portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Jarek Wiek:38 Wzrost: 178 Sylwetka:Kulturystyczna Dzieci: Nie posiadam Wykształcenie:Zawodowe Województwo: Lubuskie Miasto: Zielona Góra Styl:Cicha woda brzegi rwie Mieszkam:Sam/a Szukam tutaj:Luźnych spotkań Pierwsza randka:Zaskocz mnie/Zaskoczę cię Znak zodiaku:Ryby

Jestem jaki jestem

całuśny cieply cierpliwy czarujący delikatny dowcipny dyskretny dzielny dziki figlarny impulsywny inteligentny kochający konserwatywny kreatywny litościwy miły namiętny niekonwencjonalny nieprzyzwoity niezależny odpowiedzialny optymista oryginalny otwarty pewny siebie przyjacielski przyjazny punktualny rodzinny romantyczny rozważny skrupulatny słodziutki śmiały spontaniczny stanowczy tajemniczy towarzyski troskliwy uczciwy uprzejmy wrażliwy wyluzowany zdecydowany zorganizowany

amory coś ciekawego filmik u Ciebie filmik w domu koleżeńskie kino

Na świecie jest coraz więcej par, które żyją na odległość. Według badań w tym momencie, aż 11 milionów par deklaruje, że żyje w związku na odległość. Nie można temu zaprzeczać, ale zdecydowanie jest to jedna z trudniejszych przeszkód na drodze do pokonania. W tym artykule dowiecie się czego możemy nauczyć się żyjąc na odległość, a także tego jakie są wady i zalety żyjąc w takim związku.

Wady w związku na odległość.

Na świecie zawsze są wady i zalety. Tak samo jest, jeśli chodzi o związki na odległość.

Tęsknota.

Jedną z największych wad jest tęsknota za drugą połówką. Na początku, gdy jesteście w sobie szaleńczo zakochani myślicie sobie, że Wasza miłość przetrwa wszystko, jednak z czasem, gdy zbliżycie się do siebie jeszcze bardziej będziecie chcieli widywać się coraz częściej, możecie odczuwać złość czy frustrację, że nie możecie widywać się tak jak pary, które mieszkają ze sobą bądź tak jak pary, które mieszkają blisko siebie w jednym mieście.

Bliskość.

Gdy stajecie się sobie bliżsi zaczyna Wam brakować tego, że nie możecie spotkać się danego dnia, kiedy macie gorszy dzień lub po prostu czujecie, że chcecie się spotkać za 30 czy 45 minut.

Problemy finansowe.

Ciągłe wydawanie pieniędzy na bilety czy paliwo może być z czasem męczące lub po prostu trudne. Czasami może pojawić się trudna sytuacja finansowa, która może uniemożliwić spotkanie.

Wiele spraw rozwiązywanych przez telefon.

Gdy przychodzi jakiś kryzys nie możecie się na miejscu spotkać i obgadać ten problem, zamiast tego zostaje facebook czy rozmowa przez telefon.

Wątpliwości.

Co prawda w każdym związku mogą pojawić się wątpliwości jednak o wiele więcej może być podczas takiego związku. Szczególnie myślimy o tym, czy ten związek ma sens, czy nie pozna innej/innego kobiety/mężczyzny lub czy uczucie nie wypali się.

Jeśli już przeszliśmy przez wady możemy przejść do zalet. Może dzięki nim ludzie zdecydują się wejść w taki związek.

Mamy dużo czasu dla siebie.

Ludziom, którzy szczególnie lubią przebywać sami ze sobą na pewno będzie to zaleta. Tak naprawdę na wszystko macie wtedy czas na znajomych, na rodzinę, na naukę, na pracę. Macie czas na „swój” czas.

Docenianie siebie.

Kiedy widujecie się rzadko jeszcze bardziej doceniacie siebie. Radość jest większa i uczucie jakby było od „nowa”.

Zaufanie.

Poprzez ciągłe rozmowy przez telefon, na facebooku czy Skypie budujecie zaufanie. Dowiadujecie się o sobie coraz to nowych rzeczy. Wasza relacje staje się wyjątkowo silna.

To dobry sprawdzian na sprawdzenie uczuć.

