portal randkowy smartpage.pl
Zdjęcie na portalu randkowym
Płeć: Mężczyzna Imię: Nie podano Wiek:50 Wzrost: 186 Sylwetka:Nie podano Dzieci: Nie podano Wykształcenie:Nie podano Województwo: Mazowieckie Miasto: Warszawa Styl:Nie podano Mieszkam:Nie podano Szukam tutaj:Nie podano Pierwsza randka:Nie podano Znak zodiaku:Nie podano

Chciałbym poznać kogoś, kto byłby mi przyjaciółką i obiektywnym krytykiem Kogoś kto nie jest okaleczony emocjonalnie i kto nie mierzy wszystkich jedną miarką. Nie mam nic do ukrycia, pewnie więcej wad niż zalet, ale staram się żyć według dewizy "traktuj ludzi jak chciałbyś by oni traktowali ciebie". Całe życie próbowałem znaleźć partnerkę która byłaby i cudowną kochanką i najbliższym kumplem. Żadnej obłudy, tajemnic i rozdwojenia osobowości... Dotychczas się nie udało i niewiele mam złudzeń, że kogoś takiego spotkam, ale nigdy nie przestanę szukać. Chcesz mnie poznać, napisz. Dowiesz się wszystkiego bez względu na to jak ucierpi na tym mój wizerunek. Nie szukam już żony, raczej związku opartego na przyjaźni i zaufaniu. Jeżeli zdecydowaliśmy się na bardziej intymny związek i nadal pozostali ludźmi którzy dobrze się razem czują to tylko znak że istnieje szansa na przyjaźń kobiety i mężczyzny nawet jeśli czasem idą że sobą do łóżka. Dla mnie sukcesem będzie zwykła korespondencja, wymiana opinii. Lubię móc pomagać, choćby słowem otuchy a i sam czasem tęsknię za jakimś banalnym pocieszeniem, świadectwem że ktoś tam chce mnie wysłuchać

cieply dowcipny empatyczny idealista impulsywny inteligentny ironiczny kreatywny lojalny miły namiętny spontaniczny wiarygodny wygadany

amory coś ciekawego drinkowanie grupą na imprezkę krążenie po mieście od pubu do pubu ognisko przygoda(bez podtekstu) randka

Nazywane inaczej w psychologii “wysokoreaktywnymi”, nie mają lekkiego życia. Od najmłodszych lat podatne na krytykę, zwłaszcza niesprawiedliwą i ze strony osób najbliższych, szczególnie autorytetów, jak rodzice, nauczyciele, katecheci. Osoby wysokowrażliwe są w społeczeństwie cenione za niektóre cechy charakteru, jak prostolinijność, brak skłonności do nieuczciwości, chęć niesienia pomocy innym, pracowitość i zgodne usposobienie. Zajmują raczej stanowiska w typowo kobiecych zawodach, w których coraz więcej jest dziś mężczyzn: bywają psychologami, terapeutami, pracownikami socjalnymi, choć tutaj muszą jednocześnie wykazać się odpornością, której mają na starcie mniej niż reszta populacji. Nadwrażliwcy, bo tak ich niesłusznie negatywnie nazywano, to tacy trochę poeci, sporo wśród nich artystów, romantycy, uczuciowcy, przedkładający świat wnętrza nad zewnętrzny, wspólny świat zainteresowań ludzi, z którymi żyją. W epoce romantyzmu tworzyli kulturę autentyzmu, szczerości uczuć, bywali traktowani niesprawiedliwie za swoją sublimację duchową, uczucia wyższe, altruizm, niekiedy posunięty aż do granic normalności psychologicznej. Często bywali działaczami społecznymi, dla których liczył się bardziej człowiek w potrzebie, niż oni sami czy rodzina, z której pochodzili. Nie sposób dla nich przejść było obok widomej krzywdy ludzkiej. Nigdy nie realizowali siebie wbrew moralności, a sumienie u nich bywa wyjątkowo wrażliwe. Stale rozmyślając nad sensem istnienia, wahają się przed podjęciem decyzji, nawet w prostych sprawach, bacząc, czy nie czynią czegoś złego, niestosownego czy nieprzyzwoitego. Zwracają uwagę na opinię otoczenia, nie są samodzielni w samoocenie, która zależy nie tylko od obiektywnej wartości tego, co robią, ale przede wszystkim zgodności z etosem, etyką, wartościami, które uznają za najważniejsze. Nie muszą to być dodajmy wartości ogólnie uznawane w danej epoce w narodzie - często zmuszeni są jako non-konformiści “płynąć pod prąd”, stawiać bierny opór, nie są bowiem oportunistami, którzy by zmieniali poglądy stosownie do wskaźników polityki bieżącej. W tym sensie wierni temu, co wynieśli z domu, szkoły, studiów, Kościoła, nie mają łatwo. Raczej są postrzegani niekiedy jako “sztywni”, nie łapią bowiem każdej okazji, by zarobić, nie chcą pchać się w życiu na pierwsze miejsca i przepychać łokciami w drodze do celu.



