są dla nas kluczowe. Dzięki temu możemy lepiej określić, czego szukamy w przyszłości i uniknąć powtarzania tych samych błędów.
Budowanie zdrowego obrazu siebie to kolejny krok w odbudowie wiary w miłość. Po trudnych doświadczeniach łatwo jest stracić poczucie własnej wartości. Dlatego warto zainwestować czas w rozwijanie samoakceptacji. Można to osiągnąć poprzez angażowanie się w hobby, które nas pasjonują, dążenie do celów osobistych oraz otaczanie się wspierającymi osobami. Praca nad poczuciem własnej wartości pomoże w poczuciu, że zasługujemy na miłość i szczęście.
Następnie, warto rozważyć stopniowe otwieranie się na nowe możliwości. Po rozczarowaniu naturalne jest, że możemy czuć się niepewnie w kontekście randkowania. Ważne jest, aby dać sobie czas i przestrzeń, ale także być otwartym na nowe doświadczenia. Można zacząć od mniej formalnych spotkań, które nie stawiają dużej presji na nawiązywanie głębokiej relacji. Powolne eksplorowanie nowych znajomości może pomóc w stopniowym budowaniu zaufania do innych.
Komunikacja jest kluczowa w procesie odbudowy. Otwarte rozmowy na temat swoich obaw i oczekiwań z potencjalnymi partnerami mogą pomóc w zbudowaniu zdrowych fundamentów. Warto być szczerym w kwestii swoich wcześniejszych doświadczeń, ale także otwartym na nowe możliwości. Zrozumienie, że każdy nowy partner jest inny, może pomóc w przełamywaniu lęków i niepewności.
Nie można również zapominać o cierpliwości. Odbudowa wiary w miłość to proces, który wymaga czasu. Nie należy się spieszyć ani oczekiwać, że nowe relacje natychmiast będą idealne. Czasami warto po prostu pozwolić sobie na cieszenie się chwilą i odkrywanie drugiej osoby bez presji i oczekiwań.
Na koniec, praktykowanie pozytywnego myślenia może znacznie wpłynąć na naszą percepcję miłości. Zamiast skupiać się na negatywnych doświadczeniach z przeszłości, warto dostrzegać pozytywne aspekty randkowania i relacji. Myślenie o miłości jako o możliwości rozwoju i wzbogacenia naszego życia, a nie jako o źródle bólu, może otworzyć nas na nowe doświadczenia.
Podsumowując, randkowanie po rozczarowaniu może być trudne, ale możliwe do przejścia. Uznanie emocji, refleksja nad przeszłością, budowanie zdrowego obrazu siebie, otwieranie się na nowe możliwości, komunikacja, cierpliwość i praktykowanie pozytywnego myślenia to kluczowe elementy w odbudowie wiary w miłość. Dzięki tym krokom można nie tylko zyskać nowe spojrzenie na relacje, ale także stworzyć zdrowe, satysfakcjonujące połączenia z innymi, które przetrwają próbę czasu.
Randkowanie to sztuka, która wymaga pewności siebie, otwartości i odrobiny cierpliwości. Niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz swoją przygodę z randkami, czy wracasz do tego świata po przerwie, istnieje kilka uniwersalnych zasad, które mogą pomóc Ci osiągnąć sukces. Poznaj sprawdzone porady, które uczynią Twoje randkowe doświadczenia bardziej satysfakcjonującymi i pełnymi pozytywnych wrażeń.
Zrozum siebie i swoje potrzeby
Zanim zaczniesz umawiać się na randki, warto zastanowić się nad swoimi oczekiwaniami i priorytetami. Jakiego związku szukasz? Czy zależy Ci na głębokiej relacji, czy może na luźnym poznawaniu nowych osób? Odpowiedzi na te pytania pozwolą Ci jasno określić cele i unikać sytuacji, które nie będą zgodne z Twoimi potrzebami.
Nie zapominaj również o samoakceptacji. Nikt nie jest idealny, ale każdy ma coś wyjątkowego do zaoferowania. Skup się na swoich mocnych stronach i staraj się patrzeć na siebie z życzliwością. Pewność siebie to jeden z kluczowych elementów, który przyciąga innych.