Można powiedzieć, że związek na odległość jest jednym z największych sprawdzianów, który sprawdza, czy to jest prawdziwe uczucie. Ludzie, którzy decydują się na taki związek są w stanie przekonać się, ile tak naprawdę dla siebie znaczą. Mimo bardzo trudnej sytuacji próbują rozwiązać problem, są cierpliwi i dzięki temu też silniejsi.

Więź emocjonalna.

Przez to, że mamy ze sobą ciągły kontakt tworzy się emocjonalna więź, która jest lepsza od fizycznej, ponieważ ludzie z wiekiem starzeją się, pociąg już nie jest taki sam, a to właśnie m.in. przez silną więź emocjonalną związki trwają latami.

Czy podczas związku na odległość można się czegoś nauczyć?

Zdecydowanie. Owszem trzeba się bardziej starać i pielęgnować, ale jeśli dana osoba jest szczególnie wyjątkowa to nie warto się poddawać, bo jest tego warta. Podczas związku na odległość uczymy się cierpliwości, wytrwałości, szczerości, zaufania, tworzenia więzi, a to właśnie na tych rzeczach opierają się trwałe związki. Związki na odległość wcale nie są skazane na porażkę to zależy tylko od tej pary i od tego jak oni będą rozwiązywać swoje problemy. Prawdę mówiąc, nie ma reguły, ponieważ istnieją pary, które mieszkają ze sobą na co dzień i, nawet jeśli spędzają ze sobą mnóstwo czasu i wydawać by się mogło, że znają się jak łyse konie to rzeczywistość może być całkiem inna, gdyż może brakować zaufania, szczerości czy innych rzeczy. Jeśli będąc w związku na odległość dobrze dogadujemy się z daną osobą to warto spróbować dać takiemu związkowi szansę, ponieważ na końcu tej trudnej drogi może być „nagroda”.

Samotność po rozstaniu to doświadczenie, które w każdym wieku boli, ale po czterdziestce nabiera zupełnie innego wymiaru, smakuje inaczej – jest gęstsza, cięższa, bardziej przenikliwa. Wieczory, które kiedyś były naturalnym czasem wspólnego relaksu, rozmowy przy herbacie, dzielenia się wrażeniami z dnia, oglądania filmu ramię w ramię, nagle stają się pustą przestrzenią, która przeraża swoją wielkością. W młodości samotność wieczorem bywała wyzwaniem, ale często i przygodą – mogła być wypełniona spotkaniami z przyjaciółmi, imprezami, odkrywaniem miasta, a nawet jeśli nie, to był w niej potencjał zmiany. Po czterdziestce wieczorna samotność jest inna – nie ma w niej już tego młodzieńczego fermentu, a jeśli są przyjaciele, to oni też mają swoje rodziny, swoje rutyny, swoje zmęczenie. Świat wokół nie pędzi już tak samo, imprezy są rzadkością, a nocne życie miasta przestało być zaproszeniem. Zostajesz więc sam w ciszy, która ma inny ciężar gatunkowy – to cisza po latach obecności drugiego człowieka, po latach dzielenia przestrzeni, snu, posiłków, codziennych drobnostek. To właśnie te drobnostki, których wcześniej nie zauważałeś, teraz stają się najbardziej bolesne: drugi kubek, który nie został użyty, miejsce po drugiej stronie łóżka, które jest puste, odgłosy, których brakuje.

Dlaczego wieczory po rozstaniu po czterdziestce smakują inaczej? Przede wszystkim dlatego, że mamy już za sobą pewien zasób życia, przyzwyczajeń, wspólnych historii. Nie jesteśmy już tabula rasa, na którym można zapisać nową opowieść. Jesteśmy książką z wieloma rozdziałami, z których część została napisana razem z tą osobą, która odeszła. Wieczór to pora, gdy mózg, pozbawiony bodźców dnia, przestawia się na tryb wewnętrznej narracji. I wtedy ta narracja mimowolnie powraca do wspomnień. Widzisz przed oczami nie tylko twarz, ale całe krajobrazy waszego wspólnego życia: kolacje przy tym stole, kłótnie, które kończyły się pojednaniem, wieczory spędzone na planowaniu wakacji, rozmowy o dzieciach, o pracy, o przyszłości. To wszystko jest w ścianach, w meblach, w zapachu, który jeszcze nie wywietrzał. Wieczór po czterdziestce nie jest już czasem odkrywania, jest czasem powracania – a gdy nie ma do kogo wracać, powracamy do strat.