Potrafią cierpliwie czekać, na przykład na właściwego partnera, a kiedy ten się nie zjawi, raczej wybierają samotność albo niemodną dziś drogę w stanie duchownym niż wiązanie się z pierwszą lepszą osobą. Są ostrożne w relacjach, które postrzegają nie jako krótkoterminowe lokaty, ale projekty na całe życie, długoletnie przyjaźnie w tej grupie są na porządku dziennym. Niemniej bywają w nich ukryte pokłady nieprzepracowanych emocji, pretensji i żalów, poczucia krzywdy, które maskują ciągłym dobrym samopoczuciem, nieśmiałym humorem i nastawieniem bardziej na słuchanie niż wyrażanie siebie i swoich poglądów. Nie prowokują nigdy kłótni, w których chcieliby postawić na swoim, za wszelką cenę “zniszczyć” przeciwnika, bowiem są zdania, że z każdym prawie da się dojść do porozumienia. Pośród wrażliwości bardzo ważne miejsce zajmuje obok wspomnianej sztuki także cały świat natury, roślin i zwierząt, którymi lubią się otaczać, gdy czują samotność, pustkę czy chcą wypocząć od zbyt zawiłych relacji. Wrażliwość dotyczy także sfery duchowej, stąd często spędzają czas na rozmyślaniach, częściej można ich spotkać w kościele, nawet w środku na samotnej modlitwie, w pustej świątyni, bowiem cenią kontakt także z sobą i przedmiotem swej czci, o której nie lubią opowiadać wszem i wobec. Raczej skryci, otwierają się chętnie przed charakterami podobnymi sobie, tworzą zamknięte grupy w Internecie, gdzie niełatwo wniknąć intruzom, a także umawiają się w różnych kołach zainteresowań w czasie wolnym, szczególnie poświęconym sensowi życia. Nie postrzegają bowiem ludzkiej pielgrzymki w kategoriach materialistycznych, lecz egzystencjalnych, czyli nad materię i wszelkie dobra materialne przedkładają wartości duchowe, moralne, społeczne i zaangażowanie w budowę lepszej przyszłości.



Bardzo często ich życie przypomina walkę, taką najszlachetniejszą, bo ze swoimi wadami, słabościami i niekiedy zbyt surowo sobie wypominanymi przewinieniami, a nie z otoczeniem. Bardzo często życie traktują w kategoriach szansy, zadania, daru bądź misji, której brakuje przeciętnym zjadaczom chleba. Nie zgadzając się na przeciętność, zwykle nie ‘robią interesów’, nie byliby dobrymi maklerami giełdowymi, bankowcami ani inwestorami. Nie chcą życia rozumianego po mieszczańsku jako “oby do wiosny”, “jakoś-to-będzie”, więc gdy trzeba przejmują inicjatywę, biorą sprawy w swoje ręce, proponują innowacyjne, nietypowe rozwiązania problemów społecznych czy choćby zawodowych. Do wysokowrażliwych należało bardzo wielu znanych Polaków, np. Szopen, Słowacki, Wyspiański i wielu znanych z podręczników historii osobistości, które walczyły o lepsze jutro nie tylko dla siebie, ale dla kraju. To, że mają tę cechę przeszkadza bowiem bardziej w ich prywatnym świecie, ale jest bardzo korzystne dla społeczeństwa. Przykładem mogą być też Korczak, który został z podopiecznymi dziećmi do tragicznego końca w obozie hitlerowskim w czasie wojny, a także Maksymilian Kolbe, który oddał życie, ratując obcego człowieka czy wcześniej brat Albert Chmielowski, który tak był wrażliwy na los wyzyskiwanych biedaków ówczesnego kapitalizmu, że zrezygnował świadomie i dobrowolnie z dobrze zapowiadającej się kariery artystycznej (był świetnym malarzem), by stać się jednym z anonimowych nędzarzy, jacy żyli w Galicji w II poł. XIX wieku. Rok 2017 upływa właśnie pod patronatem brata Alberta, którego hasłem przewodnim życia stały się słowa: “Bądź dobry jak chleb”.