Nie spiesz się
Randki nie są wyścigiem, w którym liczy się szybkie dotarcie do mety. Zamiast tego podejdź do nich jako do procesu poznawania ludzi i odkrywania ich historii. Nawet jeśli pierwsze spotkania nie przyniosą natychmiastowych rezultatów, potraktuj je jako cenne doświadczenie, które wzbogaci Twoje życie.
Unikaj presji, zarówno tej, którą możesz wywierać na sobie, jak i tej płynącej od innych. Związek powinien być naturalnym efektem wzajemnego zainteresowania, a nie wynikiem przymusu czy pośpiechu.
Przygotuj się na spotkania
Wrażenie, jakie wywierasz na pierwszym spotkaniu, ma duże znaczenie. Zadbaj o odpowiedni wygląd, ale pamiętaj, że kluczem jest autentyczność. Wybierz strój, w którym czujesz się komfortowo i który odzwierciedla Twój styl.
Równie ważne jest przygotowanie mentalne. Przed randką przypomnij sobie, że obie strony mogą być zestresowane, dlatego warto podejść do spotkania z otwartością i pozytywnym nastawieniem. Przygotuj kilka neutralnych tematów do rozmowy, aby uniknąć niezręcznych momentów ciszy.
Rozwijaj umiejętność słuchania
Jedną z najważniejszych umiejętności, które mogą Ci pomóc na randkach, jest aktywne słuchanie. Zainteresowanie rozmówcą i zadawanie pytań na temat jego pasji, zainteresowań czy doświadczeń buduje atmosferę wzajemnego zrozumienia. Pamiętaj, że rozmowa to wymiana – unikaj dominowania i daj drugiej osobie przestrzeń do wyrażenia siebie.
Nie bój się być sobą
Jednym z najczęstszych błędów podczas randek jest udawanie kogoś, kim się nie jest, w nadziei na zrobienie lepszego wrażenia. Choć możesz przez chwilę sprawić wrażenie idealnego partnera, prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. Autentyczność jest znacznie bardziej atrakcyjna niż perfekcja, dlatego nie bój się pokazać swoich prawdziwych cech, zainteresowań i emocji.
Radź sobie z rozczarowaniami
Nie każda randka zakończy się sukcesem, a niektóre spotkania mogą przynieść rozczarowania. To naturalna część procesu. Ważne, aby nie brać niepowodzeń do siebie i traktować je jako lekcję na przyszłość. Pamiętaj, że budowanie związku to droga pełna prób i błędów, a każda kolejna randka przybliża Cię do znalezienia właściwej osoby.
Zadbaj o bezpieczeństwo
Bezpieczeństwo podczas randek jest kluczowe, szczególnie jeśli spotykasz się z kimś po raz pierwszy. Zawsze wybieraj publiczne miejsca na początkowe spotkania, informuj bliskich o swoich planach i ufaj swojej intuicji. Jeśli coś wydaje Ci się podejrzane, masz pełne prawo zakończyć spotkanie.
Ciesz się procesem
Randki to nie tylko poszukiwanie partnera, ale także sposób na odkrywanie siebie i świata. Każda nowa znajomość może wnieść coś wartościowego do Twojego życia – nawet jeśli nie przerodzi się w romantyczną relację. Podejdź do randek z otwartym sercem i humorem, a doświadczenia, które zdobędziesz, będą cenną lekcją.
Podsumowanie
Randkowanie to wyjątkowa przygoda, która może być równie ekscytująca, co pełna wyzwań. Kluczem do sukcesu jest otwartość, autentyczność i cierpliwość. Pamiętaj, że najważniejsze jest, aby czuć się dobrze we własnej skórze i czerpać radość z procesu poznawania nowych ludzi. Każda randka to krok bliżej do znalezienia kogoś, kto naprawdę Cię zrozumie i doceni – a to jest warte każdej chwili poświęconej na tę drogę.