Kolejnym powodem jest to, że po czterdziestce nasze ciało i umysł inaczej reagują na samotność. Poziom melatoniny, zmiany hormonalne, sposób, w jaki regenerujemy się podczas snu – wszystko to wpływa na naszą wrażliwość wieczorem. Zmęczenie fizyczne jest większe, ale też trudniej nam zasnąć, bo myśli wirują i nie dają spokoju. Samotność w tym wieku jest bardziej cielesna – czujesz ją w kościach, w karku, w ramionach, które nie mają się o kogo oprzeć. To nie jest już tylko emocjonalny dyskomfort, to namacalny brak. Dotyk drugiego człowieka, jego ciepło, oddech – to wszystko staje się wspomnieniem, które wieczorem jest szczególnie dotkliwe, bo to pora intymności, bliskości, z której zostaliśmy wyrwani. W młodości ciało szybciej się dostosowuje, łatwiej przyzwyczaja do nowych sytuacji. Po czterdziestce zmiana jest trudniejsza, bardziej kosztowna, a każdy wieczór to przypomnienie, że pewien etap życia się skończył, a nowy dopiero się zaczyna, zanim jeszcze wiemy, jak będzie wyglądał.

Warto też zwrócić uwagę na czynnik społeczny. W czterdziestym roku życia kręgi towarzyskie są już zazwyczaj ustabilizowane. Przyjaciele są w związkach, mają dzieci, obowiązki, często mieszkają w innych miastach. Nie ma już tej łatwości, by wpadło się do kogoś bez zapowiedzi, by spontanicznie wyjść na miasto. Wieczorem w tygodniu każdy jest u siebie, w swoim świecie. A ty zostajesz sam, bo twoja druga połowa już nie wraca do domu. Telefon dzwoni, ale rozmowy są krótkie – każdy ma swoje życie. I nagle uświadamiasz sobie, jak wiele twojego życia było zorganizowanych wokół pary: wspólne zakupy, wspólne gotowanie, wspólne oglądanie seriali, wspólne zasypianie. Kiedy to znika, pozostaje nie tylko żal, ale i dezorientacja – co właściwie robić ze sobą w te wieczory? Plan dnia, który był jasny i przewidywalny, nagle staje się otchłanią możliwości, ale żadna z nich nie wydaje się atrakcyjna, bo wszystko było lepsze, gdy było z kimś.

Innym istotnym elementem jest zmiana tożsamości. Po latach bycia częścią pary, każdy z nas buduje swoją tożsamość również w relacji do drugiego człowieka. Jesteśmy nie tylko sobą, ale też „czyjąś drugą połówką”, „ojcem/matką ich dzieci”, „osobą, która z nimi dzieli życie”. Gdy rozstanie przychodzi, ta część tożsamości umiera, a nowa jeszcze się nie narodziła. Wieczorami, gdy nie ma już nikogo, kto potwierdzi naszą rolę, wpadamy w próżnię. Kim jestem, gdy nikt nie czeka na mnie w domu? Kim jestem, gdy nie ma z kim omówić dnia? Te pytania są szczególnie dotkliwe w ciszy wieczoru, bo wtedy nie ma ucieczki w pracę, w obowiązki, w codzienną bieganinę. Jest tylko ty i echo twoich myśli. A one często są pełne wątpliwości, poczucia winy, żalu, a czasem ulgi, która jest równie przerażająca, bo budzi poczucie, że coś jest z nami nie tak, skoro czujemy ulgę po stracie.

Wieczorna samotność po czterdziestce smakuje też inaczej, ponieważ w tym wieku mamy już głębszą świadomość przemijania. W młodości rozstanie odczuwaliśmy jako stratę konkretnej osoby, ale wierzyliśmy, że przed nami jeszcze mnóstwo czasu, wiele okazji, wiele nowych miłości. Po czterdziestce czas zaczyna być postrzegany jako zasób ograniczony. Każdy wieczór spędzony samotnie to nie tylko ta konkretna strata, ale też świadomość, że ubywa nam wieczorów, które moglibyśmy spędzić z kimś wartościowym. Pojawia się egzystencjalny niepokój: czy jeszcze zdążę? Czy jeszcze spotkam kogoś, z kim te wieczory będą smakować inaczej? Ta presja czasu, często podszyta lękiem przed starzeniem się i ostateczną samotnością, nadaje wieczorom po rozstaniu gorzki posmak. To już nie tylko tęsknota za konkretną osobą, ale i żal za utraconym czasem, za potencjałem, który nie został zrealizowany.