Nade wszystko należy pamiętać, że wysoka wrażliwość, a nawet nadwrażliwość, nie są czymś złym, patologicznym, co należałoby poddawać terapii. Przeciwnie - próby takiego “leczenia” zazwyczaj nic nie dają, a mogą wpoić przekonanie, że “coś jest ze mną nie tak, jestem nienormalny”, a to bardzo duże i szkodliwe społecznie nieporozumienie. Akceptując osoby, które są pełne rozterek, wahań i pytań o charakterze moralnym, czynimy świat lepszym, bo ukryte pokłady kreatywności w nich są wprost trudne do przecenienia.

Jeszcze przed kilkoma laty korzystanie z portali randkowych kojarzyło się często z desperacją, niemalże z "ostatnią deską ratunku". Jednakże ostatnio stały się tak bardzo popularne, wręcz "zaistniały" w naszej świadomości dzięki zauważeniu ich przez media, film, telewizję, że dawne stereotypy zaczęły odchodzić w zapomnienie.


Dziś młodzi ludzie w zasadzie większość swego czasu spędzają w sieci, przed ekranami swych laptopów lub z telefonami w dłoni. Ich życie towarzyskie kręci się dookoła portali społecznościowych, forów, chatów, komunikatorów. Nic więc dziwnego, że w internecie szukają także miłości, wymarzonych partnerów na resztę życia.
Ważne jest, by rejestrując się na portalu dla singli zachować ostrożność, czujność i... nie oczekiwać cudów zbyt szybko ! Być może upłynie sporo czasu, przejrzymy setki, jeśli nie tysiące dostępnych profili, odbędziemy dziesiątki internetowych rozmów, zanim uda nam się znaleźć tę jedyną osobę i zdecydujemy się na przeniesienie naszej internetowej znajomości do świata realnego.

Zaproszenie na spotkanie to moment kulminacyjny wczesnej fazy znajomości online, który jednocześnie stanowi największe wyzwanie psychologiczne. Presja, by nie wydać się zbyt natarczywym, nieśmiałym lub, co gorsza, zdesperowanym, potrafi paraliżować nawet najbardziej elokwentne osoby. Kluczem do sukcesu jest zrozumienie, że pewność siebie nie polega na agresywności czy braku wrażliwości, lecz na spokojnym, klarownym i wzajemnie szanującym zakomunikowaniu intencji. Brzmieć pewnie to znaczy brzmieć jak osoba, która oferuje wartościowe doświadczenie (swoje towarzystwo) i jednocześnie szanuje autonomię drugiego człowieka, dając mu przestrzeń na komfortową odpowiedź. Desperacja zaś objawia się w języku niepewności, niejasności i emocjonalnym obciążeniu propozycji.

Pierwszym fundamentem pewnego zaproszenia jest właściwy moment i fundament. Zaproszenie rzucone w próżnię, po dwóch wymianach zdań, brzmi jak odhaczenie punktu z listy. Pewne zaproszenie wynika naturalnie z dobrej, już istniejącej rozmowy. To znaczy, że zbudowaliście już pewną nić porozumienia, wymieniliście kilka dłuższych wiadomości, może mieliście krótką rozmowę głosową. Macie wspólny temat, żart, który was rozśmieszył, lub podobny pogląd. W tym kontekście zaproszenie nie jest „skokiem na głęboką wodę”, tylko kolejnym, logicznym krokiem w rozwijającej się relacji. Na przykład, jeśli rozmawialiście o ulubionych kawiarniach, naturalne jest: „Świetnie, że też lubisz tę palarnię! A co powiesz na to, żeby sprawdzić na żywo, czy ich nowa latte z kardamonem jest tak dobra, jak mówią? Możemy wbić w sobotnie popołudnie”. Zaproszenie oparte na wspólnej płaszczyźnie nie brzmi wymuszenie, bo jest kontynuacją tematu, który was już łączy. Właśnie dlatego kluczowa jest wcześniejsza, uważna rozmowa – ona daje ci materiał do zbudowania naturalnego, spersonalizowanego przejścia.