W drugiej części artykułu przyjrzymy się temu, jak można oswoić te wieczory, jak nadać im nowy sens, jak odnaleźć w nich nie tylko stratę, ale i przestrzeń do własnego rozwoju. Opowiemy o rytuałach, które pomagają przetrwać najtrudniejsze godziny, o powracaniu do swoich pasji i o tym, jak na nowo polubić własne towarzystwo, nawet gdy wydaje się to niemożliwe.

Przechodząc do bardziej praktycznych rozwiązań, warto zacząć od prostego, ale często pomijanego kroku: zmiany otoczenia wieczorem. Często po rozstaniu zostajemy w tym samym mieszkaniu, w tych samych meblach, z tymi samymi widokami. Jeśli to możliwe, warto choćby przestawić meble, zmienić układ pokoju, kupić nowe poduszki, nową pościel. Małe zmiany wizualne mogą mieć ogromny wpływ na to, jak odbieramy przestrzeń. Gdy wieczorem siadasz w innym miejscu, przy innym stole, twój mózg otrzymuje sygnał, że coś się zmieniło, że to nie jest już to samo miejsce, które dzieliłeś z byłym partnerem. To nie jest ucieczka od wspomnień, ale tworzenie nowej scenografii dla twojego życia. Wieczór w nowej aranżacji może być trudny, ale jest przynajmniej twoją aranżacją, a nie tylko pustką po kimś.

Kolejnym bardzo ważnym narzędziem jest tworzenie nowych wieczornych rytuałów, które są tylko twoje. Kiedy byłeś w parze, pewnie były wspólne rutyny – wspólna kolacja, wspólny serial, wspólne rozmowy. Teraz musisz wymyślić swoje. Może to być czytanie książki z herbatą, słuchanie podcastów, nauka gry na instrumencie, rozwiązywanie krzyżówek, pisanie dziennika. Kluczowe jest, by te rytuały były celowe i przyjemne, a nie tylko wypełniaczami czasu. Wieczór, który zaczyna się od świadomego wyboru – na przykład „teraz idę wziąć długą kąpiel, potem poczytam 30 minut, potem posłucham muzyki” – jest łatwiejszy do zniesienia niż wieczór, który zaczyna się od bezradnego patrzenia w sufit. Rutyna daje strukturę, a struktura w czasach chaosu emocjonalnego daje poczucie bezpieczeństwa. Nie musisz od razu czuć radości, ale nawet mechaniczne wykonywanie tych działań z czasem zacznie przynosić spokój.

Nie można też przecenić znaczenia dźwięków w wieczornej samotności. Cisza, która w parze była wypełniona oddechem drugiej osoby, w samotności staje się donośna. Warto wypełnić ją czymś innym. Może to być muzyka, taka, która nie przywołuje wspomnień, ale tworzy nową atmosferę. Audiobooki, podcasty, relaksacyjne nagrania – wszystko, co sprawia, że w twoim domu jest obecność, choćby głos mówiący o czymś innym, niż to, co boli. Wielu ludzi po czterdziestce odkrywa na nowo radio – nie jako tło, ale jako towarzysza, który mówi, śmieje się, opowiada historie. Wieczór przestaje być wtedy konfrontacją z ciszą, a staje się przestrzenią, w której coś się dzieje, nawet jeśli ty tylko słuchasz. To subtelna, ale bardzo skuteczna metoda na oswojenie samotności.

Niezwykle istotne jest też zadbanie o wieczorny posiłek. W parze jedzenie często było wspólnym rytuałem – gotowało się razem, nakrywało do stołu, rozmawiało. Po rozstaniu wiele osób traci apetyt albo je byle co, stojąc przy lodówce. Tymczasem wieczorny posiłek to moment, który można przekształcić w akt troski o siebie. Nawet jeśli nie masz ochoty, przygotuj sobie coś, co lubisz, nakryj do stołu, zapal świeczkę. Jedz powoli, bez pośpiechu. To nie jest przesadna dbałość o detale – to sposób, by powiedzieć sobie: jestem ważny, zasługuję na to, by zadbać o siebie, nawet jeśli jem sam. Wieczory po czterdziestce są w dużej mierze o przywracaniu sobie godności w samotności. Każdy taki mały akt samo-szacunku buduje fundament, na którym można później budować nowe życie.

W tym wieku pomocne jest także świadome odcinanie się od myśli, że „gdyby tylko on/ona był, byłoby lepiej”. Wieczór często sprzyja rozmyślaniom o tym, co było, a zwłaszcza o tym, co mogłoby być, gdyby nie rozstanie. To bardzo toksyczne myślenie, bo tworzy równoległą rzeczywistość, w której wszystko jest lepsze, a rzeczywistość, w której żyjesz, jest tylko gorszym zamiennikiem. Kiedy te myśli się pojawiają, warto mieć gotowy sposób, by je przerwać. Może to być fizyczny gest – wstanie, przetarcie twarzy, wyjście na balkon. Albo powtarzanie krótkiej afirmacji: „jestem tu, gdzie jestem, i to jest w porządku”. To nie jest wyparcie, ale świadome odciągnięcie uwagi od fantazji, która tylko pogłębia cierpienie. Wieczór to czas, gdy nasza wyobraźnia pracuje najintensywniej – warto więc kierować ją w stronę tego, co realne i osiągalne.

Kolejną kwestią, która często pojawia się po czterdziestce, jest relacja z telefonem i mediami społecznościowymi. Wieczory sprzyjają przeglądaniu profilów, porównywaniu się z innymi, śledzeniu życia byłego partnera. To jest prosta droga do pogłębienia bólu. Warto więc wprowadzić wieczorny detoks cyfrowy – godzinę przed snem bez ekranu, bez scrollowania, bez sprawdzania, co u innych. Zamiast tego można wrócić do książek, do rozmów telefonicznych z życzliwymi osobami, do dziennika. To trudne, zwłaszcza gdy telefon stał się przedłużeniem ręki, ale to jeden z najskuteczniejszych sposobów, by odzyskać kontrolę nad swoimi wieczornymi emocjami. Wieczór należy do ciebie, nie do algorytmów i nie do wspomnień, które wywołują zdjęcia innych.

Nie można też zapominać o dobrej wieczornej higienie snu. Samotność często prowadzi do zaburzeń snu – albo przewracamy się w łóżku do rana, albo zasypiamy zbyt wcześnie, by uciec przed myślami. Warto wypracować wieczorną rutynę, która przygotowuje ciało do odpoczynku: ciepła kąpiel, przewietrzenie sypialni, wyciszające ćwiczenia oddechowe, herbata z melisy. Dobry sen jest w tym wieku kluczowy nie tylko dla regeneracji fizycznej, ale i dla równowagi emocjonalnej. Gdy po nieprzespanej nocy budzisz się jeszcze bardziej zmęczony, wieczór staje się jeszcze trudniejszy. To błędne koło, które można przerwać tylko świadomym działaniem. A jeśli bezsenność jest uporczywa, warto skonsultować się z lekarzem – nie ma wstydu w szukaniu pomocy, gdy samotność zakłóca podstawowe potrzeby.

W dojrzałym wieku wieczory po rozstaniu są też okazją do powrotu do siebie, do swoich dawnych pasji, które zostały zaniedbane przez lata bycia w związku. Może to być rysowanie, pisanie, robienie na drutach, układanie puzzli, modelarstwo, cokolwiek, co sprawiało ci radość, zanim pojawiła się codzienność z drugą osobą. Wieczory mogą stać się czasem na odkrycie na nowo tego, kim jesteś poza rolą partnera. To odkrycie może być trudne, ale też niezwykle satysfakcjonujące. Z czasem wieczór przestaje być synonimem samotności, a staje się synonimem własnej przestrzeni, własnego czasu, własnego wyboru. To nie znaczy, że tęsknota całkowicie znika – ale przestaje być jedynym smakiem, który czujesz. Pojawia się też ciekawość, spokój, a czasem nawet radość.

I na koniec, być może najważniejsze: pozwól sobie na to, by wieczory były różne. Nie każdy musi być produktywny, nie każdy musi być przemyślany, nie każdy musi być krokiem naprzód. Bywają wieczory, kiedy płacz jest jedynym właściwym zajęciem. Bywają wieczory, kiedy oglądasz ten sam film po raz dziesiąty, bo nie masz siły na nic innego. Bywają wieczory, kiedy dzwonisz do przyjaciółki i mówisz „posłuchaj, nic mi nie mów, po prostu bądź na linii”. Wszystkie są w porządku. Smak wieczorów po rozstaniu po czterdziestce jest gorzki, ale z czasem – jeśli dasz sobie przestrzeń – zaczynasz wyczuwać w nim też nuty czekolady, cynamonu, może odrobinę pieprzu. Życie nie kończy się o zmierzchu. Zmienia tylko rytm, a ty musisz nauczyć się w nim tańczyć. Nawet jeśli na początku jest to tylko kołysanie się w ciszy.