Sam język zaproszenia musi być konkretny, lekki i pozbawiony obciążenia emocjonalnego. To jest sedno różnicy między pewnością a desperacją. Porównaj dwa sformułowania:

„Hej, może kiedyś byśmy się mogli gdzieś spotkać… jakbyś miała czas… nie wiem, tylko jak chcesz oczywiście.”

„Słuchaj, bardzo miło mi się z Tobą rozmawia. Mam ochotę to kontynuować przy dobrej kawie. Proponuję [konkretna kawiarnia] w [konkretny dzień, np. sobotę] około [konkretna godzina]. Jak brzmi?”

Pierwsze zdanie jest pełne niepewności („może”, „kiedyś”, „gdzieś”, „jakbyś”), co przerzuca cały ciężar organizacji i decyzji na drugą stronę. Brzmi jak błaganie o łaskę. Drugie zdanie jest proste i składa się z trzech części: pozytywne podsumowanie dotychczasowego kontaktu („bardzo miło mi się rozmawia”), jasne zakomunikowanie własnej intencji („mam ochotę to kontynuować przy kawie”) i konkretna, łatwa do zaakceptowania lub odrzucenia propozycja (miejsce, dzień, godzina). Fraza „Jak brzmi?” na końcu jest neutralna i otwarta – nie brzmi ani jak żądanie („zdecyduj się!”), ani jak błaganie („proszę, powiedz tak”). Pewność siebie leży w tej konkretności: pokazujesz, że potrafisz podjąć inicjatywę i zorganizować coś prostego, nie czyniąc z tego wielkiego wydarzenia. Proponujesz jeden termin. To daje drugiej stronie łatwą ścieżkę: może się zgodzić, zaproponować inną godzinę/temat lub grzecznie odmówić. Niepewność i desperacja rodzą się w wieloznaczności; pewność – w jasności.

Ostatnim, często pomijanym elementem jest twoja wewnętrzna postawa i gotowość na każdą odpowiedź. Pewne zaproszenie wypływa z przekonania, że spotkanie z tobą to dobra propozycja, ale nie jest jedyną możliwością na ziemi dla żadnej ze stron. Jeśli twoje samopoczucie i samoocena są całkowicie uzależnione od tego, czy ktoś odpowie „tak”, desperacja będzie wyczuwalna między wierszami. Pewność siebie bierze się ze świadomości, że odmowa nie jest twoją porażką, a jedynie informacją o niedopasowaniu. Dlatego, wysyłając zaproszenie, mentalnie przygotuj się na każdy scenariusz. Jeśli odpowiedź będzie pozytywna – świetnie. Jeśli będzie wymijająca lub negatywna – twoją reakcją powinien być spokój i godność. Możesz odpowiedzieć: „Rozumiem, nie ma sprawy. Życzę powodzenia w poszukiwaniach!” i bez dalszych pytań czy pretensji przejść dalej. Ta umiejętność przyjęcia „nie” bez dramatu jest najwyższym przejawem prawdziwej pewności siebie. Pokazuje, że szanujesz granice drugiej osoby i masz na tyle szacunku do siebie, by nie szukać potwierdzenia swojej wartości u kogoś, kto nie jest zainteresowany. W praktyce oznacza to, że przed wysłaniem wiadomości przypominasz sobie, że jesteś wartościową osobą, która po prostu proponuje wspólnie spędzony czas – to wszystko. Ta wewnętrzna wolność sprawia, że twoje słowa brzmią naturalnie, lekko i atrakcyjnie, bo nie są obciążone ciężarem rozpaczliwej potrzeby akceptacji.