Nieśmiałość to cecha charakteru, która charakteryzuje się poczuciem dyskomfortu lub lękiem w sytuacjach społecznych. Osoby nieśmiałe mogą czuć się skrępowane w towarzystwie innych ludzi, a często unikają nawiązywania nowych kontaktów z obcymi osobami. Nieśmiałość jest często powiązana z brakiem pewności siebie oraz lękiem przed odrzuceniem lub krytyką.

Nieśmiałość może mieć różne nasilenie - niektóre osoby czują dyskomfort tylko w pewnych sytuacjach, podczas gdy inne doświadczają go w większości interakcji społecznych. Nieśmiałość może wpłynąć na jakość życia, ponieważ może utrudnić nawiązywanie relacji, co może prowadzić do izolacji społecznej i osłabienia poczucia własnej wartości.

Jednak warto zaznaczyć, że nieśmiałość nie jest chorobą i nie wymaga leczenia. Osoby nieśmiałe mogą nauczyć się radzenia sobie w trudnych sytuacjach społecznych, na przykład poprzez szkolenia z asertywności, terapię poznawczo-behawioralną lub techniki relaksacyjne. Ważne jest, aby nie porównywać się z innymi i nie oczekiwać od siebie zbyt wiele w krótkim czasie, ponieważ każdy proces wymaga czasu i samodyscypliny. W końcu, warto doceniać swoje sukcesy i cieszyć się z małych kroków do przodu, ponieważ to one prowadzą do większej pewności siebie i łatwiejszego radzenia sobie w sytuacjach społecznych.

Poznanie nowych ludzi może być trudne, szczególnie dla osób nieśmiałych, które mają trudności z nawiązywaniem kontaktów społecznych. Jednakże, istnieją pewne sposoby, które pomogą Ci przełamać lęk przed obcymi ludźmi i nawiązać nowe znajomości.

Po pierwsze, warto zacząć od małych kroków. Nie próbuj natychmiastowo włączyć się w rozmowę na tematy, które nie są Ci bliskie, ale zacznij od prostych gestów, takich jak uśmiech czy krótkie powitanie. Pamiętaj, że każda interakcja jest krokiem do przodu.

Po drugie, warto poszukać grup lub organizacji, które interesują Cię i które gromadzą ludzi o podobnych zainteresowaniach. Możesz dołączyć do klubu książki, grupy sportowej czy organizacji charytatywnej. Wspólne zainteresowania ułatwią nawiązanie rozmowy i pozwolą na poznanie nowych ludzi.

Po trzecie, warto próbować włączyć się do rozmów grupowych. Często, w większych grupach, nieśmiali ludzie mają większą szansę na nawiązanie kontaktu, ponieważ wchodząc w rozmowę, nie muszą od razu przejmować całej uwagi. Możesz zacząć od słuchania i reagowania na wypowiedzi innych, a następnie stopniowo włączać się do rozmowy.

Po czwarte, warto próbować nawiązać kontakt z ludźmi, którzy sami się do Ciebie zwrócą. Możesz spotkać się z kimś w kolejce do kina lub na przystanku autobusowym i zacząć rozmowę na tematy związane z miejscem, w którym się znajdujecie. To dobry sposób na naturalne nawiązanie rozmowy i przestawienie się w tryb kontaktu z obcymi ludźmi.

Ostatecznie, warto pamiętać, że nieśmiałość to normalna cecha charakteru i nie ma nic złego w tym, że potrzebujemy czasu na otwarcie się przed innymi. Nie zmuszaj się do czegoś, co Cię przeraża, ale jednocześnie nie rezygnuj z prób nawiązania kontaktu z innymi ludźmi. Pamiętaj, że każda mała interakcja to krok do przodu, a pozytywne doświadczenia pomogą Ci w budowaniu większej pewności siebie i łatwiejszym nawiązywaniu nowych znajomości.